„Dzisiaj jestem szczęśliwym człowiekiem” - Nasz Swiat
13
Cz, maj

Zdrowie i uroda

Na wstępie powiem, że wszystkie słowa napisane przeze mnie są odzwierciedleniem mojego samopoczucia. Są one szczere i mają dla mnie wielkie znaczenie. Dzielę się nimi z czytelnikiem dlatego, że wiem co to radość, dobre samopoczucie, odpowiedzialność, troska o dobro własne i innej osoby, dostrzeganie piękna przyrody. Pewnie wymieniłbym jeszcze wiele pozytywnych stron trzeźwego życia. Właśnie od prawie 5 lat takie to moje życie jest. Nie piję alkoholu i jestem z tego dumny.

Mam rodzinę, mieszkanie własnościowe w Polsce, córki studiują w kraju, a ja z żoną pracuję we Włoszech. Gdybym nie uwierzył w to, że mogę „zmienić siebie", nie byłbym takim człowiekiem, jakim jestem teraz. Nie byłoby mnie tutaj, tzn. w Italii. Pracuję, zarabiam, mogę pomagać finansowo córkom studiującym w Polsce. Decyzja o tym, żeby przestać pić alkohol, dojrzewała we mnie przez lata. Ale tak pewnie miało być. Potrzebowałem solidnego upadku, aby móc zacząć się podnosić. Wcześniej miałem masę problemów. Kłopoty w pracy zawodowej, problemy rodzinne oraz w środowisku, gdzie mieszkałem, utrata prawa jazdy za prowadzenie pod wpływem alkoholu, itp. Postępowało to dość szybko, degradacja uczuć oraz problemy. Cierpieli przeze mnie moi najbliżsi, córki i żona. Był taki czas w życiu, że córka wstydziła mi się powiedzieć, że jest zebranie w szkole. Pewnie obawiała się tego, co tam mogę powiedzieć lub jak się zachowam. Zatruty alkoholem często podejmowałem dziwne decyzje. Później nie miałem sposobu, ani myśli aby coś zmienić w pozytywnym kierunku. Żona zaczęła coraz częściej „straszyć" rozwodem, dzieci chciały się wyprowadzić z mieszkania. Po co im było to piekło na Ziemi u boku człowieka, który zachowywał się fatalnie. Obwiniał wszystkich za wszystko, a siebie uważał za ideał. Tak, to byłem właśnie ja. Dzisiaj też jestem ja, ale właśnie to moje drugie oblicze, jest zupełnie inne od tego pijanego. Zewnętrznie nie zmieniłem się zbyt wiele, ale wewnętrzna zmiana nawet samego mnie napawa dumą. Podejmuję decyzje przemyślane, odpowiedzialne. Jestem radosny i pogodny, cieszę się z drobnych, przyjemnych rzeczy. Potrafię współczuć, umiem się dzielić i pomagać innym.
W Polsce odbyłem siedmiotygodniową terapię w ośrodku uzależnień od alkoholu. Zdobyta tam wiedza pozwala mi trwać w trzeźwości. Wiem co robić, gdy pojawia się chęć spożycia alkoholu. Przecież jestem człowiekiem i chodzę po Ziemi, widzę innych ludzi, odczuwam zmęczenie, mam potrzebę snu. Muszę czasem podnieść głos, ale szybko się opanowuję.
Dlaczego tyle piszę o uczuciach? Dlatego, że teraz, kiedy nie piję, dopiero zacząłem je dostrzegać. Gdy byłem znieczulony przez alkohol, może czasem czułem miłe i przyjemne stany, ale było to krótkotrwałe i mało naturalne. Pielęgnuję swoje trzeźwe życie. Chodzę na mitingi, gdzie spotykam się z ludźmi, którzy mają tą samą chorobę co ja. Tak samo są uzależnieni od alkoholu. Nie jesteśmy w stanie w pełni opisać dobroci i mocy rozmów między nami. Jest w tym wielka siła, wiara, nadzieja, aby pomagać sobie i innym w powrocie do zdrowia. Jeśli ktoś chce się o tym przekonać, musi po prostu spróbować. Ludzie ze stażem trzeźwości rok, dwa, pięć, osiem, dziesięć i więcej lat są uśmiechnięci, pogodni, mili i radośni. Napotykam w swoim życiu wiele problemów, ale radzę sobie z nimi dobrze, bo jestem trzeźwy. Nikt mi nie wmówi, że wczoraj obraziłem po kolei kilka osób, miałem pretensje do kogoś, że się na mnie patrzy, itp.
Bywam na mitingach nie tylko w swoim miasteczku w Polsce. Jeżdżę z kolegami na spotkania do sąsiednich miast, na rocznice grup, zloty radości. Nie są to tylko mitingi. Wieczorem są zabawy przy muzyce. Jak fajnie potrafię się bawić, kiedy jestem trzeźwy. Później wszystko pamiętam i nie mam wyrzutów sumienia.
Na dzień dzisiejszy jestem we Włoszech. Tutaj też dotarłem do ludzi z podobną chorobą. Spotykamy się razem co tydzień i rozmawiamy. Powtórzę to, co napisałem wcześniej: Ja po prostu pielęgnuję swoje trzeźwe życie. Ono mi się podoba, bardzo je lubię i jest mi teraz dobrze. Nawet gdy nie mam stałej pracy, nie czuję się jak rozbitek na bezludnej wyspie. Nie tragizuję, ani nie obwiniam nikogo za sytuację w jakiej jestem. Pracę znajdę, ja w to wierzę. Ludzi których spotykam - alkoholików, mogę nazwać przyjaciółmi. Pomogą mi w potrzebie, doradzą jak mam problem, pocieszą kiedy jestem smutny. Jesteśmy też gotowi na to, by pomagać innym. Ja osobiście zawsze chciałem nieść pomoc. Teraz czasem to robię dobrym, szczerym serdecznym słowem. Na to mnie stać i tym się dzielę.
Wiara, siła, nadzieja nie opuszcza mnie i chciałbym, aby tak było zawsze. Fajnie mi jest w trzeźwym życiu, ja je po prostu kocham!

Adam