Alkoholizm chorobą duszy i ciała - Nasz Swiat
13
Cz, maj

Zdrowie i uroda

Alkoholizm jest chorobą postępującą. Osoba uzależniona zatraca w sobie pozytywne uczucia, a ich miejsce zajmują te negatywne. Jest to bardzo ciężka sytuacja, nie tylko dla samego alkoholika, ale też dla jego najbliższych.

Spróbuję podać kilka przykładów z mojego życia, kiedy piłem alkohol. Pamiętam jak zostawałem w domu i miałem opiekować się moją czteroletnią córeczką, bo żona szła do swojej pracy. Pod pretekstem kupienia jej słodyczy, zostawiałem ją samą w domu i wychodziłem po alkohol. Parę razy upiłem się do nieprzytomności, nie myśląc, że dziecko może sobie zrobić krzywdę. To było nieważne, jak tylko widziałem, że w kolejnej butelce robi się pusto, szedłem po następną. Posunąłem się nawet do tego, że kradłem dziecku pieniądze ze skarbonki, do tej pory bardzo boli mnie ten fakt. Pamiętam też jak moja córka była chora, miała ponad 40 stopni gorączki, wyszedłem po leki dla niej i już nie wróciłem tego dnia do domu. Upiłem się.
Prawie zawsze przed jakąś uroczystością, musiałem coś nawywijać, upić się, nie wrócić na noc do domu. Nigdy nie miałem swojego zdania. Zawsze musiało być tak, jak ktoś powiedział. Pracując nigdy nie piąłem się do góry, bo nikt nie mógł na mnie polegać czy zaufać mi. Przez to, że piłem alkohol, straciłem zatrudnienie, rodzinę, pieniądze, znajomych. Prawie wszyscy się ode mnie odwrócili. Wtedy bardzo ich wszystkich o to obwiniałem. Dziś dziękuję im za to. Tak musiało być. Cieszę się, bo dzięki temu dużo zrozumiałem. Powoli i bardzo ciężko odzyskuję zaufanie.
To, co opisałem, to tylko malutka część przykładów. Innych, bardziej drastycznych, byłoby do opisania o wiele więcej. Pewnie zabrakłoby miejsca w całej gazecie, ponieważ każdy dzień z mojego pijanego życia był straszny.
Chciałbym dodać, z własnego doświadczenia, że osoba uzależniona od alkoholu, często nieświadoma swojej choroby, szuka pomocy u innych. Częściej jednak nie dopuszcza do siebie myśli, że ma problem z alkoholem, ponieważ nie wyobraża sobie życia bez picia. Ja, kiedy znalazłem się „pod mostem” widziałem jeszcze gorszych od siebie, a to pozwalało mi pić dalej i cieszyć się tym, że jeszcze nie jestem najgorszy. Nie martwiłem się o rodzinę, o to, że zostałem bez pracy i środków do życia. Myślałem tylko o tym, żeby nie zabrakło mi alkoholu. Do dziś nie wiem jak to przeżyłem. Kiedy byłem w ciągu alkoholowym, piłem przez 9 miesięcy, codziennie upijając się do nieprzytomności, nawet kilka razy. Proszę mi wierzyć, często miałem myśli samobójcze, często chciałem skończyć ze sobą, zapić się, zasnąć i już się nie obudzić. Ale to byłoby za proste.
Zawsze uciekałem, bo tak było łatwiej, najlepiej. Do końca życia będę dziękował pewnej osobie, która powiedziała mi, że są ludzie, którzy pili tak jak ja, a dzisiaj są trzeźwi i szczęśliwi. Podnieśli się, stanęli na nogi, ŻYJĄ!
Przełamałem się, spróbowałem. I tak już nie miałem nic do stracenia, mogłem tylko zyskać. Udało się, zyskałem trzeźwość i trwam w niej już przez 8 lat. Jednak nie zapominam mojego pijackiego życia. Każdy trzeźwy dzień jest dla mnie dniem spełnionym. Wiem, że sam nie dałbym rady, więc spotykam się z innymi trzeźwymi alkoholikami. Dzielimy się swoimi radościami, smutkami, problemami. To pomaga. Dzisiaj już nie zmieniam świata pijąc alkohol. Dzisiaj uśmiecham się do lusterka widząc swoje odbicie. Spróbujcie pokochać siebie, tak jak ja. Jest taka piękna modlitwa:
„Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić.
Odwagi abym zmieniał to, co jestem w stanie zmienić.
I mądrości, abym odróżnił jedno od drugiego.”
Ona bardzo mi pomaga, a najbardziej fakt, że zrozumiałem jedną rzecz: alkohol nie jest dla mnie, ja się poddałem i zwyciężyłem. Dla mnie jeden kieliszek wódki, to za dużo, a 1000 za mało.
Robię wszystko, żeby nie sięgnąć po ten pierwszy, a przecież też mam problemy, często jest mi ciężko wiązać koniec z końcem. Podnoszę wtedy głowę do góry i idę do przodu, staram się nie zostawiać nie załatwionych spraw. Żyję dniem teraźniejszym i jak napisał kiedyś Stephen Leacock: „Jakie dziwne jest nasze życie. Dziecko mówi – kiedy będzie duży – ale co to? Duży chłopiec powtarza wciąż – kiedy będę dorosły. Gdy wreszcie dorośnie, obiecuje, że jak się ożeni to… Czy w końcu przestaje? Nie, zaczyna myśleć dalej – kiedy przejdę już na emeryturę… A gdy osiągnie już wiek emerytalny, ogląda się już tylko za siebie, na drogę, którą przebył i wydaje mu się, że omiata ją lodowaty wiatr. Tak wiele stracił, do niczego nie da się wrócić. Zbyt późno spostrzegamy, że życie polega na życiu w każdej godzinie i w każdym dniu.”
Pijący alkoholik ma ciągle poczucie winy, poczucie niższości. Aby podnieść swoje ego – pije. To jest zamknięte koło i ciężko się z niego wydostać, ale można i warto spróbować.
To jest test: „Czy picie nie wymyka ci się spod kontroli?” Zadaj sobie pytania:
- Czy piję więcej niż kiedyś?
- Czy piję częściej niż kiedyś?
- Czy sięgam po coraz mocniejsze trunki?
- Czy sięgam po alkohol, by odreagować stres lub uciec od problemów?
- Czy przyjaciel albo ktoś z rodziny wyraził zaniepokojenie w związku z tym, że piję za dużo?
- Czy z powodu picia miałem już problemy w domu, w pracy?
- Czy trudno mi wytrzymać bez alkoholu przez tydzień?
- Czy czuję się nieswojo w towarzystwie osób niepijących?
- Czy ukrywam przed innymi ile piję?
Jeżeli odpowiedziałeś twierdząco choćby na jedno z tych pytań, być może musisz podjąć działania, by przestać pić.
Chciałbym jeszcze kilka słów powiedzieć do osób współuzależnionych, czyli osób z najbliższego otoczenia osoby chorej na alkoholizm. Żony, mężowie, dzieci, rodzice – nie zostawajcie sami, jesteście bardziej narażeni na różnego rodzaju choroby somatyczne, nerwice, poczucie winy, niż sami pijący.
Chcę z całego serca podziękować wszystkim, którzy gratulowali mi i dziękowali za poprzedni artykuł. Jest to dla mnie bardzo budujące. Proszę o kontakt.
Piotr (tel. 3492549407)
© LaPresse

fot.