Stasia i Fausto Branchi: Piękno jest w nich - Nasz Swiat
14
Śr, kwiecień

Polacy we Włoszech

Dobrze im razem. Łączy ich pasja, wspólna praca i ciekawość par, które tak jak oni pod jednym dachem tworzą polsko-włoski dom. Za kilka dni 16 czerwca, w Konsulacie Honorowym RP w Bolonii  zostanie zainaugurowana wystawa fotograficzna, przedstawiająca rezultat wspólnych zachwytów, Stasi i Fausta Branchi fotografów z zawodu i z zamiłowania, nad polską i włoską przyrodą. Wcześniej, 5 czerwca  zapraszają zaś pary polsko-włoskie na wspólne grillowanie.

Ze Stasią i Faustem Branchi rozmawia Danuta Wojtaszczyk

Jesteście pomysłodawcami spotkań par polsko-włoskich, których odbyło się już siedem, a ósme zostało zaplanowane na 5 czerwca. Z relacji, które nadsyłacie do naszego dwutygodnika wiemy, że Wasze grono stale się powiększa i że świetnie się wszyscy bawicie hołdując polskim i włoskim tradycjom, nie tylko kulinarnym. Kiedy wpadliście na pomysł zorganizowania tych spotkań?
Stasia:  Pomysł, aby zorganizować spotkania par polsko-włoskich narodził się w sierpniu 2009 roku. Rozmawiając z przyjaciółmi Fausta odkrywaliśmy, że często ktoś z ich znajomych ma żonę lub narzeczoną Polkę. Znaliśmy już kilka par i zapraszaliśmy do naszego grona następne.

Stasia i Fausto: Podczas naszych spotkań rozmawiamy po polsku i po włosku, wymieniamy się rożnymi doświadczeniami dotyczącymi życia codziennego, spraw urzędowych, wychowania dzieci.
Przygotowujemy zawsze przekąski polskie i włoskie. Ze względu na to, że mamy w Bolonii sklep polski Biało-Czerwona są do dyspozycji produkty oryginalne.
Ogólnie poznaliśmy 30 par, w tym jedną „inną”, gdyż żona jest Włoszką, a mąż Polakiem - para bardzo sympatyczna.

Czytaj: Wystawa fotograficzna Stanisławy i Fausta Branchi „Polska-Włochy: pod tym samym niebem.  Przyroda – muzyka dla oczu”

Stasiu, masz to szczęście, że Twój włoski mąż jest żywo zainteresowany Polską i chętnie uczestnicy w obchodach ważnych dla Polski rocznic i świąt, i pewnie czuje się wgłębi duszy trochę Polakiem. Znasz innych Włochów, których tak jak Fausta ciekawi nasz kraj? Polska nie zalicza się jeszcze do  ulubionych met wycieczkowych turystów z Włoch, ale ja osobiście coraz częściej spotykam osoby, które pragną spędzić urlop nad Wisłą i proszą mnie o praktyczne wskazówki. A jakie jest są Twoje doświadczenia?



Mój mąż Fausto bardzo chętnie uczestniczy w polskich imprezach kulturalnych i czuje się w połowie Polakiem. Nie opuścił nigdy uroczystości związanych z obchodami rocznic wyzwolenia Bolonii. Ostatnio natomiast fotografowaliśmy Rajd Motocyklowy „Z ziemi włoskiej do Polski”, ich pobyt na Piazza Maggiore, zwiedzanie bazyliki San Petronio, następnie przejazd i wspólną modlitwę na Cmentarzu Polskim w San Lazzaro di Savena.
Spotykam się często z pozytywnymi opiniami o naszym kraju. Nawet przy okienku na poczcie, pani opowiadała mi o pięknej wycieczce grupy Włochów, którzy zwiedzili Kraków. Jest to miasto najczęściej przez nich odwiedzane.

„Zawiozłaś” jakichś znajomych Włochów do Polski?
Stasia: Nie,  na razie nie, nie licząc Fausta, ale moja córka Asia była z grupą włoskich przyjaciół na Sylwestrze kilka lat temu w Krakowie.  Mało tego, Asia i jej narzeczony Włoch postanowili przeprowadzić się do Polski na stałe.
Natomiast  starsza córka Ela mieszka tak jak my w Bolonii, pracuje w biurze adwokackim i na razie nie myśli o powrocie do kraju, ale chętnie jeździ do Polski na wakacje.
Podczas naszych podroży często spotykamy w Polsce turystów z Włoch np. w Białowieży, na Mazurach, w Przemyślu. Uważamy na to, co mówimy po włosku, ponieważ bardzo, ale to bardzo dużo osób zna język włoski i zdarzają się często śmieszne sytuacje, wręcz niewiarygodne.

Obecnie wspólnie prowadzicie profesjonale studio fotograficzne? Fausto jest zawodowcem, a dla ciebie fotografowanie było początkowo hobbym. To mąż „wciągnął” Cię w fotografowanie, takie całkiem już „na serio”?
Stasia: W dziedzinie fotografii Fausto jest ekspertem, wie wszystko o technice i sprzęcie. Od niego nauczyłam się bardzo dużo i wciąż rozwijam swoją pasję do fotografii. Razem z Faustem zainwestowaliśmy w Bieszczadach i przygotowujemy tam bazę wypadową.  Pragniemy promować Polskę, zapraszać włoskich fotografów, pasjonatów natury, piękna krajobrazów, przygody, wszystkich, którzy są otwarci na poznawanie nowych miejsc, nowych przyjaciół. Operujemy czterema językami: angielskim, włoskim, polskim i rosyjskim, więc niewykluczone, że uda się nam zebrać międzynarodowe grono.

Fotografia to pasja, która Was łączy, ale nie jedyne Wasze hobby. Zdradźcie co robicie, kiedy nie fotografujecie?
Stasia: Moją drugą pasją jest kuchnia włoska. Od przyjaciół otrzymuje dużo pochwał, moja teściowa dzieli się ze mną tradycyjnymi przepisami z kuchni bolońskiej, które następnie odnoszą sukces.
Organizuję również obiady i kolacje polskie, które cieszą się powodzeniem wśród Włochów, niektórzy namawiają mnie, abym otworzyła polski bar.

Jakie polskie dania najbardziej smakują Waszym włoskim przyjaciołom?
Stasia: Smakuje im bardzo żurek z jajkiem, gołąbki z ryżem i mięsem, pierogi ruskie, z kapustą, z grzybami, zupa cebulowa, zapiekanki  z ziemniaków, racuszki z jabłkami, naleśniki z owocami, krokiety z kapustą, polskie torty, ciasteczka i  ciasta, a zwłaszcza szarlotka.

 

Czytaj: 8. spotkanie par polsko-włoskich odbędzie się już za kilka dni

Jak na co dzień polskie i włoskie zwyczaje współżyją w Waszym domu?

Stasia i Fausto: Pod naszym polsko-włoskim dachem jest wesoło. Mamy wielu przyjaciół i przy byle okazji, nawet w wąskim odstawiamy mini-teatrzyk polsko-włoski. Może kiedyś zaprezentujemy go w większym gronie.
Święta są u nas zawsze tradycyjne polskie. Wigilia z opłatkiem i 12 daniami (w małych ilościach, ale zawsze 12!).

Fausto, co najbardziej uderzyło Cię w Polsce, podczas Twojej pierwszej podroży?
To był 1990 albo 1991 rok. Jan Paweł II chciał, aby kolejny Dzień Młodzieży odbył się w Krakowie. Od zawsze kochałem przyrodę, dlatego zacząłem od „studiowania” jak wygląda fauna i flora w tym dalekim kraju, ojczyźnie Papieża.
W tamtych czasach nie było ani tak szczegółowych, ani tak bogato ilustrowanych przewodników po Polsce, jakie można nabyć teraz, a internet dla cywili jeszcze nie istniał. Napisałem więc do polskiego biura podróży, Orbisu, o ile dobrze pamiętam. Przysłali mi kilka broszur, dzięki którym odkryłem, że bizony europejskie i lasy dziewicze znajdują się właśnie w Polsce.
Baaa, dowiedziałem się, że w Polsce mieszka ostatnie stado tych dostojnych ssaków. Od razu zakochałem się w żubrach, spakowałem plecak i w sierpniu 1991 roku przybyłem do Krakowa. Stamtąd udałem się oczywiście do Białowieży, później na Mazury, dalej do Gdańska i na wydmy w Łebie. Do Włoch wróciłem przez Niemcy.
„Ile tu Trabantów, ile małych Fiatów (126) ile starych ciężarówek, i wszyscy, jak tylko mogą ustępują ci pierwszeństwa, czyli dokładnie na odwrót niż jeździ się we Włoszech” – myślałem. W ciągu 20 dni pobytu nigdy na ulicy nie spotkałem zestresowanych ludzi, gotowych cię zaatakować, jeśli tylko zagapisz się na światłach i nie wystartujesz od razu na zielonym…Od razu poczułem się dobrze w tym kraju.

Wymień pięć  rzeczy (dowolnej kategorii), które najbardziej podobają ci się w Polsce.
Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła w Polsce i to już podczas pierwszej podroży była niebywała gościnność. Było około godziny 23.00, zaraz po przejechaniu granicy z Czechosłowacją zatrzymałem się, aby coś zjeść. Właściciel restauracji, który  domyślił się, że jestem Włochem, zaserwował kotleta z frytkami i jeszcze, aby umilić mi wieczór włączył dość głośno kasetę z piosenkami Al Bano.
Bardzo lubię żurek, zwłaszcza Stasi, bo robi doskonały i flaczki mojej teściowej.
Ale to, co najbardziej podoba mi się w Polsce to solidność,  determinacja i chęć, bez względu na wszystko, aby być razem. Myślę, że są to cechy, które pozwoliły Polakom przetrwać najtrudniejsze czasy i odrodzić się jako naród, mimo że był, okupowany, ciemiężony i masakrowany.
Gościnność i dyspozycyjność to dwie inne cechy, które urzekły mnie w Polsce pamiętnego lata ‘91 roku, kiedy to byłem gościem rodziny w Narewce, z którą do dziś się przyjaźnie i która jest dla mnie jak moja bliska rodzina.

Słyszałam, że uczysz się polskiego. Jak Ci idzie?
Żyję nadzieją, że pewnego dnia będę mógł swobodnie porozmawiać z moim teściem bez pomocy tłumacza :) Jednak póki co, moje słownictwo w języku polskim nie jest zbyt bogate.

Ale jesteś już w stanie się dogadać po polsku?
Jeśli rozmowa jest prosta, to jakoś daję sobie radę. Potrafię na przykład samodzielnie kupić pączki, które uwielbiam :)

Co sprawia Ci najwięcej trudności w nauce?
Budowa zdania, która nie jest natychmiastowa. Ale moją prawdziwą bolączką są deklinacje – niewiarygodne, że jeden wyraz może przybierać tyle form! Dla Włocha to trochę abstrakcja, bo po włosku dom to zawsze dom: vado a casa, entro in casa, casa di Maria….

Stasia, jako nauczycielka, jest wyrozumiała czy surowa?
Surowa.

Pomaga Ci w odrabianiu lekcji?

Zawsze mówi, że mam sam odrabiać. Ale potem mi pomaga…

D.W.


STANISŁAWA STECIAK BRANCHI urodziła się w Polsce, w Bieszczadach, zauważyła jakiś czas temu w małej pizzerii w San Lazzaro di Savena fotografa z taką samą pasją dla pizzy, który pozdrowił ją z nieśmiałym  uśmiechem.
Prawdę mówiąc FAUSTO BRANCHI fotoreporter z zawodu, nie miał zamiłowania do pizzy, ale do pięknej pani z obcym akcentem i udawał się do pizzerii tylko dla niej. Po kilku pizzach Fausto zapragnął poznać Stasię bliżej. Odkrył, że mają dużo wspólnych pasji: podróżowanie, fotografowanie, krajobrazy i sztuka.
Przed odkryciem fotografii Stasia z przeszłością konserwator zabytków-sztukator w Polsce, rysowała swoją ziemię, wielki kolorowy park naturalny w Karpatach i marzyła.
Fausto też marzył od dzieciństwa. Marzył o zwiedzaniu świata z aparatem fotograficznym na szyi i przygotowywał się odkrywając ścieżki niedaleko swojego domu w Parco dei Gessi Bolognesi ze swoimi zachwycającymi wzgórzami, jaskinią della Spipola, del Farneto, Montecalvo, gdzie zimą po  zadymach śnieżnych niebo się otwiera i można przebiec wzrokiem od Apeninów do Dolomitów i dotrzeć do błękitnego morza.
Stasia i Fausto czują się dobrze razem. Z aparatem na szyi udają się na odkrycie Włoch i Polski, ale ze spokojem, ponieważ to nie pizza do zjedzenia w pośpiechu na stojąco.
Dla pełni wrażeń czekają aż blade światło słoneczne oświetli kwiaty i owady, które się do nich zalecają. Czekają na wiosnę, lato, jesień, zimę, gorąco, zimno, pełnię księżyca i pioruny.Czekają aż lot flamingów zakoloruje niebo na różowo.
Spotykają spojrzenie żubra, fotografują walkę wilków na śniegu, napotykają dziki wychodzące z lasu.
W swoim dzienniku podróży wpisali Puszczę Białowieską, Elbę, Rezerwat Naturalny Valli di Sant’Antonio Karpaty Wschodnie, Abruzzo-Valle della Majella, Apeniny, Alpy, Sardynia Delta del Po...
Odkryli razem, że wiele krajobrazów polskich jest podobnych do tych włoskich. Odkryli, że Polska i Włochy są połączone od Odrodzenia, historia ucisków podziałów i dyktatur.
Narody, które wymieniają się w swoich hymnach narodowych. Więź braterska.
To nie przypadek, że 21 kwietnia 1945r. Polacy wyzwolili Bolonię spod nazistowskiej dyktatury.
Podczas wizyty w Bolonii Papież Jan Paweł II gościł też na Cmentarzu Polskim w San Lazzaro di Savena. Uklęknął wzruszony i objął jeden z 1441 białych krzyży, upamiętniających żołnierzy, wielu płakało razem z nim.
Mario Rebeschini,
prezes  Associazione Italiana Reporters Fotografi


Niniejsza prezentacja jest wstępem do katalogu wystawowego Stanisławy i Fausto Branchi „Polska- Włochy: pod tym samym niebem. Przyroda: muzyka dla oczu”.