Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
05
So, grudzień

Na początku czerwca w malowniczo położonym “Perla Hotel” w Lecce odbył się finał konkursu Miss International Model 2012. Wśród 36 kandydatek, o tytuł Miss walczyła także 26-letnia Polka – Marika Lalik, pochodząca z Krakowa.

- Trzy miesiące temu mama zgłosiła moją kandydaturę do konkursu Miss International Model 2012 we Włoszech, nic mi o tym nie mówiąc – mówi redakcji młoda Polka i dodaje – byłam bardzo zaskoczona, kiedy w maju dowiedziałam się, że zostałam wyselekcjonowana do Finału tego konkursu.

- Dotychczas modelingiem zajmowałam się jedynie dorywczo, biorąc udział w sesjach fotograficznych i nagraniach telewizyjnych, między innymi do programu „Tak To Leciało”, reklam i teledysków, dlatego też zagraniczny konkurs piękności był dla mnie niemałym wyzwaniem – przyznaje Marika.

Przyjazd do Włoch młodej Polki był pod znakiem zapytania do ostatniej chwili, ponieważ nie była ona w stanie ponieść sama kosztów przyjazdu tutaj.
- W pewnym momencie poddałam się, ale moja mama, która jest właścicielką polskiej agencji modelek  Meri Prestige Model Agency w Rzymie wierzyła wciąż, że uda się znaleźć sponsora – przyznaje dziewczyna – i udało się. Znalazła włoską firmę, która pokryła koszty przelotu, zakwaterowania i opłaty rejestracyjnej. Warunkiem sponsoringu było wykorzystanie mojego wizerunku w reklamie ich nowego produktu, na co mama się zgodziła. 

Finał konkursu odbył się w Lecce na południu Włoch. Przygotowania do niego trwały trzy dni, podczas których wszystkie kandydatki uczyły się chodzić po wybiegu, pozować oraz, co było dla Mariki chyba największym wyzwaniem – zaprezentować się po włosku przed jury konkursu.
- Było mi bardzo trudno bez znajomości języka włoskiego, ale na szczęście towarzyszyła mi w tej niesamowitej przygodzie mama, która skrupulatnie tłumaczyła słowa, odpowiedzialnego za przebieg finału konkursu choreografa – wspomina z uśmiechem na twarzy 26-latka.
O tytuł Miss International Model 2012 walczyło 36 dziewcząt, pochodzących zarówno z Włoch, jak i Ukrainy, Mołdawii i Polski.
- Wysiłek włożony w przygotowania do konkursu zaowocował moją wygraną – zdobyłam tytuł Miss, a udział w konkursie pozwolił mi przeżyć wiele pięknych chwil, poznać wspaniałych ludzi oraz rozpocząć pracę we Włoszech jako modelka – kontynuuje Marika - Zamierzam teraz zaangażować się w nowe przedsięwzięcie agencji mamy – organizację konkursu Miss Polonia we Włoszech.
I tego też życzymy zarówno naszej Miss, jak i jej mamie.

Anna Malczewska

- Praca jako badante nie dawała mi żadnej satysfakcji – mówi bohaterka naszej rozmowy, przedsiębiorcza Polka, która od 2005 roku prowadzi w Bolonii, przy via Giuseppe Massarenti 412,  własną  kwiaciarnię. Jak opowiada udało jej się zrealizować marzenie o prowadzeniu  własnego sklepiku dzięki życzliwości znajomych Włochów i funduszom pozyskanym od państwa włoskiego na rozkręcenie działalności.

Z Genowefą Kamińską rozmawia Danuta Wojtaszczyk

Kiedy przyjechała Pani do Włoch?
Przyjechałam do Włoch pod koniec lat osiemdziesiątych, do pracy w Rzymie jako badante. Miałam wówczas 29 lat, męża i dwoje małych dzieci. W planach było popracować kilka miesięcy, by kupić nowe meble do mieszkania, lepszy telewizor i ogólnie podbudować budżet domowy. 

Jednak ten pobyt bardzo się przedłużył…  Z Rzymu przeniosła się Pani do Bolonii, gdzie 7 lat temu otworzyła Pani własny sklepik. Kiedy wpadła Pani na pomysł otwarcia kwiaciarni?
Przed przyjazdem do Włoch byłam pracownikiem biurowym, nie miałam więc doświadczania w branży handlowej. Kiedy kupowaliśmy w Polsce z mężem nowe mieszkanie, patrzyłam z zachwytem na  projekty  małych sklepików przy nowych osiedlach i wtedy obudziło się  we mnie marzenie, aby w przyszłości też  by mieć taki mały, własny sklepik.

Pomimo, iż nie miałam żadnego doświadczenia w sprzedaży, to jeżdżąc do pracy do Włoch moje marzenie rosło coraz bardziej. Praca jako badante nie dawała mi żadnej satysfakcji i była bardzo ciężka, więc coraz częściej śniłam o pracy na własny rachunek,  która dawałaby mi radość. Zaczęłam więc mówić głośno wszystkim  wokoło o moim marzeniu, aż  pewnego dnia zaprzyjaźnieni Włosi zadzwonili do mnie z informacją, że jest kwiaciarnia do kupienia.

Pojechałam, zobaczyłam, opowiedziałam mężowi przez telefon... i zadecydowałam: kupuję!

Mróz: „To dzięki papierowej wiklinie odkryłam w sobie duszę artysty. Moja pasja pozwoliła mi na zapomnienie o chorobie i trudach codziennego życia”.

Katarzyna MrózKasia Mróz przyjechała do Włoch 17 lat temu w poszukiwaniu pracy. "Początki nie były łatwe. Pracowałam i w międzyczasie robiłam kurs dla pracowników socjalnych O.S.A. Dzięki niemu zdobyłam kwalifikacje, aby móc pracować i zajmować się starszymi osobami, przebywającymi w klinikach" mówi redakcji.

W 2008 roku, życie młodej Polki uległo całkowicie zmianie, związanej z rozpoznaną u niej chorobą. "Stwierdzono u mnie silną łuszczycę. Choroba ta spowodowała u mnie artretyzm. Bardzo się wtedy załamałam i czułam bezsilność – wspomina Kasia – a na dodatek, z uwagi na mój młody wiek, nie przyznano mi nawet renty inwalidzkiej".

Po prawie trzech latach życie dziewczyny ponownie uległo zmianie, tym razem pozytywnej. "W 2011 roku poznałam w wirtualnym świecie swoją rodaczkę Anię, która prowadzi bloga i pokazuje innym swoją pasję, jaką jest papierowa wiklina – kontynuuje Kasia i dodaje – to właśnie na jej blogu zobaczyłam pierwsze wyroby z papieru. I tak zaczęła się moja „papierowa przygoda”.

Papierowa wiklina jest techniką, dzięki której ze zwykłego na pierwszy rzut oka papieru, stworzyć można eleganckie i efektowne koszyki, łudząco podobne do tradycyjnych wiklinowych. Przy odrobinie cierpliwości możemy stworzyć tanie przedmioty dekoracyjne, służące do przechowywania drobiazgów, układania kompozycji, tworzenia stroików świątecznych i na różne inne okazje.

"Początki były trudne, ale wytrwale uczyłam się skręcać różyczki i pleść z papieru kosze. Dzięki Ani uwierzyłam w siebie i znalazłam cel w swoim życiu, ponieważ odnalazłam swoją pasję" mówi Polka. "Okazało się, że moje prace są wspaniałym pomysłem na prezenty. Na początku obdarowywałam koleżanki, później zaczęły się małe zamówienia" przyznaje.

Kasia nigdy nie posiadała zdolności plastycznych i nigdy nie sądziła, że będzie kiedykolwiek w stanie wykonać coś sama. Okazało się jednak, że dzięki papierowej wiklinie odnalazła u siebie duszę artysty. "Kilkaset papierowych róż potrafi stworzyć piękną pracę, co daje mi wielką satysfakcję i sprawia, iż na twarzach innych pojawia się uśmiech – mówi roześmiana i dodaje - tworzę dla innych i teraz wiem, że człowiek, który posiada swoje hobby, dzięki któremu się rozwija, jest szczęśliwy. Mam cel w życiu i tego samego życzę innym, aby również go odnaleźli. Już dziś mogę powiedzieć: Jestem z siebie dumna".

Nowa pasja naszej bohaterki sprawiła, że mogła wreszcie zapomnieć o trudach codziennego życia i poznać nowych, wspaniałych ludzi. Jednak do szczęścia brakuje jej jeszcze jednego.
"W związku z tym, że ze względu na moją chorobę nie mogę podjąć żadnej pracy, pragnę, by moja pasja przynosiła mi także dochody, dzięki którym mogłabym pokryć chociaż część wydatków na życie" przyznaje Kasia.

Anna Malczewska

Chcesz poznać Kasię Mróz? Wejdź na jej profil facebook

{gallery}galleries/bibula{/gallery}

25 maja członkowie Polsko–Włoskiego Koła Kulturalnego otrzymali zaproszenie ze studia nagrań Striscia la Notizia, nadawanego przez Canale 5.

Stanowiło to doskonałą okazję, aby wśród publiczności uczestniczyć w przygotowaniu trzech edycji tego popularnego programu telewizyjnego, a w przerwach między poszczególnymi odcinkami poznać satyryków Ficarra i Picone i odkryć, kto występuje  przebrany w kostium słynnego Gabibbo.

Nasza obecność w studio wzbudziła spore zainteresowanie zebranych; pytano o dotychczasowe osiągnięcia naszego stowarzyszenia, o cele organizacji  polsko-włoskiej, o Polaków  zamieszkałych w Lombardii. Chociaż Polska pozostaje we Włoszech wciąż mało znaną częścią Europy, to ku ogólnemu zaskoczeniu  jeden z pracowników pochwalił się znajomością... Łagiewnik i dziennika świętej Faustyny Kowalskiej.

Na pożegnanie podarowaliśmy autorom „Striscia la Notizia” ilustrowane przewodniki po Polsce, nie tylko na pamiątkę tego sympatycznego wieczoru , ale  przede wszystkim jako zaproszenie do zwiedzenia  naszego kraju.

Barbara Głuska–Trezzani

Więcej informacji na temat Polsko–Włoskiego Koła Kulturalnego w Lombardii na www.circoloitpol.eu

Mecz Czechy – Polska,  czyli wspólne oglądanie rozgrywek piłkarskich Polonii mediolańskiej

16 czerwca 2012 było ważną datą dla wszystkich Polaków, głównie ze względu na odbywające się w Polsce i na Ukrainie Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012. Grupa Młodych Związku Polaków w Mediolanie z tej okazji zorganizowała wspólne oglądanie meczu Czechy- Polska.

Na spotkanie przybyło liczne grono miłośników sportu, a przede wszystkim naszego kraju. Wśród zgromadzonych gości byli Polacy, Włosi, Hiszpanie oraz reprezentant Wielkiej Brytanii. Wszyscy kibice mieli na sobie stroje w biało-czerwonych barwach  lub z logo polskiej reprezentacji.

Na dźwięk Hymnu Narodowego Polski, który inaugurował rozpoczęcie meczu,  zebrani w mediolańskiej kafejce Polacy i przyjaciele narodu polskiego jednomyślnie wstali i pełną piersią odśpiewali „Mazurka Dąbrowskiego” wraz z reprezentacją Polski i kibicami wrocławskiego stadionu.

Każdy miał świadomość jak ważny był to mecz. We wcześniejszych starciach Biało-Czerwonym udało się zremisować z Grecją i Rosją. Gdyby pokonali rywali, wywalczyliby awans do ćwierćfinału Euro 2012.

Podczas trwania rozgrywek piłkarskich zgromadzeni goście wspólnie spędzili czas na włoskiej kolacji kibicując jednocześnie polskiej reprezentacji.

Nie obyło się bez rozmów na tematy sportowe, a także dotyczące wspólnych doświadczeń,  związanych z życiem i pracą we Włoszech.

14 czerwca w programie „Wszystko mi disco” w Polo TV odbyła się premiera najnowszego klipu „Druga miłość”, mieszkającej od wielu lat we Włoszech Polki - Edyty Kamińskiej.

Prezenter programu Maciej Smoliński powiedział po premierze klipu Kamińskiej: "To był niezwykły czwartek dla polskiej muzyki disco!!! Kto wie, może Edyta zostanie nową królową muzyki disco?".

Edyta Kamińska karierę piosenkarską rozpoczęła jeszcze w Polsce. W 2000 roku była liderką zespołu Flash, z którą wydała dwie płyty: „Zaczarowana” oraz „Tunel Miłości”.
- Można powiedzieć, że śpiewam od dawna. Będąc jeszcze dzieckiem, brałam udział w rozmaitych konkursach piosenek oraz uczyłam się śpiewu w domu kultury w Łomży, skąd pochodzę - mówi Edyta Kamińska redakcji „Naszego Świata” i dodaje - W 1995 roku dostałam się do Studium Piosenkarskiego w Poznaniu, los jednak sprawił, iż pomimo zdanych egzaminów, nauki w tej szkole nie podjęłam.

W 2003 roku Polka dostała propozycję współpracy z włoską firmą fonograficzną i od tego momentu mieszka i tworzy we Włoszech. - Po przyjeździe do Włoch, z jednej strony zafascynowana byłam nowym światem, z drugiej zaś musiałam kompletnie zmienić mój styl życia – wspomina artystka.

Od 2005 roku Kamińska zawodowo związana jest z grupą SERGIO GARDA MUSIC, z którą koncertuje po dyskotekach i lokalach na terenie północnej Italii.

Oprócz kariery zawodowej, Edycie udało się znaleźć we Włoszech szczęście w sferze uczuciowej.
- Mam wspaniałego męża i dwóch cudownych synków. Poza tym mam tutaj bardzo dobrą pracę, która pozwala mi robić to, co lubię najbardziej - przyznaje.

Już niedługo w Polsce ukaże się najnowsza płyta Edyty Kamińskiej pt. "Druga miłość", promowana klipem, który można zobaczyć poniżej.

Anna Malczewska

embed video plugin powered by Union Development

Anna Paschke mieszka we Włoszech od ponad 8 lat. Jest mamą dwóch chłopców na pełny etat, ale w wolnym czasie oddaje się swojej pasji, jaką jest haftowanie. Nie uważa, że jej hobby jest zajęciem dla osób starszych, wręcz przeciwnie, udało jej się nawet poznać jednego mężczyznę, który podobnie jak ona, uwielbia siedzieć z tamborkiem w ręku.

Anna Pasche / foto: archiwum prywatneKiedy przyjechała Pani do Włoch i jaki był powód zmiany miejsca zamieszkania?
Przyjechałam tutaj w maju 2004 roku, czyli osiem lat temu. Powód zmiany miejsca zamieszkania? Poznałam mojego męża... Muszę przyznać, że nie było mi łatwo przeprowadzić się po 26 latach mieszkania w Toruniu i całkowicie zmienić życie, ale powoli, powoli udało mi się. W tej chwili mieszkam w małej miejscowości , leżącej pomiędzy Mediolanem i Varese.

Czym zajmuje się Pani zawodowo?
Z wykształcenia jestem technikiem odzieżowym, czyli krawcową. To może dziwne, ale nie lubię szyć, wolę „robótki ręczne”. Aktualnie nie pracuję, jestem mama dwóch chłopców na pełnym etacie.

Jak narodziło się hobby haftowania krzyżykowego, przecież według większości młodych ludzi, to zajęcie dla babć?
Kiedy zaczęłam wyszywać? Tak naprawdę nie pamiętam dokładnie, ale wyszywałam już w szkole podstawowej. Potem troszkę w szkole średniej.
Po moim przyjeździe do Włoch, pewnego dnia poszłam do kiosku zobaczyć jakie znajdę gazety o hafcie. I tak sie zaczęło. Niedaleko domu miałam sklep z materiałami i nićmi.
Wiele osób twierdzi, że to zajęcie dla babć, ale od kiedy założyłam blog, poznałam wiele osób i zapewniam, że mnóstwo z nich to młode dziewczyny, co więcej, czasami to nawet jakiś wyszywający chłopak się trafi!

Przeglądając Pani blog natrafiłam na zdjęcia bardzo ładnych haftów, szczególnie przypadła mi do gustu torba z Wieżą Eiffel. Czy udaje się Pani sprzedawać wyroby, ozdabiane haftami?
Torba z Wieżą Eiffel to mój pierwszy projekt, który zrobiłam z myślą o sprzedaży. Teraz jestem na etapie szycia toreb i poszukiwania osób i sklepów, które mogłyby mi pomoc w ich sprzedaży.

Torbę wykonała Pani na konkurs „W 80 dni dookoła świata” ogłoszonego przez blogerkę ‘Zimna29’ i który właśnie dobiegł końca. Teraz przyszedł czas na głosowanie. W konkursie bierze udział pięć prac, w tym Pani praca.
Zapraszam wszystkich do oddawania głosów tutaj. Mam nadzieję, że moja torba spodoba się i wygra, ale nic się nie stanie jeżeli okaże się, że do konkursu zostały wystawione prace lepsze od mojej. To przecież zabawa!

Przeglądałam blog, gdzie można oddawać głosy i muszę przyznać, że w tej chwili najwięcej głosów otrzymała Pani torba.

Bardzo mi miło.

Powróćmy jednak do bloga, kiedy postanowiła Pani dzielić się z innymi swoim doświadczeniem w wyszywaniu?
Założyłam go dwa lata temu. Oglądając blogi innych pomyślałam, czemu nie? Jest to mój dziennik, gdzie zamieszczam wszystko to, co wyszywam, szyje. Dzięki niemu poznałam wiele osób z podobnymi zainteresowaniami. Zapraszam wszystkich na mojego bloga. Oprócz tego mam stronę internetową ze zdjęciami wszystkich moich prac.

Jak już Pani wcześniej wspominała, jest mamą dwójki chłopców. Kiedy znajduje Pani jeszcze czas na swoją pasję?
Muszę przyznać, że nie zawsze jest czas na moje hobby.  Ale teraz, kiedy już podrośli bawią się razem i dają mamie trochę czasu na wyszywanie. Czasami mój pięcioletni Luca zagląda mi przez ramię i mówi: „Co wyszywasz? Ale ładne!”. Haftuję też wieczorami, kiedy maluchy juz śpią. Poza tym myślę, że jak się dobrze zorganizuje dzień, to i chwilka na wyszywanie się znajdzie.

Co może Pani poradzić osobom, które chciałyby się zająć haftowaniem, ale nie mają o tym zielonego pojęcia?
Porady dla tych, którzy chcieliby wyszywać?  Przede wszystkim trzeba to lubić. Ja po prostu kocham wyszywać i mogłabym siedzieć z tamborkiem w ręku przez cały dzień. Uwielbiam szukać nowych wzorów, robić 'pasmanteryjne' zakupy i poznawać osoby, które tak jak ja, wyszywają.
Przygodę z haftem najlepiej zacząć od prostego, nieskomplikowanego wzoru. I próbować. Nie można się poddawać przy pierwszej porażce!

Dziękuje bardzo za rozmowę i życzę wygranej w konkursie.
Dziękuję

rozmawiała Anna Malczewska

{gallery}galleries/ania_pasche{/gallery}