Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
29
Pt, maj

Agnieszka Witkowska przyjechała do Włoch w 2005 roku. Na początku myślała o rocznym pobycie w Italii, jednak, jak to często bywa, żyje tu dnia dzisiejszego. We wrześniu br. otworzyła w Mediolanie bar Altro Mondo i wraz ze wspólniczką – Violettą Ciechanowską, oprócz tradycyjnych dań włoskich, postanowiły przybliżyć mieszkańcom stolicy Lombardii kuchnię polską.

Właścicielki baru Altro Mondo. Od lewej Violetta Ciechanowska i Agnieszka Witkowska

Zdecydowałaś się na przyjazd do Włoch w 2005 roku tylko na rok. Zamierzałaś nauczyć się języka włoskiego i poznać kulturę kraju. Niedługo minie 10 lat, a Ty we wrześniu br. otworzyłaś w Mediolanie bar Altro Mondo.

Tak, miał to być tylko 12-miesięczny pobyt, a jak widać trochę się przedłużył. Bar Altro Mondo prowadzę z Violettą Ciechanowską, która zajmuje się przygotowaniem polskich smakołyków oraz innych specjalności kuchni włoskiej. Otwarcie baru było zawsze moim marzeniem. Podobnie było z Violettą. Mamy do siebie 100% zaufanie i myślę, że znamy sie na rzeczy... Jak już wspomniałam, moja wspólniczka króluje w kuchni, ja natomiast za barem. Myślę, że tworzymy idealny duet w naszej pracy.

Przedsiębiorcze Polki zajmują się osobiście przygotowaniem wszystkich potraw

Czy serwowane w barze dania przygotowujecie same?

Tak, przyrządzamy wszystko same od podstaw, zaczynając od kanapek poprzez ciepłe posiłki, kończąc na wyrobach cukierniczych. Z dnia na dzień nasuwają nam się coraz to nowsze pomysły na poszerzenie naszej działalności.

No właśnie, wczoraj zorganizowałyście polski aperitif, pierwszą tego rodzaju imprezę z kuchnią polską w roli głównej w Mediolanie. Czy nie obawiałyście się, że nie wypali ten pomysł?

Muszę przyznać, że byłyśmy bardzo podekscytowane. Bałyśmy się, że może nasz bar i wyroby nie przypadną do gustu gościom, ale wszystko się udało i dało nam siłę do dalszej działalności. Mamy duży lokal, w którym jest także sala, którą wynajmujemy po przystępnej cenie. Można w niej zorganizować np. imprezę urodzinowych, itp., a do tego nie trzeba zamawiać tortu, ponieważ robimy je same.

W barze Altro Mondo nie może zabraknąć polskich pierogów…

Można powiedzieć, że zajmujecie się organizacją różnego rodzaju imprez od A do Z?

Tak, to prawda.

Powróćmy do kuchni, oprócz dań włoskich w Waszym barze można skosztować przysmaków polskich.

Altro Mondo jest barem polsko-włoskim, czyli łączącym dwie kultury i kuchnie. Można u nas zjeść typowo włoskie dania, ale także spróbować pierogów, bigosu, krokietów i czerwonego barszczu. Oprócz tego, serwujemy także polskie ciasta, jak szarlotka i sernik. Nasze menu zmienia się i poszerza codziennie.

… oraz szarlotki i sernika…

Czy tego rodzaju inicjatywa kulinarna cieszy sie dużym zainteresowaniem ze strony Włochów i Polaków ?

Na to pytanie jest mi trudno odpowiedzieć. Myślę, że jest jeszcze za wcześnie na wyrażenie jakiejkolwiek opinii na ten temat, ale klientów, zarówno włoskich jak i włoskich przybywa nam każdego dnia, więc chyba nie był to zły pomysł i pomału (odpukać) rozwijamy skrzydła.

Kto z nas nie chciałby zjeść w tym momencie takiego obiadu?

Twoje plany na przyszłość…

Mam wiele planów, wiele pomysłów, które chciałabym zrealizować. Są one związane z pozostałymi moim dwoma marzeniami… ale skoro są to marzenia, to nie będę o nich mówić, bo się nie spełnią.

W takim razie życzę Ci spełnienia wszystkich marzeń i przede wszystkim sukcesów na arenie kulinarnej.

rozmawiała Anna Malczewska

 

Bar Altro Mondo znajduje się w Mediolanie na Via Bezzecca 24

Otwarty jest siedem dni w tygodniu w godzinach od 7.00 do 22.00

Tel.: 327 579 7818

Agnieszka Podjacka ma 33 lata. Przyjechała do Włoch 10 lat temu i osiedliła się w północnej części kraju - w małym miasteczku Somma Lombarda. Od zawsze miała ogromne zamiłowanie do malarstwa i makijażu, ale dopiero 8 lat temu odkryła swoją pasję, jaką jest profesjonalny manicure.

Agnieszka Pdjacka wykonuje profesjonalny manicure od 8 lat / fot. arch. prywatneMieszkasz we Włoszech od ponad 10 lat. Co spowodowało, że zdecydowałaś się na zmianę kraju?
Muszę przyznać, że byłam lekko znudzona "szarą” Polską, ale nie planowałam od razu przeprowadzki do innego kraju. Do Włoch wyjechałam na wakacje i już tutaj zostałam.

Od ilu zajmujesz się profesjonalnym manicure?
Od zawsze miałam zamiłowania do malarstwa i makijażu i wszystkiego co się z tym kojarzy. Juz w szkole podstawowej malowałam farbami na szkle i tworzyłam rożnego rodzaju obrazy. Ta pasja popchnęła mnie później w stronę kosmetyki. Profesjonalnie manicurem zajmuje się od 8 lat.

Zajmujesz się rekonstrukcją, odbudową paznokci, a także manicurem 3D. Na czym on polega?
Zajmuję się wszystkim, co dotyczy paznokci. Czyli ich rekonstrukcją, odbudową, zdobieniem oraz utwardzeniem. Rekonstrukcja polega na przedłużeniu paznokci. Można rekonstruować na szablonach bądź na tipsach, w zależności od wymagań klientki. Odbudowa, jak sama nazwa na to wskazuje, polega na odbudowaniu bazy paznokciowej po uszkodzeniach mechanicznych.
 

Czytaj także: Co pomoże na zniszczone pracą ręce?

Wykonujesz także manicure przy użyciu lakierów żelowych, jaka jest jego zaleta? Czy nie niszczy płytki paznokci?
Tak, używam rownież lakierów żelowych i hybrydowych. Jest to nowa amerykańska metoda. Jej zalety to przede wszystkim niższa cena. Nakłada się na paznokcie jak zwykły lakier z różnicą, że utrzymuje się na płytce paznokciowej dłużej niż zwykły lakier, bo aż ponad dwa tygodnie. Czy lakier hybrydowy nie niszczy paznokci? Jeśli jest poprawnie nałożony i zdjęty to pazurki pozostają nienaruszone, ale ja osobiście nie jestem jego zwolenniczka.

Czym jest Gel UV?
Żel UV jest najbardziej popularną i rozpowszechniona metoda utwardzania paznokci na terenie Włoch.

Na czym polega utwardzanie płytki paznokcia?
Utwardzanie płytki paznokcia polega na nałożeniu odpowiedniego materiału, które sprawi, ze paznokieć pozostanie utwardzony na jakiś czas. Zależy to od rodzaju utwardzaczy. Do takich należy przede wszystkim akryl. Paznokieć pozostaje utwardzony aż do 6 tygodni. Po czym trzeba akryl zdjąć i nałożyć nowy lub dopełnić ponieważ widać tzw. odrost. Osobiście nie wykonuje dopełnienia po trzech tygodniach, wolę estetycznie lepszy wygląd paznokcia po nowym nałożeniu akrylu. Koszt jest taki sam, nie ma w tym absolutnie żadnych uszkodzeń paznokcia i wygląd jest bardzo naturalny....i po

Jaką szkołę skończyłaś i jakie kursy są potrzebne, by móc wykonywać tego rodzaju manicure?
Ukończyłam Podyplomowa Szkołę Ekonomiczna. Wiem, wiem, nie ma ona nic wspólnego z moja praca (śmiech). Tak wyszło. Zamiłowanie do artystycznego malowania i zdobienia przezwyciężyło iI przy pierwszej okazji propozycji pracy nie zawachałam się. Aby wykonywać paznokcie we Włoszech należy posiadać świadectwo kosmetyczki bądź technika zdobienia paznokci. Ja osobiście ukończyłam kursy specjalistyczne w tej dziedzinie.

Co mogłabyś doradzić dziewczynom, które chciałyby zajmować się zawodowo profesjonalnym manicure?
Dziewczynom, które marzą o wykonywaniu mojej pracy, polecam przede wszystkim specjalistyczne kursy i targi, na których są zawsze obecne nowe trendy. W tej branży nie można się zatrzymać. Ja codziennie uczę się czegoś nowego. Im wiecej się uczę, tym lepiej pracuję i tworzę nowe paznokcie.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

rozmawiała Anna Malczewska
 

Jeżeli zainteresowała Cię historia Agnieszki i jej praca, odwiedź jej stronę: Aganails

Przyjechała do Włoch 7 lat temu, od kilku miesięcy mieszka w Riano koło Rzymu, gdzie otworzyła Dom Otwarty dla dzieci polskich i dwujęzycznych. Z Elżbietą Kędzierską rozmawia Anna Malczewska.

Elżbieta Kędzierska / foto: archiwum prywatneSkąd narodził się pomysł na Dom Otwarty?
Już Jan Zamoyski powiedział “Takie będą Rzeczpospolite, jakie młodzieży chowanie”, a według mnie odpowiedzialność za wychowanie dzieci ponoszą przede wszystkim rodzice. Państwo, czy to polskie, czy wloskie daje instrument jakim jest szkoła i „zmusza” rodziców do posyłania do niej ich dzieci. Pomysł na Dom Otwarty urodziło samo życie. Jest wiele dzieci, które nie znają języka dziadków – myślę, że to bardzo smutne, ponieważ jest to odcinanie dziecka od korzeni. Proszę sobie wyobrazić drzewo. Pewnego dnia przychodzi drwal i odcina mu korzenie. Drwal wyszedl z założenia, że drzewo „musi” rosnąć bez znaczenia na to, czy ma korzenie, czy też nie. Z dziećmi jest podobnie. Będą rosły, dojrzewały, zakładały rodziny... Problem w tym, że my dzisiaj nie wiemy, gdzie one będą w przyszłości żyć. Teraz są małe, mają otwarte umysły.

I dlatego tak bardzo ważne jest, by uczyć je języka polskiego.
Naukę polskiego w rodzinach włosko-polskich powinno traktować się jak zabawę.  Chodzi tu o danie możliwości dziecku poznania twórczości Jana Brzechwy, czy Kornela Makuszyńskiego. Tak, jak mówiłam wcześniej, my rodzice, dzisiaj nie wiemy, czy za dwadzieścia lat, właśnie naszemu dziecku nie będzie potrzebny język polski. Przypominam sobie, jak 30-40 lat temu moje pokolenie buntowało się przeciw nauce rosyjskiego, dzisiaj wielu pracodwaców szuka pracowników ze znajomością znienawidzonego przez nas języka. Problem odcinania dzieci od korzeni niepokoi nie tylko mnie, ale także wielu nauczycieli i osób prywatnych, które myślą o przyszłości. I nie są to tylko Polacy... Nie chciałabym zanudzać Czytelników, ale jak jest powszechnie wiadomo, coraz więcej Włochów zaczyna przeprowadzać się do Polski.
Dom Otwarty dla dzieci z rodzin polskich i dwujęzycznych nie jest szkołą, to miejsce, gdzie maluchy mają możliwość przełamania „bariery używania w wielu przypadkach, obcego dla nich języka”. Według mnie, takie spotkania z rówieśnikami przy muzyce, wierszach, bajkach i zabawie, mogą tylko pomóc. Dom Otwarty... to taki „przedsionek” przed szkołą.

Czy zajęcia są odpłatne?
Nie. Wspólnie z rodzicami kupujemy niezbędne materiały potrzebne do zajęć, jak bloki rysunkowe, kredki, farby, itp. Nie korzystam z żadnej pomocy finansowej, organizuję wszystko we własnym zakresie.

Czy jest dużo dzieci z rodzin polskich lub polsko-włoskich, które mieszkają w Riano i okolicach?
W tej okolicy jest niewiele takich rodzin. W tej chwili spotkania odbywają się u mnie w domu. Poznaję natomiast rodziców z innych dzielnic Rzymu i w związku z tym zaczęliśmy szukać miejsca „w połowie drogi”, gdzie mogłyby się odbywać zajecia. Do działania motywują mnie rodzice, którym mój pomysł się spodobał. Kilka dni temu rozmawiałam z jedną z mam – mieszkają całą rodziną we Włoszech – której dzieci nie mówią po polsku i która chciałaby, by się jego nauczyły. Powiedziała mi, cytuję: „Proszę Pani, co będzie jak przyjdzie wrócić do Polski...”.

Co chciałaby Pani powiedzieć rodzicom małych Polaków?
Pomóżmy naszym dzieciom poznać to piękne i wzruszające uczucie bycia Polakiem. Pamiętajcie, że Wasze dzieci mają Polskę w genach. Pamiętajcie, że to przyszłość pokaże, że było warto, chociażby dlatego, że będą wiedziały więcej od ich rówieśników i znały język, który pomimo tego, że uznawany za trudny, jest coraz częściej potrzebny.

Przypomnijmy kiedy i gdzie dokładnie można zgłaszać się  do pani Domu Otwartego.
La Casa Aperta da Elizabeth – Riano (RM). Zgłaszać się można, dzwoniąc pod numer 389 8917690.

Dziękuję bardzo za rozmowę.
Dziękuję.

Na początku czerwca (9 i 10) w Gravina di Catania odbędą się wybory do Rady Miasta. Jedną z kandydatek na stanowisko radnego jest Agnieszka Juzak, która od 15 lat mieszka w Katanii. Pani Agnieszka na co dzień prowadzi agencję promocji świadczącą różnego rodzaju usługi. W swoim programie wyborczym opiera się na idei listy wyborczej „Insieme per Gravina”, ale nie zapomina również o cudzoziemcach, którym chce pomóc. Z Agnieszką Juzak rozmawia Anna Malczewska.

Agnieszka JuzakJak to się stało, że zdecydowała się Pani kandydować na fotel radnego w najbliższych wyborach do Rady Miasta Gravina di Catania?
Od dawna współpracuję z administracją miasta w charakterze tłumacza przysięgłego oraz przy organizacji imprez mających na celu promocję Gravina di Catania (koncerty, targi, spektakle). Rok temu wiceburmistrz Graviny - Alfio Nicosia zaproponowal mi wystąpienie w wyborach samorządowych ze swojej listy "Insieme per Gravina" . Po zapoznaniu sie z programem partii nie miałam żadnych wątpliwości w podjęciu decyzji. I tak to się zaczęło.

Od ilu lat mieszka Pani we Włoszech i jaki był powód przyjazdu tutaj?
Mieszkam w Katanii od 15 lat, a powodem mojej emigracji, jak u większości Słowianek była szalona i trwająca do dnia dzisiejszego miłość do mojego męża Antoniego, którego poznałam w Hiszpanii. Mamy 12-lenią córkę- Paolę, która od samego początku wspiera mnie w tym przedsięwzięciu.

Czym zajmuje się Pani zawodowo?
Prowadzę z sukcesem agencję promocji, świadczącą usługi na najwyższym poziomie związane z obsługą targów, konferencji, bankietów i imprez firmowych. Zajmuję się wynajmem hostess, modelek i modeli, organizacją akcji promocyjnych, spektakli teatralnych i koncertów. Klientami mojej firmy są miedzy innymi centra handlowe, Urzędy Miasta. Oprócz tego od lat jestem również tłumaczem przysięgłym języka włoskiego.

Pod koniec maja w wielu włoskich miastach odbędą się wybory samorządowe. Z danych, które uzyskaliśmy z biur wyborczych wynika, że Polacy nie są zainteresowani włoskimi wyborami, pomimo tego, że jako obywatele UE mają do tego pełne prawo. Dlaczego tak jest?
Myślę, że większość Polaków nie posiada meldunku ani nie zna prawa, które upoważnia ich do czynnego oraz biernego udziału w ww. wyborach. Ponadto uważam , ze my, Polacy jesteśmy patriotami i mimo emigracji jesteśmy bliżej polityki polskiej niż kraju osiedlenia.

Jaki jest Pani program, co chciałaby Pani zrobić dla miasta?
Mój program opiera się na idei listy wyborczej, z której kandyduję. Są jednak niektóre punkty, które w większości skierowane są do obcokrajowców między innymi. Chodzi tu m.in. o stworzenie punktów obsługi prawnej i rachunkowej, kursów językowych, a w szczególności włoskiego dla obcokrajowców. Pragnę zajmować się także ochroną praw obywatelskich (wspieranie środowisk i praw mniejszości narodowych), organizacją pobytów edukacyjno - wypoczynkowych dla osób niepełnosprawnych. Mam nadzieję, że gdy wejdę do Rady Miasta uda mi się doprowadzić do sfinalizowania, otwartej już praktyki - umowy partnerskiej pomiędzy Gravina di Catania a Chełmem. Oprócz tego chciałabym doprowadzić do otwarcia gminnego żłobka z funduszów Urzędu Miasta, ponieważ pomimo tego, że Gravina di Catania liczy 30 tys. obywateli, proszę sobie wyobrazić, że nie ma tutaj żadnego żłobka, nawet prywatnego. W moim programie zawarłam także pozyskiwanie środków z Unii Europejskiej na rozwój miasta oraz wymianę międzyuczelnianą i naukową z krajami UE.

Czy w Gravina di Catania mieszka dużo Polaków?
Jak już wcześniej wspomniałam, w Gravina liczy 30 tys. mieszkańców z czego 2000 to obcokrajowcy. W mieście żyje też dość dużo Polaków (200) i mam nadzieję, że będę mogła na nich liczyć w tych wyborach.  11 maja o godzinie 19.30 organizuję w Villa Comunale „Majówkę”, gdzie przedstawię przybyłym szczegółowo mój program wyborczy, a przy okazji będzie to doskonała okazja do kolejnego spotkania przy grillu.


Życzę Pani powodzenia.
Dziękuję bardzo.

Polska sopranistka Dominika Zamara, występująca od lat na scenach najsłynniejszych teatrów operowych na świecie, za swoje osiągnięcia artystyczne otrzyma nagrodę Padre Pio.

W ubiegłych latach wyróżnienie to otrzymali m.in.  Franco Zefirelli i Katia Riciarelli

Ceremonia wręczenia nagrody odbędzie się 28 października br. Morcone (BV). Podczas wieczoru polska śpiewaczka wykona kilka arii operowych.

Czytaj także: Wywiad z Dominika Zamarą

D.W.

Pomimo tego, że mieszka w Italii od stosunkowo krótkiego czasu, udało się jej dobrze poznać włoską biurokrację.  Przed przeprowadzką do Rzymu nie zdawała sobie sprawy z drzemiącej w niej pasji do przepisów prawnych, teraz postanowiła podzielić się swoim doświadczeniem z Polakami żyjącymi na Półwyspie Apenińskim, twarząc blog Dee Oswaja Włochy. Z Deelaylah rozmawia Renata Rutowicz.



Kiedy i dlaczego przyjechałaś do Włoch?
Przyjechałam do Rzymu w 2005 roku, zaraz po obronie pracy magisterskiej – chciałam odpocząć, spędzić miesiąc, dwa z moim ówczesnym chłopakiem (obecnie mężem) i nabrać energii do poszukiwania pracy w Polsce. Pozostanie we Włoszech w ogóle nie wchodziło w rachubę – nie dlatego, że nie chciałam, ale nie miałam tego w planach i po prostu o tym nie myślałam.

A jednak zatrzymałaś się tutaj.
Tak się jednak złożyło, że firma, w której pracował mój partner na gwałt poszukiwała pracownika, więc po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że rozmowa z jego szefem nic nie kosztuje. Dzień później zadzwoniłam do mamy z prośbą, by przysłała mi trochę ubrań... Niespecjalnie się ucieszyła.:)

Niedawno stworzyłaś blog, w którym w bardzo przejrzysty sposób wyjaśniasz wiele kwestii prawnych, z którymi borykają się nasi rodacy, którzy osiedlili się w Italii. Jak wpadłaś na ten pomysł?
Pomysł na blog Dee Oswaja Włochy chodził za mną już od dłuższego czasu, gdyż zdawałam sobie sprawę z tego, że znalezienie informacji na dany temat wśród setek postów zamieszczonych na różnych forach graniczy z cudem. Wielu Polaków mieszkających we Włoszech lub planujących przyjazd tutaj nie zna włoskiego, więc siłą rzeczy szuka wskazówek na polskojęzycznych stronach internetowych, które niestety często zawierają jedynie częściowe lub zbyt teoretycznie przedstawione informacje. Chciałam wypełnić tę lukę, tworząc coś w rodzaju ciągle rozwijającego się poradnika, napisanego po polsku, językiem przystępnym, praktycznym, dalekim od prawniczego i biurokratycznego żargonu. Przy okazji zebrałam w jednym miejscu informacje rozproszone gdzieś w sieci oraz w odpowiedziach na maile osób, które zwracają się do mnie z prośbą o radę, więc za jednym zamachem uporządkowałam cały ten bałagan i przysłużyłam się – a przynajmniej mam taką nadzieję – Polakom mającym problemy ze znalezieniem potrzebnych im informacji na stronach włoskojęzycznych.

Jak już wspomniałaś, wcześniej udzielałaś bardzo często odpowiedzi prawnych na jednym z forów dla Polaków we Włoszech? Skąd to zamiłowanie do prawodawstwa włoskiego?
Szczerze mówiąc, przed przeprowadzką do Włoch nawet nie zdawałam sobie sprawy z drzemiącej we mnie pasji do przepisów prawnych – prawdopodobnie dlatego, że szczytem problemu urzędowego w Polsce był dla mnie dziekanat wydziału filologii romańskiej.:) W Rzymie natomiast natknęłam się na niewyobrażalny dla mnie do tej pory chaos biurokratyczny, ignorancję urzędników i brak zainteresowania z ich strony własną pracą, co było dla mnie nie do pomyślenia i budziło mój wewnętrzny protest, który powoli zaczął się uzewnętrzniać.
 Wszystko zaczęło się od pierwszego kontaktu z rzymską kwesturą, gdy jeszcze Polaków obowiązywało posiadanie pozwolenia na pobyt – byłam zszokowana sposobem, w jaki policjanci i urzędnicy traktowali cudzoziemców, którzy koczowali pod bramą budynku w oczekiwaniu na jej otwarcie. Byłam wtedy na tyle naiwna, że nie spodziewałam się, iż dla wielu Włochów obcokrajowcy – w tym Polacy – nie pochodzący z krajów uważanych przez nich za „wystarczająco rozwinięte” należą do gorszej kategorii ludzi, a tamtego dnia odczułam to na własnej skórze. Miarka się przebrała w momencie, gdy po kilku godzinach oczekiwania policjant siedzący w okienku stwierdził, że choć przepisy przyznają mi rację i pozwolenie na pobyt jak najbardziej mi się należy, on mi go nie wyda, „gdyż to nie on napisał tę ustawę”.

I co wtedy zrobiłaś?
Pamiętam, że zaniemówiłam, a później poczułam niepohamowaną złość, że ktoś może swoim widzimisię decydować, czy prawo ma być respektowane, czy też nie. Ten gniew spowodował, że nie ruszyłam się spod okienka, dopóki nie otrzymałam pozwolenia na pobyt, które mi się należało (zajęło mi to dwa dni, gdyż w międzyczasie wysłano mnie do innego urzędu, a gdy z niego wróciłam, kwestura była zamknięta ze względu na... dezynsekcję), po czym opisałam całą historię na forum włosko-polskim, zachęcając wszystkich, by nie akceptowali podobnego traktowania.
Tak to się wszystko zaczęło – od tamtej pory postawiłam sobie za cel walkę z niewiedzą urzędników, zarówno we własnym interesie, jak i w interesie innych osób, a moim środkiem jest po prostu znajomość przepisów, które często znam lepiej niż osoby, które zajmują się danym zagadnieniem zawodowo. Na szczęście jestem na tyle uparta, że nie zniechęca mnie fakt, iż niemal każda wizyta w którymś z urzędów kończy się sporem z jego pracownikami, wysyłaniem pism z żądaniem wyjaśnień, odwołań lub listów do rzecznika praw obywatelskich.:)

Czy pomimo tego, ze w 2004 roku Polska weszła do Unii Europejskiej spotykasz sie we włoskich urzędach jeszcze dziś z niedoinformowaniem ze strony pracowników? Pytam, ponieważ wielu Polaków sygnalizuje nam tego rodzaju błędy, szczególnie w urzędach w małych miastach.
Jeśli chodzi o sam fakt członkostwa Polski w Unii Europejskiej, na szczęście tego typu niedoinformowanie zdarza się wśród urzędników coraz rzadziej. W końcu minęło prawie 10 lat od naszego przystąpienia do UE, w międzyczasie przyjęte zostały do niej inne kraje, więc nie jesteśmy już „ostatnimi nowymi”. Jednak dostaję czasami sygnały, że rzeczywiście jeszcze to się zdarza – wtedy naprawdę opadają mi ręce i myślę sobie, co stałoby się z urzędnikiem w Polsce, który twierdziłby, że taka np. Słowenia nie należy do UE i odmawiałby jej obywatelom uznania ich praw. W każdym razie obecnie najczęstsze problemy dotyczą raczej dokumentów, które nie są wymagane przepisami, a których żądają włoskie urzędy, ogólnego niedoinformowania urzędników oraz swobodnej interpretacji norm prawnych przez poszczególne urzędy. Skutek jest taki, że co urząd – ba, co urzędnik – to inna procedura i bardzo trudno jest się w tym wszystkim połapać.  

Czy z perspektywy czasu, zdecydowałabyś się wrócić do Polski?
Tak. Odpowiadam bez wahania i każda kolejna wizyta w kraju utwierdza mnie w przekonaniu, że to jest mój dom. W odróżnieniu od Włoch, które według mnie tkwią w od jakiegoś czasu w marazmie i końca tego marazmu nie widać, Polska tętni życiem, za każdym razem widać coś nowego, coś się dzieje i czuje się tę energię, która napędza ludzi do działania. Wiem, że my, Polacy, mamy skłonność do narzekania, ale osobiście uważam, że powinniśmy być dumni z tego, co osiągnęliśmy w tak stosunkowo krótkim czasie. Niestety moja sytuacja rodzinna nie pozwala mi na razie na opuszczenie Włoch, w każdym razie byłabym szczęśliwa, mogąc znowu zamieszkać w Polsce.

Kim jest Deelaylah prywatnie?
Całkiem zwyczajną osobą, taką, jakich tysiące spotyka się codziennie na ulicy. Pracującą zgodnie z włoskimi standardami od dziewiątej do szóstej, chorobliwie wręcz zorganizowaną, czytającą mnóstwo książek, uwielbiającą weekendowe wypady poza Rzym, zapach cynamonu, dobrą herbatę, a nade wszystko święty spokój.:)  

Dziękuję ci bardzo za rozmowę.

Jest filologiem slawistą, tłumaczem, działaczem polonijnym i literatem.  Studiował między innymi  na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie w Treście, a następnie szlifował znajomość języków (zna ich kilka) podczas pobytów w Serbii, Chorwacji i Słowenii.  Od trzech lat mieszka we Włoszech. Od kilku miesięcy jest wykładowcą akademickim na wydziale slawistyki Uniwersytetu w Udine.  Kontrakt na uczelni uzyskał po wygraniu konkursu państwowego. Biorąc pod uwagę jego imponujące CV i wszechstronne, staranne wykształcenie można by rzec:  ot, naturalny bieg kariery ambitnego uczonego.  Jednak jest coś, czym Adrian Mroczek zadziwia wielu: ma zaledwie 25 lat! I jak wynika z danych, do których udało się dotrzeć redakcji „Naszego Świata” jest obecnie najmłodszym docentem akademickim z wszystkich włoskich uczelni.

Adrian Mroczek / foto: archiwum prywatnePrzybliżamy Wam sylwetkę Adriana Mroczka, rekonstruując etapy poznania go przez nasz zespół redakcyjny, dzieląc się jednocześnie przyjemnością odkrywania rodaka, który poprzez swoją pracą i życie, świadomie czy też  spontanicznie, pięknie rozsławia nasz kraj na ziemi włoskiej.

Zaczęło się od listu do redakcji
Kilka dni po Nowym Roku otrzymaliśmy e-mail, którego fragmenty cytujemy: „Nazywam się Adrian Mroczek (mieszkam w Udine) i od pewnego czasu czytam Państwa dwutygodnik „Nasz Świat". W związku z tym chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw dotyczących gazety, głównie odnoszących się bardziej do warstwy technicznej niż merytorycznej, które według mnie (…) należałoby zmodyfikować. (...). Chciałbym zaznaczyć, że nie staram się w żadnym razie krytykować sposobu prowadzenia gazety oraz kompetencji poszczególnych osób, ale chcę pomóc w uczynieniu tej gazety bardziej profesjonalnym medium.
Nawet po pobieżnym przejrzeniu gazety w oczy rzuciło mi się kilka rażących błędów i niedoskonałości, których, moim zdaniem, łatwo się pozbyć, ale wymaga to nieco więcej skupienia i uwagi przy ostatecznym nadawaniu kształtu artykułom.  (…)”.
Adrian Mroczek nie ograniczył się bynajmniej do przesłania słów konstruktywnej krytyki, ale zaoferował jednocześnie swoją pomoc w zakresie korekty stylistyczno-językowej naszego pisma. Wszystkie cenne uwagi jak i oferowane wsparcie przyjęliśmy z wdzięcznością, gdyż mimo wielu trudności, z jakimi boryka się nasza redakcja, nie ustajemy w dążeniu do tego, aby „Nasz Świat” był pismem, którego nie powstydzi się ani zespół redakcyjny, ani jego czytelnicy.

„Coś Wam powiem”
–Taki tytuł nosi rubryka w NŚ oraz blog tego niestrudzonego ambasadora polszczyzny najwyższych lotów, w której w przystępny sposób odsłania nam tajniki poprawności językowej. Porady te szybko zyskały uznanie Polaków we Włoszech i włoskich polonofilów. Przykładowo  artykuł  Mroczka zatytułowany Dlaczego mówimy „Włochy”, a nie „Italia” w dniu jego publikacji w witrynie internetowej  NŚ zainteresował ponad 3 tysiące użytkowników.
Jak wyznał w rozmowie z „Naszym Światem” Adrian Mroczek na studia filologiczne trafił nie od razu. Jeszcze przed zdaniem matury, jako nagrodę za wygranie olimpiady z wiedzy historycznej otrzymał indeks na studia w tym kierunku. – Po pierwszym roku stwierdziłem, że nuży mnie ta dziedzina nauki i postanowiłem przenieść się na slawistykę. Od dawna pasjonowała mnie nauka języków obcych. Po opanowaniu  kilku języków słowiańskich postanowiłem nauczyć się przynajmniej po jednym języku z grupy  romańskiej i  germańskiej, stąd moje podróże i pobyty w kilku krajach europejskich w okresie studiów.
Na pytanie, który z kilku  języków, jakimi włada,  jest mu szczególnie bliski, odpowiada ze śmiechem: - Chyba staro-cerkiewno-słowiański.  Po pierwsze dlatego, że swoją pracę magisterską poświęciłem właśnie badaniom nad nim, a po drugie dlatego, że dzięki niemu poznałem swoją narzeczoną. Ilaria jest Włoszką, nieprzypadkowo więc mój pobyt na Półwyspie Apenińskim się przedłużył.
Od początku drugiego semestru bieżącego roku akademickiego Adrian Mroczek prowadzi zajęcia z gramatyki opisowej na drugim roku polonistyki w Udine oraz ćwiczenia z zakresu translacji dla magistrantów. Jak zwierza się w czasie rozmowy z NŚ, praca w charakterze wykładowcy daje mu mnóstwo osobistej satysfakcji, ale też wymaga sporo wysiłku. – Wśród studentów są zarówno Włosi, zafascynowani językiem polskim, jak i Polacy. Stoi zatem przede mną trudne zadanie wymyślenia takiego scenariusza zajęć, który umożliwi wszystkim studentom efektywne zdobywanie wiedzy – wyjaśnia.

Literat amator (nie mylić z amatorem literatek)
– Tak pisze między innymi o sobie Adrian Mroczek na swoim blogu (http://cosmopolacco.blogspot.it). Jego ulubioną formą literacką jest limeryk.  „Limeryk - niby nic, a cieszy.  Chyba taka właśnie powinna być definicja tej krótkiej anegdoty lirycznej - zwięzła i nieco zaskakująca, jak sam limeryk. Nie podaję tu objaśnień encyklopedycznych, bo każdy może sprawdzić je we własnym zakresie. Mnie chodzi o coś innego. Jest kilka reguł, które nadają limerykom ich specyficzną formę, ale nie zawsze są one w równym stopniu respektowane. Najważniejsza jest idea.
Limeryk jest przede wszystkim grą, zabawą, która sprawia przyjemność nie tylko czytelnikowi, ale także (a może w szczególności!) autorowi. Dla mnie jest on naprawdę ciekawym ćwiczeniem intelektualnym, które polecam każdemu. Daje ono wiele satysfakcji oraz poczucie, że jest się osobą kreatywną. Ciekawe uczucie, a przy tym bardzo łatwo osiągalne! Wystarczy napisać limeryk. Niby nic, a cieszy!” – wyjaśnia w jednym z postów.  
Oto jeden z limeryków jego autorstwa, który szczególnie spodobał się naszej redakcji:
Żył pewien polonista w Radnie,
co Pomysł psa nazwał był ładnie
i myśl mu zabłysła,
że "MAM POMYSŁA"
można powiedzieć poprawnie.

Działalność społecznikowska na rzecz promocji kultury polskiej we Włoszech.
W czynie społecznym, i kiedy tylko ma ku temu sposobność, Adrian Mroczek wspiera pracę naszego  zespołu redakcyjnego w zakresie korekty. Jednak swoją działalność na rzecz promocji pozytywnego wizerunku Polski i Polaków we Włoszech rozpoczął już tuż po przybyciu do Włoch. – Kiedy stało się jasne, że zostanę w Italii na dłużej, zapragnąłem nawiązać kontakt z jakimiś Polakami zamieszkałymi w Udine lub okolicach. Dowiedziałem się o istnieniu Grupy Polonijnej, animowanej przez pana Włodzimierza Borowskiego.  Grupa ta, której szybko stałem się aktywnym członkiem, w marcu bieżącego roku zarejestrowała swoją działalność pod nazwą: Stowarzyszenie Promocji Społecznej POLONIK (POLONIK Associazione di Promozione Sociale), z siedzibą w Udine.

Zachęcamy do śledzenia bloga Adriana Mroczka http://cosmopolacco.blogspot.it, który jak pisze:
„powstaje jako wyraz moich zainteresowań, pasji i przemyśleń. Będę starał się opisywać to, co mnie zainteresowało, pobudziło moją wyobraźnię, zdenerwowało, poirytowało czy zachwyciło. Tematyka będzie zróżnicowana, tak jak zróżnicowane są moje zainteresowania. Po pewnym czasie, w miarę pisania, poznacie mnie lepiej (i myślę, że ja siebie też poznam lepiej) i będziecie wiedzieć, czego się spodziewać, wchodząc na tę stronę. Głównie będę się zajmował tematyką języków obcych (znam ich kilka), związkami polsko-włoskimi (od prawie 3 lat mieszkam we Włoszech, tutaj też skończyłem studia magisterskie) oraz życiem Polonii włoskiej (w Udine, gdzie mieszkam, tworzy się polskie stowarzyszenie). Wszystko to w przystępnej formie, która, mam nadzieję, spodoba się czytelnikom. (…) Ten blog jest także próbą zmierzenia się z samym sobą i poznania własnych możliwości pisarskich. Nie ma dla mnie nic bardziej motywującego niż świadomość, że moje teksty będą czytane i oceniane przez innych. W życiu przychodzi taki moment, w którym należy zdać sobie sprawę, że pisząc do szuflady niczego się nie osiągnie. Należy otworzyć się na świat. Dziś jest to dziecinnie łatwe - blog daje taką możliwość i chcę z tego skorzystać. Najtrudniej jest zacząć. Jak zawsze. We wszystkim. Potem będzie z górki. Trzeba zrobić ten pierwszy krok. Oto mój”.

Danuta Wojtaszczyk