Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
05
N, lipiec

2 listopada w Loreto i Senigallii uroczyście upamiętniono żołnierzy i polskich cywilόw, dla ktόrych region Marche stał się miejscem wiecznego spoczynku.
Przedstawiciel Ambasady RP w Rzymie pułkownik Tomczyk uczestniczył rano we mszy św. w Bazylice Mniejszej w Loreto, po czym udał się na cmentarz polskich żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej. W uroczystościach wzięli udział, oprόcz delegacji Ambasady RP, władze  gminy i członkowie Stowarzyszenia Włosko-Polskiego w Marche, przedstawiciele najważniejszych organizacji kombatanckich oraz wielu mieszkańcόw.

Po południu, na cmentarzu w Senigallii, przedstawiciele Polonii spotkali się przy kaplicy grobowej doktora Jόzefa Mianowskiego. Ta wybitna postać  reprezentuje XIX – wieczną polską emigrację.  W obecności pułkownika  Tomczyka oraz asesora gminnego do spraw kultury pana Schiavone, Jego Ekscelencja biskup Senigallii Giuseppe Orlandoni odprawił krόtką modlitwę.

Stowarzyszenie Włosko-Polskie w Marche

2-go października Polsko-Włoskie Koło Kulturalne w Lombardii zorganizowało wycieczkę w okolice Pavii, do  Oltrepò Pavese, znanego z produkcji doskonałych win i  wyrobów wędliniarskich.

Wyjątkowo sprzyjała nam tego dnia pogoda, prawdziwa „polska jesień” z temperaturą włoską (ponad 20°C).  Po obiedzie w gospodarstwie agroturystycznym „Cà Vers”, położonym malowniczo  na wzgórzu wśród winnic i sadów , udaliśmy się do pobliskiej  miejscowości Montù Beccaria.

W tamtejszym zameczku przyjęli nas właściciele  tej zabytkowej budowli oraz  winnic położonych na obszarze70 hektarów.  Dowiedzieliśmy się, że cała rodzina zajmuje się  produkcją wina, więc nie obyło się bez licznych pytań z naszej strony dotyczących kończącego się właśnie winobrania. 
Wizyta w Montù Beccaria zakończyła się  zaproszeniem  na podwieczorek  w ogrodzie, gdzie mogliśmy spróbować  różnych gatunków wina  miejscowej produkcji. 

Mieliśmy także okazję zwiedzić prywatne muzeum instrumentów muzycznych, które gromadzili  od pokoleń przodkowie  naszych gospodarzy .
 
Barbara Głuska-Trezzani

11 września w Taorminie, w pięknej oprawie Teatru Antycznego odbył się światowy finał Look of The Lear 2010, o zwycięstwie którego marzą dziewczyny myślące o karierze modelki. W gali finałowej zwyciężyła Karolina Mikołajczyk z Warszawy.

Kilka tygodni temu w Łodzi prezentowały się najpiękniejsze Polki, Rosjanki, Białorusinki i Ukrainki. Swe wdzięki pokazywały na wybiegu ustawionym na ulicy Piotrkowskiej. Kandydatki walczyły o bilet na ogólnoświatowy finał Look of The Lear, który odbył się we Włoszech. Pojechało siedem najpiękniejszych dziewczyn - cztery Polki i trzy Rosjanki.

We Włoszech spotkały się najpiękniejsze dziewczyny z całego świata, które marzą o karierze modelki. W wielkim finale - w Teatrze Antycznym na Sycylii - zwyciężyła Polka, Karolina Mikołajczyk z Warszawy. Dwa tytuły przypadły Rosjankom. Julia Kołoła zdobyła "Look of The Year Style", a Olga Sakanova "Look of The Year Beauty".

Dobrze wypadły też łodzianki. Olga Piętakiewicz i Angelica Benarek przeszły przez włoskie preeliminacje i awansowały do finału, w którym wystąpiło tylko dwadzieścia wybranych z niemal setki dziewcząt.

Na scenie teatru antycznego grecko-rzymskiego wystąpiła Anastacia. Pojawili się także: Massimo Ranieri, Antonello Venditti, Gianna Nannini, Francesco Guccini, Diana Krall, kompozytor i muzyk Ryiuchi Sakamoto, Zucchero, Sugar Fornaciari i Simply Red, a na końcu angielski gwiazdor, Elton John, który z utworem  ”Candle in the Wind” otworzył włoską ekspedycję prosto z pięknego Teatro Antico i pobliskiego wulkanu Etny. (jar)

Maja Kruczek (4 lata) i Filip Kosowski (2 lata) bardzo cierpią. Zespół Williamsa to schorzenie bardzo rzadkie, mało znane, a przy tym niezwykle drogie w leczeniu. Dzieci i ich rodzice są stałymi bywalcami gabinetów lekarskich i szpitali. Zespół Williamsa obejmuje choroby ciała, ale dotyka też psychiki. Dlatego rozwój dzieci powinien przebiegać pod nadzorem wielu lekarzy-specjalistów.

Szczególnie ważne są turnusy rehabilitacyjne, w których Maja i Filip powinni regularnie brać udział. Wiążą się one jednak z ogromnymi kosztami. A oprócz turnusów jest jeszcze wiele innych ważnych potrzeb. Są to potrzeby naglące. Roczny koszt leczenia każdego z chorych dzieci to ponad 35 tys. zł.

Pomoc zaproponował Bartek Łuczak, postanowił wyruszyć z Polski do Włoch rowerem. Chce zwrócić uwagę, że taka choroba istnieje i pomóc dwójce dzieci, które cierpią na Zespół Williamsa - Filipowi z Płocka i Mai z Żyrardowa. Będzie to jego druga taka podróż.
- Gdy planowałem wyruszyć na pierwszą wyprawę, trafiłem na opis wędrówki Grzegorza Pyrgiela. Połączył rowerową przygodę z akcją „Złotówka za kilometr”, której celem była pomoc dzieciom. Spodobał mi się pomysł - tłumaczy.

Bartek jest nauczycielem, mieszka w Olsztynie. Tam spotkał koleżankę, której córka choruje na Zespół Williamsa. Ona skontaktowała go z rodzicami dwójki dzieci, które też cierpią na tę chorobę. - Wspólnie postanowiliśmy, że właśnie dla nich zbierzemy pieniądze. Założyłem specjalną stronę internetową, można tam znaleźć wszystko na temat dzieci i całej akcji, także wskazówki jak pomóc Mai i Filipowi - tłumaczy.
W podróż do Włoch wyruszył 25 lipca z Olsztyna. Planuje przejechać około 5 tys. km w ciągu dwóch miesięcy. Organizator nie chce, by ktoś pomyślał, że w jakiś sposób zarabia na tej akcji. Koszty podróży pokrywa z własnej kieszeni.

Pieniądze można wpłacać bezpośrednio na:
- Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”, ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, PKO S.A. I/O Warszawa, nr konta: 75 1240 1037 1111 0010 0957 3199 z dopiskiem - Kosowski Filip - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia.
- Agnieszka Krajewska ul. Mireckiego 103/25, 96-300 Żyrardów nr konta: 46 1020 1055 0000 9502 0138 9485, z dopiskiem - Pomoc dla Mai Kruczek

Adres strony internetowej: www.rowremdomanoppello.info

Po prawie trzech miesiącach od śmierci Pietro Taricone, Kasia Smutniak zdecydowała się na udzielenie pierwszego wywiadu dla włoskiej edycji tygodnika „Vanity Fair”.

W poruszający sposób Polka opowiedziała w rozmowie o 8-letnim związku z Pietro, o miłości, kryzysach i pasjach, które ich łączyły. Jedną z nich było spadochroniarstwo, do którego uprawiania namówiła partnera polska aktorka. „Pokłóciliśmy się, zdecydowaliśmy się na rozstanie, następnie znowu się zeszliśmy. To właśnie dzięki spadochroniarstwu odnaleźliśmy się ponownie” – powiedziała Kasia.
Niestety nie na długo, Pietro zmarł w 29 czerwca w rezultacie ciężkich obrażeń odniesionych podczas skoku ze spadochronem. Ich wspólna pasja rozłączyła ich ponownie, ale tym razem na zawsze.
„Wiem, że w tym momencie był szczęśliwy… Przed skokiem posłał mi całusa ze śmiesznym wyrazem twarzy, wszyscy się śmiali" - wyznała.

W wywiadzie Smutniak opowiedziała o życiu bez partnera i o momencie kiedy musiała powiedzieć swej 6-letniej córeczce Sophie o śmierci jej taty.  "Ona, choć cierpi, rozumie wszystko i wie, jak jest kochana i że tata zostawił całą tę miłość wokół niej" - dodała.

Z duża konsternacją artystka opowiedziała o tzw. „fałszywych przyjaciołach": "Oprócz przemocy, jaką była kradzież zdjęć, było także i to, że wielu, których nie widziałam ani razu na oczy w czasie ośmiu lat spędzonych z Pietro, o których nigdy mi nie mówił, pojawiło się w telewizji, by o nim opowiedzieć – i dodała – a co oni mogą wiedzieć?”.

Wracając do pasji partnerów, która towarzyszyła im przez dłuższy czas, Kasia powiedziała: „Adrenalina nie ma tu żadnego znaczenia. To poczucie wolności i kontaktu z przyrodą czyni szczęśliwym, a my robiliśmy to, co pozwalało nam na bycie szczęśliwym: był to inny sposób by być razem”.
Aktorka podkreśliła: "Niebo jest dla mnie tym, czym dla Pietro były konie. Dzisiaj nie mogę wrócić do skoków - z powodu Sophie". "Teraz muszę myśleć tylko niej. Chociaż wcześniej czy później wrócę do skoków. Niebo stanowi część mnie" - przyznała Smutniak.

Kasia Smutniak urodziła się w Warszawie w 1979 roku. Do ukończenia szkoły średniej mieszkała w Pile. Po maturze zdecydowała
się wyjechać zagranicę do pracy jako modelka. Do wyboru miała Londyn, Barcelonę i Rzym. Na początku pojechała do Londynu, ale pogoda jej nie odpowiadała, dlatego postanowiła przyjechać do Rzymu, w którym się zakochała.
Zaczynała na wybiegu jako modelka. Po wygraniu konkursu piękności w Polsce, Kasia Smutniak została zauważona przez włoską agencję „Why Not” i trafiła do Włoch. W 2002 roku została twarzą TIM (operator telefonii komórkowej).
Na szczęście młoda Kasia nie miała problemów z dostosowaniem się do życia poza Polską. W dzieciństwie przyzwyczaiła się do cygańskiego życia w różnych miejscach. Poza tym aktorka mówi o sobie, że nigdy nigdzie nie zapuszcza na stałe korzeni.
Kilka lat kariery na wybiegu dały jej wielkie możliwości, ale to nie było to, co chciała robić. W wieku 25 lat zdecydowała się spróbować szczęścia w aktorstwie. Ten zawód, jak sama przyznała, był jej marzeniem od dzieciństwa, choć rodzina do dziś nie przestaje mówić, że
chcieli żeby ich Kasia była stomatologiem.

Anna Malczewska

Sara jest Polką, jednak urodziła się i mieszka we Włoszech. Obecnie ma 16 lat. Interesują ją podróże i muzyka. W przyszłości chciałaby zostać stewardesą. Jednak, żeby spełnić swoje marzenie musi skończyć szkołę, o której nam opowie.

Ile miałaś lat kiedy poszłaś do szkoły?
Do przedszkola trafiłam, jak miałam 3 lata. Później, w wieku 6, poszłam do szkoły.

Co było potem? Opowiedz pokrótce jak wygląda edukacja we Włoszech.
Tak jak już mówiłam, kiedy ma się trzy lata zaczyna się przedszkole, następnie kiedy skończysz 6 lat idziesz do tzw. elementare, czyli podstawówki, która trwa 5 lat. Po skończeniu jej idziesz do gimnazjum (medie). Kiedy masz 14 lat i skończysz gimnazjum, możesz wybrać liceum (superiori). Jeśli nie masz zamiaru iść na studia możesz pójść do liceum na 3 lata. W Polsce to tak jak zawodówka, ponieważ zdobywasz zawód, ale nie zdajesz matury. Jeśli jednak zależy Ci na dalszej edukacji, trzeba zdecydować się na 5-letnie liceum, które kończy się maturą. Potem już tylko wymarzone studia czyli università. Tak mniej więcej to wygląda w Italii. Czyli, z tego co wiem, nie odbiega dużo od systemu nauczania w Polsce. Ja przeszłam już podstawówkę i gimnazjum, obecnie uczę się w liceum.

Kiedy poszłaś do szkoły mówiłaś po włosku czy po polsku?
W domu moi rodzice mówili w dwóch językach. Czasami nawet zaczynali po polsku i kończyli po włosku, albo na odwrót. W związku z tym trochę mieszały mi się języki, nie do końca wiedziałam który jest który. Jednak kiedy poszłam do przedszkola bardzo szybko zaczęłam dogadywać się z włoskimi kolegami i koleżankami. Dzięki temu idąc do 1 klasy nie miałam najmniejszego problemu z porozumiewaniem się.

Twoi koledzy w szkole wiedzieli, ze jesteś Polką?
Tak, wiedzieli od samego początku, że jestem Polką.

Czy w związku z tym traktowali Cię jakoś inaczej, odrzucali Cię?
Nie, wszyscy traktowali mnie zupełnie normalnie. Może jakbym nie znała języka, mieliby z tym jakiś problem. Ale, że mówiłam w ich języku, urodziłam się w Italii, ubierałam się tak jak oni, znałam te same zabawy, to nie miało dla nich znaczenia, jakiej narodowości jestem. Zresztą nigdy nie byłam jedynym obcokrajowcem. W podstawówce było dużo Rumunów, w gimnazjum poznałam inną Polkę, a do liceum chodził ze mną Chińczyk.

A jacy są nauczyciele we włoskich szkołach? I jak traktowali Ciebie jako obcokrajowca?
W ogóle nie odczuwałam różnicy w traktowaniu mnie czy kolegów. Nauczyciele do wszystkich odnosili się tak samo, traktowali mnie na równi z moimi włoskimi rówieśnikami. Jestem bardzo zadowolona z profesorów którzy do tej pory mnie uczyli. Wszyscy są bardzo mili i przyjaźni, zawsze pomagają.

Jesteś teraz w liceum. Masz zamiar zdawać maturę?
Tak, jak najbardziej. Do tej pory chodziłam do liceum o profilu biologiczno-chemicznym. Nie uzasadnię dlaczego akurat taki kierunek. Myślałam przez chwilę o studiach medycznych, ale szybko zmieniłam zdanie. Dlatego od tego roku przeniosłam się do liceum o profilu turystycznym.

W związku z tym wybierasz się na studia turystyczne?
Jeszcze nie wiem dokładnie. W szkole jaką teraz wybrałam bardzo duży nacisk kładzie się na naukę języków. Ja wybrałam klasę z językiem angielskim, francuskim i hiszpańskim. Na studiach chciałabym kontynuować ich naukę. Bardzo lubię podróże i na pewno wybiorę kierunek z tym związany. Ale nie wiem jeszcze jaki dokładnie.

Posiadasz obywatelstwo Polskie, ale czy czujesz sie bardziej Polką czy Włoszką?
Kiedy jestem w Polsce, czuję się Polką, ale tu w Italii jestem Włoszką. Lepiej rozmawiam po włosku, jednak nie ma dla mnie różnicy, którego języka używam. Kiedy tylko mam okazję, staram się porozumiewać po polsku, gdyż chcę opanować ten język do końca. Teraz wielu słów nie rozumiem, jednak nie zniechęcam się i staram się jak mogę.

Jakie są Twoje plany na przyszłość? Masz jakiś wymarzony zawód?
Moim marzeniem jest praca stewardessy. Jednak wcześniej, zanim zacznę pracować w tym zawodzie, chciałabym podróżować po krajach, w których mówi się w języku angielskim bądź hiszpańskim. Także mój cel to: Ameryka Północna, Anglia, Hiszpania i kraje hiszpańskojęzyczne Ameryki Południowej. Chciałabym przy tym poznawać kulturę innych krajów, zwyczaje i tradycje.


Rozmawiała Justyna Rosłon

Członkowie Towarzystwa Śpiewu „Halka” na brak atrakcji nie mogą narzekać. W czerwcu po raz drugi w swojej karierze, wyjechali do Włoch – podaje Gazeta Pomorska. Aby połączyć przyjemne z pożytecznym zdecydowali się uczestniczyć w festiwalu chóralnym oraz zwiedzić Rzym i okolice.

Zaproszenie na XIII Międzynarodowy Festiwal Alta Pusteria we Włoszech Eugeniusz Kubski, prezes Towarzystwa Śpiewu „Halka”, otrzymał na adres domowy.
- Nie wrzuciłem go do szuflady, tylko poszedłem z nim na próbę chóru. Ludzie przyjęli propozycję z entuzjazmem, więc rozpoczęliśmy przygotowania do wyjazdu - wspomina.
Logistyką zajął się Prezes Eugeniusz Kubski, stroną muzyczną - dyrygent Waldemar Szafrański. Po przybyciu do Włoch 25 czerwca, chór „Halka” nie mógł skupić się na podziwianiu widoków ośnieżonych szczytów górskich ponieważ program koncertów był bardzo napięty. Występy festiwalowe odbywały się w 11 miastach północnego Tyrolu, od miejscowości Brunico po urokliwe miasteczko Sillian.
Chóry prezentowały swoje umiejętności w 6 kategoriach: m.in. muzyce sakralnej, ludowej, świeckiej polifonicznej oraz popularnej. „Halka” w czasie dwóch dni pobytu na festiwalu dała 5 koncertów. W San Candido na zakończenie tej muzycznej uczty śpiewacy wzięli udział w kolorowej paradzie 84 chórów, które na 3200 głosów odśpiewały „Ave Verum” Mozarta, „Va` Pensiero” Verdiego oraz przepiękną pieśń „Signore delle cime” de Marzi`ego.
- Było kolorowo i spontanicznie. Wszyscy byli uśmiechnięci. W marszu śpiewali piosenki biesiadne ze swoich krajów. Na całej trasie towarzyszyły nam tłumy ludzi - wspomina Eugeniusz Kubski. - Aż ciarki mi przechodzą, jak to wspominam. To było coś wspaniałego. Tego nie da się opowiedzieć. To trzeba było przeżyć – dodaje.
Po zakończeniu festiwalu chórzyści z Inowrocławia nie wrócili do domu. Wybrali się do pięknego kurortu Fiuggi, który był ich bazą wypadową do zwiedzania Watykanu i Rzymu.
- Olbrzymim przeżyciem dla wszystkich uczestników było złożenie hołdu Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Przy jego grobie zaśpiewaliśmy Barkę - wspomina. W drodze powrotnej zwiedzili Padwę.
Zapewne dla wszystkich uczestników była to kapitalna wyprawa. Dostarczyła im wielu pozytywnych emocji, wzruszeń, przeżyć duchowych, ponownie zintegrowała zespół, który na co dzień jest nieomal jedną, wielką rodziną. (jr)

Więcej artykułów…