Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
05
N, lipiec

„Mija  rok
jeden za drugim
Mijają lata
pasmem długim
I gdzieś tam w sercu
rodzi się lęk
Czy nie za szybki
jest ten bieg.....”

I znów minął rok .... !

Wielu  Polaków  z Castelli Romani i z Rzymu  Nowy Rok witało w Pala Cavicchi w Ciampino. Na  wieczorze zorganizowanym przez  Bożenę Wróblewską i Edytę Felsztyńską obecnych było około 100 osób.   Przybyłych gości przywitał Federico Petrozzi wierszem „Ancora un anno nuovo”,  po czym zaczęła się uroczysta  kolacja przeplatana  licznymi  tańcami.

Oprócz wykwintnej kolacji na uczestników zabawy czekały bogate „cotillon” w postaci kolorowych kapeluszów, serpentyny i różnego rodzaju trąbki.
Jeszcze przed północą jeden z naszych przyjaciół: Mirek z Albano – każdej obecnej pani podarował piękną różę, za co  w imieniu wszystkich kobiet składamy  Mirkowi serdeczne podziękowania. Jesteśmy przekonani, że ten miły gest - to dobra wróżba dla nas wszystkich, na ten nowy rok!

Impreza zakończyła się około trzeciej nad ranem, była wspaniała, huczna, szampańska i  w rytmie polskiej muzyki.

Organizatorki wieczoru pożegnały gości  piosenką Maryli Rodowicz  „Niech żyje bal”... bo to życie  - to bal jest nad balem......”                                                                          

Zdjęcia: Bożena Wróblewska
Tekst : Justyna Markiewicz


Zapraszamy na zabawę karnawałową

Karnawał  2011  odbędzie się 26 lutego w Pala Cavicchi w Ciampino. Wszystkich chętnych serdecznie zapraszamy.
Info po nr tel.: 3389245961, 3286126364.

Pianista Krzysztof Jabłoński wystąpił wczoraj z recitalem chopinowskim w słynnym teatrze La Fenice w Wenecji. Koncert ten uświetnił zamknięcie obchodów Roku Chopinowskiego we Włoszech – podała agencja PAP.

Jabłoński zaprezentował w Wenecji 24 preludia, balladę i sonaty, a po gromkiej owacji bisował, grając poloneza i walca. Publiczność żywiołowo reagowała na występ polskiego pianisty. Na widowi zasiedli między innymi przedstawiciele władz Wenecji i tamtejszego świata kultury.
Krzysztof Jabłoński, który specjalnie przyjechał, by zagrać w La Fenice, przyznał, że był zaskoczony znakomitą także dla pianistów akustyką w tym teatrze operowym.

Jego koncert w tak niezwykłym miejscu, jakim jest zbudowany w XVIII wieku piękny teatr był jednym z najważniejszych wydarzeń obchodów 200. rocznicy urodzin kompozytora w Italii.

Krzysztof Jabłoński dołączył do Krystiana Zimermana, Maurizio Polliniego i Rafała Blechacza, którzy wystąpili w ostatnich miesiącach w Rzymie i Mediolanie, między innymi z inicjatywy Instytutu Polskiego w Wiecznym Mieście.

Recital Jabłońskiego zorganizował konsulat generalny RP z Mediolanu, Instytut Polski w Rzymie oraz włosko-polskie stowarzyszenie kulturalne z regionu Wenecja Euganejska.

Obchody Roku Chopinowskiego we Włoszech zamknie kolejne ważne wydarzenie: w sobotę 18 grudnia w Aula Magna rzymskiego uniwersytetu La Sapienza wystąpi Julianna Awdiejewa, która w październiku wygrała warszawski Konkurs Chopinowski.

2 listopada w Loreto i Senigallii uroczyście upamiętniono żołnierzy i polskich cywilόw, dla ktόrych region Marche stał się miejscem wiecznego spoczynku.
Przedstawiciel Ambasady RP w Rzymie pułkownik Tomczyk uczestniczył rano we mszy św. w Bazylice Mniejszej w Loreto, po czym udał się na cmentarz polskich żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej. W uroczystościach wzięli udział, oprόcz delegacji Ambasady RP, władze  gminy i członkowie Stowarzyszenia Włosko-Polskiego w Marche, przedstawiciele najważniejszych organizacji kombatanckich oraz wielu mieszkańcόw.

Po południu, na cmentarzu w Senigallii, przedstawiciele Polonii spotkali się przy kaplicy grobowej doktora Jόzefa Mianowskiego. Ta wybitna postać  reprezentuje XIX – wieczną polską emigrację.  W obecności pułkownika  Tomczyka oraz asesora gminnego do spraw kultury pana Schiavone, Jego Ekscelencja biskup Senigallii Giuseppe Orlandoni odprawił krόtką modlitwę.

Stowarzyszenie Włosko-Polskie w Marche

Chociaż mieszka w Poznaniu, od lat fascynuje się językiem i kulturą Włoch. Za przyjazd do Wiecznego Miasta, chociaż na kilka godzin, oddałaby wszystko. W listopadzie ukazała się jej pierwsza książka „A kiedy się obudzę”, która jak sama zapewnia autorka, jest pełna nieoczekiwanych sytuacji.
Z Agnieszką Jankowską rozmawia Anna Malczewska

Mieszkasz w Polsce, twoją pasją jest język i kultura włoska oraz pisanie. Zawodowo zajmujesz się tłumaczeniami na i z włoskiego. Piszesz też o swoich włoskich wędrówkach w „Gazecie Wyborczej”. Jak narodziła się ta miłość do Italii?
Moje zainteresowanie Włochami jako krajem trwa od kilkunastu lat, od pierwszych lat liceum. Wybrałam klasę humanistyczną z językiem włoskim nieprzypadkowo. Zawsze podobał mi się ten język i kultura. O ludziach stamtąd nie miałam wyrobionego zdania, ponieważ wówczas nie znałam żadnego Włocha. Miałam w głowie jedynie stereotypy – Włosi weseli kobieciarze z talerzem pełnym spaghetti. Uczyłam się więc włoskiego z zapałem, był moimi ulubionym przedmiotem. Po III klasie liceum nadszedł czas na pierwsze zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Wyjechałam na stypendium wakacyjne do Wenecji, nauka języka 5 godzin dziennie połączona ze zwiedzaniem. To był pierwszy kontakt z żywym językiem i utwierdzenie w mojej fascynacji krajem i językiem. I mimo że do Włoch wciąż wracam, wspominam z nostalgią tamten lipiec w Wenecji. Magiczne chwile... Po liceum, mimo że wybór studiów nasuwał się naturalnie (italianistyka), poszłam wbrew wszystkiemu na dziennikarstwo, gdyż zawsze chciałam pisać. Wiedziałam jednak, że moje życie zawodowe połączę z włoskim, z Italią. Uzyskałam certyfikat znajomości języka Uniwersytetu w Sienie. Moja praca łączy zawsze dwie pasje: Włochy i zacięcie dziennikarskie. Okazało się, że mogę czasem pisać o Italii korzystając gościnnie z łamów polskich gazet.       

Jesteś Poznanianką, ale często przyjeżdżasz do Rzymu, gdzie czujesz się jak u siebie?
Naturalną konsekwencją mojej miłości do Włoch było zwiedzanie kraju. Przez ponad 10 lat nie istniały dla mnie żadne inne cele wakacyjnych wyjazdów. Wszystkie ferie, długie weekendy spędzałam w Italii. Dziś mogę powiedzieć, że przejechałam „buta” wszerz i wzdłuż. Mój pierwszy pobyt w Rzymie miał miejsce w 2000 roku, roku szczególnym, jubileuszowym. Trwał tydzień i pozwolił zobaczyć najważniejsze zabytki i miejsca. Później wracałam, wracam do dziś, żeby rozsmakować się w mieście.
Czy często? Na każdy dłuższy weekend, tylko dla tego miasta jestem w stanie wsiąść w samolot w piątek, pobyć kilka godzin i wrócić w niedzielę. Mój dziadek, który był pilotem, zażartował ostatnio, że w tym roku mam wylatane na tej trasie więcej godzin niż te, obowiązkowe dla pilotów (tylko ja nie za sterami). Rozkłady lotów Polska – Rzym (latam z różnych polskich miast, niestety nie ma lotów z Poznania codziennie, marzenie, wow!) mogę recytować z pamięci obudzona w nocy (śmiech).  
Oglądam wciąż te same zabytki, za każdym razem bez cienia znużenia. Każdy z nich zresztą wygląda inaczej w zależności od pory roku, dnia, refleksów światła. Często odwiedzam grób Jana Pawła II. W 2000 roku byłam u niego na audiencji na Placu św. Piotra. Teraz przychodzę do Grot, żeby ,,porozmawiać”. W Rzymie mam przyjaciół, z Polski przywiozłam tam tych, których kocham. Gdy ląduję na Fiumicino, już czuję ten dreszczyk, radość, entuzjazm. Bo ja jestem tam ,,u siebie”. Uwielbiam to miasto i mam taką teorię – ono to czuje i oddaje sympatię, dobre emocje. W Rzymie spotykają mnie tylko pozytywne rzeczy, czasem śmieszne, czasem dziwne, nigdy złe. To dlatego, gdy wsiadam do powrotnego samolotu, już tęsknię...       

Kilka miesięcy temu ukazała się twoja książka „A kiedy się obudzę?”. Jest to historia Julii, która wychodzi za mąż za Włocha i przeprowadza się z Polski pod Rzym. Co było natchnieniem do jej napisania i czego czytelnik może się spodziewać?
,,A kiedy się obudzę?” jest pierwszą moją wydaną książką. Opowiada o Julii, która mieszka w Ostii z mężem Włochem i dzieckiem. Są przykładem pary mieszanej, związku ludzi z dwóch nacji, którym udaje się stworzyć fajny związek. Wiem, że książka podoba się przede wszystkim kobietom, bo opowiada o miłości szczęśliwej, która gdy nas spotyka, nie jest nam dana na zawsze, trzeba o nią wciąż dbać i pielęgnować. To, że bohaterka jest Polką, Mattia Włochem, dla ich związku, moim zdaniem, nie ma dużego znaczenia. Różnice, często inny punkt widzenia tylko go wzbogacają. To nie różnice kulturowe czy ich charaktery na chwilę zagrożą ich szczęściu, a czynnik zewnętrzny. Jaki? Zachęcam do lektury. Na pewno nie będzie nudno. Do napisania opowieści o Julce skłoniła mnie moja miłość do Włoch i moje częste pobyty w Rzymie. Chociaż od razu zastrzegam – Julia to nie ja, choć na pewno w tę postać przelałam wiele swych emocji, poglądów i doświadczeń, to nieuknione.    

Pomimo tego, że zarówno Polska i Włochy znajdują się w Europie, czy twoja bohaterka napotyka na różnice dwóch różnych kultur? Jak sobie z nimi radzi?
Tak jak powiedziałaś, Polska i Włochy są w Europie, obydwa kraje w Unii Europejskiej, choć Polska krócej. Dlatego też, moim zdaniem, różnice kulturowe nie są pomiędzy nami na tyle znaczące, żeby stać się problemem dla dwojga kochających się ludzi. Uczucie i wzajemny szacunek według mnie zawsze je niwelują, czynią czymś atrakcyjnym, nieznanym dla pary, czasem nawet intrygującym, nigdy przeszkodą. Pomijając aspekt związków uczuciowych, myślę że jesteśmy podobni, my i Włosi, mimo gamy różnic. Wzbudzamy emocje w przedstawicielach innych narodów. Mnie różnice, które napotykam we Włoszech, we włoskim stylu życia, bo przecież istnieją, jedynie ciekawią, czasem irytują, ale nie stanowią problemu. Ale to chyba zależy od podejścia indywidualnego. Moim zdaniem, my Polacy, nie jesteśmy lepsi, nie są lepsi Włosi. Wolę myśleć, że ,,różnimy się pięknie”. I mam takie wrażenie, że to Włochom trudniej byłoby zaadaptować się w Polsce, więcej ich u nas dziwi (to zapewne wynika z różnicy doświadczeń, ze skomplikowanej naszej polskiej historii, na przykład zawsze gdy próbuję wytłumaczyć moim włoskim przyjaciołom fenomen kartek żywnościowych w Polsce, konieczność stania w kolejkach po papier toaletowy, ich oczy robią się okrągłe ze zdumienia). My Polacy jesteśmy bardziej ,,elastyczni”.       

Czy jest to twoja pierwsza powieść związana z Włochami?
To moja pierwsza powieść wydana związana z Włochami. Wcześniej napisałam inną książkę, do której mam bardzo osobisty stosunek. Opowiada o moich wędrówkach po Italii. Nie ma ambicji przewodnika, myślę że na rynku wydawniczym jest ich dużo. To raczej spojrzenie na Włochy i Włochów oczyma „straniery” (cudzoziemki), blondynki, często zabawne. Opis zdarzeń dziwnych, śmiesznych, wyrosłych na gruncie moich włoskich podróży po kraju i włoskiej mentalności. Póki co, leży w szufladzie (a właściwie w laptopie, dawniej pisało się ,,do szuflady”, teraz ,,do folderu”) i czeka na życzliwego wydawcę.

Gdzie twoja książka jest dostępna?
,,A kiedy się obudzę?” została wydana przez wydawnictwo Radwan. Można ją kupić w księgarni internetowej Radwana


Dziękuję za rozmowę i życzę, byś znalazła jak najszybciej wydawcę kolejnej książki związanej z „Bella Italia”.
Dziekuję.

AGNIESZKA JANKOWSKA (Poznań, 1973) jest absolwentką Nauk Politycznych i Dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ma dwie wielkie pasje: język włoski i kulturę Włoch oraz pisanie, które łączy z pracą zawodową. Pracuje w biurze prasowym oraz jako tłumacz języka włoskiego. Pisze także artykuły o swoich włoskich wędrówkach m.in. do ,,Gazety Wyborczej”,  ,,Poznaj Świat”. Dużo czasu spędza w samolocie na trasie Poznań – Rzym, w którym czuje się jednakowo dobrze jak w mieście koziołków.

 

„A kiedy się obudzę”: Julia jest singielką po trzydziestce. Podróżuje, wychodzi z przyjaciółmi, bawi się nie myśląc o stałym związku. Do chwili gdy spotyka Mattię, adwokata z Rzymu. Ich życie zmienia się gruntownie. Biorą ślub w Wenecji, na świat przychodzi Luca. Zamieszkują nad morzem w Ostii pod Wiecznym Miastem. Julia dostaje propozycję pracy w charakterze korespondentki polskiej gazety we Włoszech. W kwietniowy poranek jej spokojne życie przerywa telefon z warszawskiej redakcji…

Na przełomie lutego i marca br. z okazji dwusetnej rocznicy urodzin Chopina z inicjatywy stowarzyszeń polsko-wloskich z Padwy i Bolonii zorganizowane zostały trzy koncerty, na których wystąpili Anna Kostrzyńska - sopran i pianista Marcin Dominik Głuch.

Koncerty odbyły się w Monselice, Bolonii i Piazzola su Brenta. Jak można się domyślać, wykonywane były utwory naszego genialnego kompozytora, które dla włoskich widzów były pewnym zaskoczeniem, jako że pieśni Chopina mało kto zna w ojczyźnie Dantego.

Koncerty zostały przyjęte z wielkim entuzjazmem. Szczególnie koncert z Bolonii, na który przyszły setki Polaków tu mieszkających oraz liczna grupa Włochów kochających muzykę Chopina.

Anna Kostrzyńska charakteryzująca się pięknym, delikatnym głosem wykonała pieśni w języku polskim i francuskim. Uzupełnieniem koncertu były utwory instrumentalne raczej rzadko wykonywane na co dzień, a wybrane na tę okazję przez kochającego ciekawostki muzyczne Marcina Głucha.

Niestety nie mogliśmy się cieszyć naszą artystką zbyt długo, jako że zaraz po występie powróciła do Polski mając w perspektywie cykl koncertów w Polsce, Niemczech i na Litwie.

Od czerwca do lipca br. artystka przebywała w Stanach Zjednoczonych, gdzie w lipcu odbyła szereg koncertów dla publiczności amerykańskiej. Jednak szczęśliwym zrządzeniem losu Anna powróciła do Włoch, dokładniej rzecz biorąc do Parmy. I nie trzeba było długo czekać, aby działające właśnie w Parmie stowarzyszenie Permagena zaprosiło naszą artystkę do udziału w wieczorze poświęconym poezji Wisławy Szymborskiej. Tłem dla wierszy naszej poetki była muzyka Chopina a końcowym akcentem był występ Kostrzyńskiej. Miejscem spotkania była prestiżowa biblioteka międzynarodowa znajdująca się w samym centrum miasta.

Już następnego wieczoru artystka była honorowym gościem koncertu zorganizowanego w Faenzy przez stowarzyszenie zajmujące się pomocą osobom chorym na stwardnienie zanikowe boczne, nieuleczalną chorobę, która tak jak stwardnienie rozsiane niszczy system nerwowy.
Tym razem organizatorem koncertu, który odbył się we wspaniałym barokowym kościele w centrum Faenzy, było stowarzyszenia w skład którego wchodzi znany dziennikarz Carlo Orzeszko – daleki krewny Elizy Orzeszkowej, syn oficera 2. Korpusu Polskiego.

Wspaniała akustyka sali, piękne wnętrze i przeszywający dreszczem głos naszej śpiewaczki były dopełnieniem wieczoru, w którym wzięli udział chórzyści z Bolonii, wśród których byli również młodzi studenci z Polski oraz znany piłkarz Gianluca Fantelli, cierpiący na stwardnienie zanikowe boczne.

Mamy nadzieję, że Anna Kostrzyńska, jako osoba o niezwykłej wrażliwości zaangażuje się w akcję pomocy osobom dotkniętych tym ciężkim i nieuleczalnym schorzeniem.

Charytatywnym udziałem w koncercie w Faenzy polska artystka zaskarbiła sobie wielką sympatię Włochów, którzy potrafili docenić jej gest oraz ocenić jej wielki talent.

Życząc jej dalszych udanych występów oraz sukcesów na scenach największych teatrów włoskich dołączamy również te dotyczące życia osobistego oraz spełnienia najskrytszych marzeń – widząc, że zbliżają się Święta i Gwiazdka może je spełnić.

Dariusz Kmiotek


Fot. 1 Koncertu w Bolonii © D. Kmiotek.
Fot. 2 Anna Kostrzyńska po koncercie w Parmie © D. Kmiotek.
Fot. 3 Anna Kostrzyńska z Gianlucą Fantellim w Faenzy.

2-go października Polsko-Włoskie Koło Kulturalne w Lombardii zorganizowało wycieczkę w okolice Pavii, do  Oltrepò Pavese, znanego z produkcji doskonałych win i  wyrobów wędliniarskich.

Wyjątkowo sprzyjała nam tego dnia pogoda, prawdziwa „polska jesień” z temperaturą włoską (ponad 20°C).  Po obiedzie w gospodarstwie agroturystycznym „Cà Vers”, położonym malowniczo  na wzgórzu wśród winnic i sadów , udaliśmy się do pobliskiej  miejscowości Montù Beccaria.

W tamtejszym zameczku przyjęli nas właściciele  tej zabytkowej budowli oraz  winnic położonych na obszarze70 hektarów.  Dowiedzieliśmy się, że cała rodzina zajmuje się  produkcją wina, więc nie obyło się bez licznych pytań z naszej strony dotyczących kończącego się właśnie winobrania. 
Wizyta w Montù Beccaria zakończyła się  zaproszeniem  na podwieczorek  w ogrodzie, gdzie mogliśmy spróbować  różnych gatunków wina  miejscowej produkcji. 

Mieliśmy także okazję zwiedzić prywatne muzeum instrumentów muzycznych, które gromadzili  od pokoleń przodkowie  naszych gospodarzy .
 
Barbara Głuska-Trezzani

Więcej artykułów…