Gosia Andrzejewicz – wkrótce we Włoszech - Nasz Swiat
13
Cz, grudzień

Polacy we Włoszech

Gosia Andrzejewicz / foto: Andrzej KubikPo kilku latach ciszy, polska piosenkarka z Bielsko Białej, zdobywczyni dwóch złotych płyt, Gosia Andrzejewicz, powraca nie tyle na rodzimy, co na zagraniczny rynek. Po udanej współpracy z Dr Albanem, szwedzko-nigeryjskim raperem znanym na świecie z hitu It’s my life oraz po sukcesach w Szwajcarii, Gosia w roku 2014 stawia na Półwysep Apeniński. Artystka mówi biegle po włosku oraz angielsku i już wkrotce można ją będzie zobaczyć w kolejnej muzycznej współpracy z tajemniczą jak dotąd włoską gwiazdą estrady. Dla Naszego Świata Andrzejewicz opowiada telefonicznie o swojej karierze, sukcesach, nowej płycie i marzeniach na obecny rok oraz wyjawia całą prawdę o swoim wojowniczym charakterze i jazzowych korzeniach.

Gosiu, z Włochami łączy cię ciepły i długoletni już związek. Twój talent został przecież odkryty we Florencji przez kompozytora Goffredo Orlandi. Opowiedz nam coś więcej o tym niesamowitym spotkaniu.

To prawda nasze spotkanie było naprawdę niezwykłe. Moja fascynacja językiem włoskim sprawiła, że postanowiłam udać się do Włoch. Bardzo chciałam poznać ten kraj, ludzi,  sprawdzić czy mój włoski pozwala mi na swobodną rozmowę. Byłam wtedy w przedostatniej klasie liceum. Pewnego dnia, kiedy wędrowałam ulicami, moją uwagę przykuł biały fortepian wyeksponowany w witrynie sklepu muzycznego. Usiadłam przed nim i po chwili wahania, delikatnie – tak, aby nikomu nie przeszkadzać- zaczęłam grać, jednocześnie śpiewając jedną z moich pierwszych piosenek. Wtedy właśnie zwrócił na mnie uwagę pewien człowiek. Podszedł do mnie i rozpoczął rozmowę. Był to właśnie Goffredo Orlandi. 

Do tej pory wydałaś w Polsce sześć płyt. Z której jesteś najbardziej dumna? Jaka piosenka przyniosła ci największy rozgłos?

„Pozwól żyć” jest piosenką  najbardziej kojarzoną z moją osobą. Utwór ten cały czas bardzo dobrze jest przyjmowany na moich koncertach. Ulubiona płyta? Kiedy myślę o moich wszystkich albumach to z każdym z nich wiążę różne wspomnienia. Odzwierciedlają one w jakimś stopniu pewne etapy mojego życia. Gdybym jednak miała się pokusić o wytypowanie albumu, z którego jestem szczególnie dumna to mój wybór padłby na „Wojowniczkę”. Album  ten zwiera kilka szczególnych dla mnie piosenek, poza tym bliska jest mi również płyta „Gosia Andrzejewicz Plus”, na której znajduje się piosenka „Pozwól Żyć”. Mam do tego albumu sentyment, był to również pierwszy album wydany przez wytwórnię.

Jak podsumowałabyś swoją muzyczną karierę w kraju?

Mam na swoim koncie kilka złotych płyt. Otrzymałam również nagrody liczące się w polskim przemyśle muzyczny. Mogę tutaj przykładowo wymienić: Radiowy Debiut Roku (nagroda przyznawana przez jedną z największych polski radiostacji), dwie Superjedynki (nagrody zdobyte na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu – jest to festiwal organizowany do 1963 roku), VIVA Comet (nagroda przyznana przez stację VIVA),  Mikrofon Popcornu w kategorii „Wokalista Roku“ (nagroda przyznana przez magazyn Popcorn), nominację do Fryderyka (nagród przyznawanych przez Akademię Fonograficzną). Ponadto mam wspaniałych fanów! Bardzo mnie wspierają! Prowadzą blogi oraz autoryzowane fancluby, wspierają mnie w plebiscytach, konkursach. Muszę w tym miejscu koniecznie wspomnieć również o tym, że przysyłają mi przepiękne prezenty, z czego spora część jest ich własnoręcznym dziełem. W miarę możliwości kilka razy w roku udostępniam numer telefonu, pod którym jestem dostępna, w tym czasie każdy może ze mną porozmawiać.  Natomiast zawsze po koncertach zostaję jeszcze godzinę lub dwie, tak, aby wszystkie osoby, którym zależało na  wspólnym zdjęciu, autografie, czy też krótkiej rozmowie, miały taką możliwość.

Współpraca z zagranicznymi artystami na pewno mobilizuje, dodaje energii i… zmienia. Jak na ciebie wpłynęła współpraca z Dr Albanem,  Rikym Bryanem czy Dj-em Remo? Jak je wspominasz?

To prawda, tego typu współpraca na pewno bardzo inspiruje oraz pozwala spojrzeć na pewne zagadnienia z zupełnie innej perspektywy. Praca z Dr Albanem była dla mnie niezwykłym przeżyciem. Kiedy byłam małą dziewczynką jego piosenki górowały na listach przebojów. Gdyby w tamtym czasie ktoś powiedział mi, że w przyszłości wspólnie coś nagramy to nie uwierzyłabym mu. Sama współpraca była dla mnie z jednej strony dużym wyróżnieniem, z drugiej natomiast sporym wyzwaniem. Dr Alban to człowiek pełen pozytywnej energii, pomysłów, i optymistycznego nastawienia do życia. Podczas nagrań miałam również okazję poznać Andersa Nymana (członka grupy Guru Josh Project - autorzy słynnego hitu "Infinity"), który to był producentem naszej wspólnej piosenki. Z Rikym Bryanem stworzyłam romantyczną balladę „Don't Be Scared”. Myślę, że Riky jest młodym zdolnym wokalistą, który może jeszcze sporo osiągnąć. Natomiast z Dj-em Remo nagrałam kilka wspólnych piosenek, które trafiły później na jego album, bardzo miło wspominam tę współpracą, a sam Dj Remo jest pozytywną i zakręconą osobą. Gdybym miała wybrać naszą najlepszą wspólną piosenkę postawiłabym na bardzo fajny taneczny kawałek „You Can Dance”. 

Ogłosiłaś też w wakacje na swoim profilu facebook konkurs dla raperów, którego zwycięzcą został artysta NatStar. Skąd pomysł na rap?

To był wspólny pomysł, mój oraz mojego producenta St0ne'a. Zasady były bardzo proste, na bycie przygotowanym przez St0ne'a uczestnicy konkursy mieli zaprezentować siebie. Konkurs cieszył się sporym odzewem. Spośród nadesłanych propozycji, jedna szczególnie i wyraźnie przykuła moją uwagę. Autorem tej propozycji był właśnie NatStar. Ponieważ nagrodą w tym konkursie była możliwość nagrania wspólnego utworu rozpoczęliśmy nad nim pracę. Jej rezultatem była piosenka „Choose To Believe”, do której zrealizowany został również teledysk.

W Szwajcarii zakwalifikowałaś się do grupy 9 artystów reprezentujących ten kraj na Eurowizji. To nie twój pierwszy wkład w zagraniczne Eurowizje (Ukraina, Białoruś). Twoja autorska piosenka „I’m not afraid” spodobała się. Teraz trzymamy kciuki, aby to ona wygrała.

Bardzo mi miło, że zostałam doceniona za granicami Polski i dostałam szansę pokazania się szwajcarskiej publiczności. Wydawało mi się to rzeczą niemożliwą i nieosiągalną, rywalizowałam ze 150 wykonawcami ... a jednak się udało! Dzięki tej przygodzie zyskałam wielu fanów z zagranicy. W tym miejscu chciałam serdecznie podziękować wszystkim osobom, które oddały na mnie głosy!

Wiem, że nie możesz na razie zdradzić nam szczegółów twojej włoskiej współpracy, ale… czy możesz nam opisać z grubsza tego tajemniczego atystę?

Zdecydowanie tak! W tym momencie nie chciałabym zdradzać szczegółów, aby nie zapeszać. W każdym razie jego piosenki wywarły na mnie spore wrażenie, a jego samego natomiast cechuje szczególne podejściem do muzyki, do tego co robi, do tego w co wierzy. Mam tu na myśli szczerość jego przekazu oraz osobiste zaangażowanie w twórczość. Jest to wyczuwalne w każdej jego piosence i nadaje jego twórczości bardzo osobisty charakter.  

Gosiu, ze słodkiej, romantycznej wokalistki zmieniłaś się  w ostatnim polskim albumie w prawdziwą wojowniczkę. WGosia Andrzejewicz / foto: Andrzej Kubik piosence i albumie o tym tytule, jak wspomniałaś wyzej, twoim ulubionym,  śpiewasz: „Nigdy się nie poddam, wojowniczki dusze w sobie mam”. O co walczysz? Czy zawsze byłaś taka wojownicza?

Nawet w przedszkolu nie byłam grzeczną dziewczynką [śmiech]. Odkąd pamiętam zawsze byłam wojowniczką. Gdybym nie miała w sobie tych walecznych cech nie mogłabym uprawiać mojego zawodu. Zawsze byłam też romantyczką. Po prostu łączę w sobie wiele na pozór przeciwstawnych cech, które tworzą moją skomplikowaną osobowość. O co walczę? Odkąd sięgam pamięcią wstecz to myślę, że zawsze walczyłam przede wszystkim o marzenia. O to, aby moje myśli mogły nabrać materialnej formy i zaistnieć. Myślę, że każdy z nas powinien walczyć o swoje marzenie, bo jeśli my tego nie zrobimy, to raczej nikt inny za nas tego nie zrobi.

Mało kto wie, że jesteś również pianistką, masz jazzowe korzenie i piszesz swoje teksty. Osobiście nie mogę się doczekać, żeby cie usłyszeć w jakiejś pięknej balladzie na fortepianie w stylu Alicii Keys.

Pisanie tekstów oraz komponowanie piosenek zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce. Trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, w której z jakiegoś powodu nie mogłabym tego robić. Myślę, że właśnie dlatego moje piosenki są mi takie bliskie. Staram się zawrzeć w nich jak najwięcej emocji, pewnych wewnętrznych przemyśleń, tego wszystkiego, czym chcę się podzielić ze słuchaczami. Romantyczna ballada … fortepian … brzmi to dla mnie wyjątkowo intrygująco. Bardzo chciałabym zaśpiewać właśnie taką piosenkę na festiwalu w Sanremo.

W tym momencie pracujesz nad nową płytą. Co to będzie? Pozostaniesz przy swoim stylu pop-dance, czy może zaskoczysz fanów czymś nowym?

Obecnie prace nad moją płytą powoli zbliżają się ku końcowi. Materiał, który na niej się znajdzie, powstawał na przestrzeni kilku lat. W wypadku tego albumu postanowiłam dać sobie znacznie więcej czasu, nie chciałam wytyczać jakiś ścisłych terminowych granic, chciałam po prostu skupić się tylko i wyłącznie na piosenkach. Myślę, że będzie to mój najdojrzalszy album, zdecydowanie bardziej zróżnicowany stylistycznie niż poprzednie.  Znajdą się na nim piosenki utrzymane w stylistyce klubowej, ballady oraz utwory utrzymane w popowych klimatach. Do współpracy nad tą płytą zaprosiłam wielu artystów i producentów z różnych części świata, w tym Deana Kealina - nauczyciela Michaela Jacksona. Dean pokazał mi jak w pełni mogę wykorzystać mojej możliwości wokalne. Myślę, że odmienność kulturowa osób zaangażowanych w tą płytę oraz warunki w jakich powstawały utwory, w moim odczuciu nadają jej szczególny charakter.

rozmawiała Joanna Longawa