Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
01
Pn, marzec

Karnawał  2011  Polaków  z Rzymu i Castelli romani odbył się  26 lutego 2011  w Ciampino koło Rzymu, w  znanym i lubianym  Compleksie Pala Cavicchi. Na imprezę zorganizowaną  przez Bożenę Wróblewską i Edytę Felsztyńską przybyło około  210 osób, w tym ponad 25 dzieci  poprzebieranych w najróżniejsze  bajkowe postacie.

Przebrali się też niektórzy dorośli w bardzo ciekawe stroje, byli więc lekarze, Zorro  oraz  postacie z lat 20  i  30.

Obecnych gości przywitał Federico Petrozzi wierszem pt. “Carnevale”.

Dobra kolacja,  fajna  muzyka serwowana przez  DJ  Francesco - wszystko to sprawiło, iż jak zawsze była to bardzo udana impreza.

Zdjęcia i tekst:  Justyna Markiewicz.


Następna inicjatywa organizatorek to polski  piknik , którego organizacja  planowana jest na koniec maja  - początek  czerwca 2011.  Wszelkie informacje oraz  rezerwacja miejsc  do 20 maja  pod numerami  tel. 3389245961; 3286126364.

Od dzisiaj wortal poradniczo-narzędziowy  Prawo.wieszjak.pl , w którym można znaleźć praktyczne porady prawne z niemal każdej gałęzi prawa został nowym partnerem Naszego Świata.

Autorami porad są praktycy prawa, przede wszystkim adwokaci i radcowie prawni. Prawo.wieszjak.pl to także społeczność internautów, którzy aktywnie dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami na forum.
Całość wortalu została podzielona na sześć serwisów (Praca, Nieruchomości, Sprawy karne, Sprawy rodzinne, Konsument i umowy, Sprawy urzędowe). Oprócz tego wortal zawiera wiele przydatnych narzędzi, kalkulatorów, a także setki darmowych wzorów pism i umów, które przydają się w codziennym życiu.

12 lutego odbyła się czwarta polska kolacja w miejscowości Mulino. Spotkaliśmy się w licznym gronie polsko–włoskim.

Spotkaliśmy się w licznym gronie polsko–włoskim. Kuchnia polska podbiła włoskie serca, a właściwie żołądki, a nam Polakom przywiodła na myśl smakowite obiadki w gronie rodzinnym.

Miłym zaskoczeniem był  dla nas sukces naszej grochówki. Zupa ta nie jest znana we Włoszech, gdyż jak wiadomo groszek jest zjadany tutaj tylko w postaci zielonej. Dojrzałego grochu we Włoszech ani śladu. Stąd też ze strony włoskiej części gości często padały pytania: "Con che cosa è stato fatto questo minestrone?".

Nie wyliczając innych smakołyków serwowanych tego wieczoru. Nikt z obecnych nie zauważał mijającego czasu, tak więc nim się spostrzegliśmy nadszedł czas na loterię, która co roku zwieńcza naszą kolację. Loteria, którą udało nam się przygotować przy udziale rodziców z "Jeleniogórskiego Stowarzyszenia Rodzin i Przyjaciół Dzieci z Zespołem Downa" oraz przy współpracy z panią Katarzyną ze sklepu polskiego "Biało-Czerwona" w Bolonii. Przy organizacji loterii  pomagała nam również pani Emilia z  Polskiego Konsulatu Honorowego  w Bolonii, a także Wydział Promocji, Wydział  Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miasta Jeleniej Góry.

Loteria zakończyła się po północy, wszystkie fanty zostały rozdane, ale dla nas największą satysfakcją było to, iż pomimo późnej pory, nikt nie śpieszył się do powrotu do domu. Tak więc i  tym razem nasze spotkanie z kuchnią polską zakończyło się sukcesem.

Jak co roku nasza inicjatywa ma na celu zdobycie funduszy dla organizacji pozarządowych w Polsce. Dzięki dofinansowaniu naszej inicjatywy ze stony Konsula Honorowego z Bolonii Pana Corrado Salustro, również   w tym roku udało  nam się zebrać pieniądze  dla naszych małych przyjaciół z Polski.

Dzięki uprzejmości naszego gościa - Stanisławy Steciak-Branchi,  możemy podzielić się z czytelnikami niektórymi  miłymi chwilami z naszego spotkania, uwiecznionymi na zdjęciach.

Następne spotkanie odbędzie się pod koniec czerwca, tak aby znów móc delektować się specjałami naszej kuchni. Wszyscy mile widziani.

Dorota Wiśniewska
Raffaele Bulzaga

16 lutego w Teatro Vittoria w Turynie odnbbył się koncert Gai Kunce, pianistce z Krakowa, która zaprezentowała  utwory polskich Żydów: Józefa Wieniawskiego (1837-1912), Ignacego Friedmana (1882 -1948) i Alexandra Tansmana (1897-1986). Występ został poprzedzony wstępem, przygotowanym przez muzykologa Enrico Fubini.

Koncert ten był próbą zilustrowania silnej więzi kulturowej narodu żydowskiego i polskiego. Z korzyścią dla obu stron i nie prowadząc do szczególnych napięć, wspólnota żydowska rozrastała się integrując z Polakami przez wiele wieków, począwszy od pierwszych ruchów migracyjnych w XII w. aż do wybuchu II Wojny Światowej.

Pod koniec XIX w. w Warszawie mieszkało około 300 tys Żydów. W większości mieli oni wysoki status społeczny, byli wykształceni, często należeli do promotorów nowoczesnych trendów w życiu gospodarczym i intelektualnym kraju i cechowało ich mocne poczucie tożsamości polskiej. Ponadto w mieście działało wiele zreformowanych synagog, w których kazania wygłaszane były w języku polskim.

W chwili wybuchu II Wojny Światowej żyło w RP około trzech milionów Żydów, co stanowiło 10% całej populacji. Trzy miliony ludzi, którzy pozostawili niezatarty ślad w kulturze polskiej. Koniec tego świata wyznaczył najazd nazistów na Polskę i ich decyzja o  “likwidacji” kwestii żydowskiej.

Co pozostało z więzi wspólnoty polsko-żydowskiej do dziś?
We wschodnich regionach Polski można jeszcze spotkać synagogi, szkoły religijne (cheder) i rytualne łaźnie (mikveh). Ponadto, wojenną gehennę przetrwały sztuki teatralne, filmy oraz muzyka. I to właśnie dzięki utworom muzycznym i ich uniwersalnemu językowi możemy, chociaż w części, przywołać zaginiony świat, który pozostawił tak wielką pustkę w kulturze obu narodów.

Koncert został zorganizowany przez Konsulat Honorowy Rzeczpospolitej Polskiej w Turynie, Urząd Miasta w Turynie – Asesorat do spraw Współpracy i Kontaktów Międzynarodowych, Wspólnotę Żydowską w Turynie oraz Ognisko Polskie w Turynie, przy wsparciu Konsulatu Generalnego RP w Mediolanie.

„Papież wchodząc na pokład samolotu powiedział do mnie:
- Jesteśmy w Waszych rękach Kapitanie -
Na co mu odpowiedziałem: -Tak naprawdę to jesteśmy w rękach Boga, Ojcze Święty -
A on śmiejąc się stwierdził: - To prawda.”



Renato De Guz, to emerytowany pilot włoskiej All'Italia, który miał okazję kilkakrotnie wozić po świecie świętej pamięci Jana Pawła II.

Kiedy pytam go o Papieża, uśmiecha się z satysfakcją i zamyślony rozpoczyna wspomnienia, rozkładając swoje fotografie na których widnieje w towarzystwie Jana Pawła II.

Jak to się stało, że został Pan wyselekcjonowany do prowadzenia papieskiego samolotu i towarzyszenia Papieżowi w jego podróżach?
Piloci All’Italia byli wybierani do prowadzenia samolotu papieskiego na zasadzie zdobytego doświadczenia i umiejętności. Tak się złożyło, że wówczas byłem już pilotem z wieloletnim doświadczeniem, w związku z tym wielokrotnie podróżowałem z Ojcem Świętym, towarzysząc mu w jego pielgrzymkach i wizytach po całym świecie.

Jak wyglądały takie loty samolotem z Papieżem, kto Wam towarzyszył?

Lataliśmy po całym świecie. Dla Papieża był przygotowywany specjalny samolot, inny od typowych samolotów pasażerskich jakie znamy. Z reguły w podróżach z Papieżem towarzyszyli mu inni dostojnicy kościelni, specjalnie wyselekcjonowana obsługa samolotu, a także dziennikarze, którzy towarzyszyli Papieżowi. Sam Ojcec Święty posiadał swój pokój, w którym mógł odpoczywać podczas długich godzin lotu, np. z Rzymu na Alaskę.

Gdzie Pan miał okazję latać z Papieżem i jakie podróże z Ojcem świętym najbardziej utkwiły Panu w pamięci?

Podróże, które wspominam do dziś ze względu na ich wyjątkowe okoliczności, to m.in. lot do Buenos Aires w połowie czerwca 1982 roku. Kiedy to na przełomie marca i czerwca doszło do konfliktu zbrojnego zwanego wojną o Faklandy Malwiny, między Argentyną a Wielką Brytanią.

Pamiętam, jakby zdarzyło się to wczoraj, kiedy to Ojciec Święty zaraz po przylocie, wyszedł z samolotu i pocałował ziemię argentyńską. Byłem pod wrażeniem tej sceny. Myślałem wówczas o toczącej się wojnie i o tym, że jeszcze kilka dni wcześniej Papież przebywał w Wielkiej Brytanii. Mogłem sobie tylko wyobrażać, jakie poważne obowiązki na nim spoczywały.

Z drugiej strony obserwowałem Jana Pawła II - głowę kościoła katolickiego, który mimo swej pozycji i powagi sytuacji, umiał zawsze znaleźć czas na wszystko i na krótką rozmowę z każdym. Nawet w tak trudnej jak wówczas sytuacji, kiedy to jechał do kraju ogarniętego wojną. Zachowywał się on w stosunku do wszystkich jak przeciętny człowiek. Zawsze skromny, cierpliwy i dyspozycyjny. To zawsze mnie wzruszało i wzbudzało mój podziw, podczas tych niezapomnianych, wspólnych podróży z Ojcem Świętym.

Kolejna wyjątkowa podróż, podczas której miałem okazję towarzyszyć Ojcu świętemu, to lot do Fairbanks w stanie Alaska. Było to 12 maja 1984 roku, kiedy to Papież Jan Paweł II spotkał się z ówczesnym prezdentem USA – Ronaldem Reganem. Była to niezapomniana, długa podróż kontynuowana dalej przez Koreę Południową, Papuę Nową Gwineę, Wyspy Salomona i Tajlandię.

Proszę opowiedzieć o momentach , kiedy to miał Pan okazję obcować z Ojcem świętym
Ojciec Święty miał zawsze wiele spraw na głowie, a etykieta nie pozwalała mu specjalnie na zbyt długie rozmowy z osobami spoza jego najbliższego otoczenia. Mimo to, on zawsze sam chętnie ucinał sobie pogawędkę z nami pilotami, tak jakby próbował na chwilę odciąć się od swojej roli głowy kościoła i być normalnym, przeciętnym człowiekiem. Umiał rozmawiać z każdym i o wszystkim, o pogodzie, rodzinie, naszej pracy. Roztaczał w swoim otoczeniu niesamowitą aurę spokoju, bez względu na okoliczności. Nawet wówczas kiedy to lecieliśmy do Argentyny, a był to bardzo trudny moment dla Papieża, on mimo nerwowej atmosfery, emanował spokojem, dostojeństwem i dawał ogromne poczucie bezpieczeństwa.

Papież był również bardzo pogodnym człowiekiem, miał spore poczucie humoru. Swym uśmiechem i żartami rozpraszał napiętą atmosferę. Pamiętam też pewną zabawną historię, kiedy to Papież wchodząc na pokład samolotu powiedział do mnie:

- Jesteśmy w Waszych rękach Kapitanie -
Na co mu odpowiedziałem: -Tak naprawdę to jesteśmy w rękach Boga, Ojcze Święty-
A on śmiejąc się stwierdził: - To prawda.-

Czym różniły się podróże z Papieżem od lotów z innymi ważnymi osobistościami?
Towarzyszenie Ojcu świętemu w jego podróżach było odmienne od akompaniowania innym osobistościom np. politykom, bądź dostojnikom kościoła. Mimo, że były to specjalne papieskie samoloty, odpowiednio dobrana załoga i często wyjątkowa, nieco napięta atmosfera, Ojciec Święty zawsze swym zachowaniem starał się tak zachowywać, byśmy się czuli w jego towarzystwie swobodnie. Było to niesamowite. W przypadku wielu poważnych sytuacji, on zawsze umiał rozproszyć nerwową atmosferę i ukoić wszystkich dobrym słowem, gestem. A przecież to na nim spoczywała cała odpowiedzialność i ciężar danej sytuacji! My tylko mu towarzyszyliśmy i obserwowaliśmy jak zmienia historię.

Czy w tamtych czasach przyszło Panu do głowy, że być może towarzyszy Pan w podróżach przyszłemu świętemu?
Nie, nie przyszło mi to do głowy, chociaż już wtedy wyczuwało się, że Karol Wojtyła jest niesamowitym człowiekiem i wyjątkowym Papieżem, który swą postawą umie wpłynąć na wydarzenia i zmieniać bieg historii na skalę światową.

Jakie jest Pana zdanie na temat beatyfikacji Jana Pawła II?
Przewidywałem, że do tego dojdzie. Beatyfikacja Jana Pawła II nie jest dla nas niespodzianką. Wszyscy wiedzieliśmy, że prędzej czy później do tego dojdzie, ponieważ Karol Wojtyła był wyjątkowym człowiekiem. To wydarzenie można było już przewidzieć podczas pogrzebu Papieża, kiedy to tłumy skandowały o nim „Święty od zaraz”.

Dziękuje za rozmowę

Monika Zakrzewska
www.polskaitalia.com



Fotografie z prywatnego albumu Renato De Guz, włoskiego pilota, który latał z Janem Pawłem II.

Rafał Kosidło (30 lat) w listopadzie ubiegłego roku uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu w Rzymie. Z powodu urazu kręgosłupa jest sparaliżowany od pasa w dół. 31 grudnia został przeniesiony do szpitala rehabilitacyjnego San Rafaele w Velletri k. Rzymu. Problem w tym, że nie rehabilitują go, bo szpital nie ma pieniędzy.

Czytaj: Wypadek Rafała Kosidło

- Najpierw był problem z wózkiem inwalidzkim – mówi, żona pana Rafała, Bożena Kosidło. Szpital nie ma wystarczającej liczby wózków. - Mijał dzień, tydzień, kolejne naście dni i nic – wózka jak nie było, tak nie było. W końcu udało mi się go pożyczyć od znajomej rodziny.

- W ciągu trwającego już ponad 2 miesiące pobytu w San Rafaele zaledwie sześć razy Pana Rafała wzięto na sale gimnastyczną na zajęcia rehabilitacyjne. Ordynator tłumaczy, że nie rehabilitują go jak się należy, bo placówka nie ma pieniędzy.

- Próbuję załatwić przeniesie męża do innego szpitala, jednak czas oczekiwania na wolne miejsce trwa kilka miesięcy. Szybciej można uzyskać przeniesienie tylko dzięki znajomościom wśród lekarzy, a tych nie mamy – tłumaczy Pani Bożena.

Nie tylko stan fizyczny Pana Rafała nie uległ polepszeniu, przytłacza go też depresja.

Państwo Kosidło mają dwoje maleńkich dzieci (starszy synek chodzi do przedszkola, a młodszy do żłobka). Pani Bożena z trudem wiąże koniec z końcem. Pracuje, opiekuje się dziećmi, codziennie jeździ do męża do szpitala, który nie wytrzymałby tego piekła bez jej wsparcia. Jednak to, co udaje jej się zarobić nie wystarcza na pokrycie wszystkich bieżących opłat i wydatków.

Potrzebna pomoc

- Bardzo byłabym wdzięczna, gdyby ktoś pomógł mi załatwić przeniesienie męża do innego szpitala rehabilitacyjnego, tzn. takiego, który nie tylko z nazwy będzie rehabilitacyjny – mówi Pani Bożena.

Okażmy serce dzieciom Państwa Kosidło
Państwo Kosidło najbardziej martwią się o dzieci.
Pani Bożena jest wdzięczna włoskiej, znajomej rodzinie, że daje jej ubranka, z których wyrosły ich dzieci, bo od wypadku męża nie może sobie pozwolić na żadne wydatki ekstra.
Z obecnego, jakże skromnego dla czteroosobowej rodziny budżetu, ledwo wystarcza jej pieniędzy na zakup pieluszek i przekąsek, (tzw. „merendine”), które trzeba zanieść dzieciom do żłobka  i przedszkola na podwieczorek.

W imieniu Państwa Kosidło z góry dziękujemy ludziom dobrego serca, którzy zechcą podarować dzieciom pieluszki i słodycze.

Kontakt z Panią Bożeną: tel. 389 098 90 76.

Danuta Wojtaszczyk

Na zdjęciu Rafał Kosidło z synkami: 4-letnim Danielem i 2,5 letnim Łukaszem. Zdjęcie zrobione w szpitalu San Rafaele w Velletri, 3 marca br.

Podziękowania

Podziękowania dla:

Darka Bień za naprawę samochodu,

Kolegów parkecistów za wsparcie finasowe w najtrudniejszym pierwszym miesiącu

Beaty i Bogdana Psuch za ogólną pomoc

Kaśki i Justyny Ożóg oraz Damiana Mazur za zorganizowane święta i zakupy

Wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób byli blisko.

Z całego serca dziękuję!

Bożena Kosidło

Chciałabym się dowiedzieć, kiedy należy się pracownikowi, mieszkającemu z pracodawcą dodatek za wikt i opierunek, czyli viito e alloggio?

Według Zbiorowego Narodowego Kontraktu Pracy CCNL colf i badanti, dodatek vitto e alloggio brany jest pod uwagę w przypadku pracowników mieszkających wraz z pracodawcą, do określenia wysokości składki, czyli contributi. Oznacza to, że pracownik nie otrzymuje tej kwoty, jest ona jedynie doliczana do dziennego wynagrodzenia w celu obliczenia wysokości składki, jaką należy wpłacić do INPSu.

Dodatek ten doliczany jest także, i w tym przypadku pracownik musi go otrzymać, do wyliczenia trzynastej pensji, która przysługuje wszystkim zatrudnionym pracownikom i musi być co roku wypłacana do końca grudnia.

Przykład:
Zarabiając 700 euro miesięcznie, wysokość trzynastej pensji powinna wynieść 700 euro + 4,93 euro (wysokość dodatku ditto e alloggio) x 26 (dni pracy w miesiącu).
W tym przypadku pracownik powinien otrzymać 700 euro + 128,18 euro (wysokość dodatku w skali miesiąca). Do wypłaty: 828,18 euro (wysokość trzynastej pensji).

W 2010 roku wysokość dodatku wynosiła 4.93 euro dziennie (obiad i/lub śniadanie: 1,72 euro; kolacja: 1,72 euro; mieszkanie: 1,49 euro).

opr. Anna Malczewska