Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
01
Pn, marzec

Ekspert: Monika Dąbrowska – prezes Polskiej Organizacji Franczyzodawców i franchising menedżer McDonald’s Polska odpowiedziała na pytania internautów – zapis czatu.

Główne tematy rozmowy:
Co to jest franczyza
czym jest franchising; jakie są jego wady i zalety; jakie są typowe branże w których funkcjonują firmy franchisingowe; gdzie szukać informacji o franchisingu
Inwestycja we franczyzę
ile trzeba zainwestować aby zostać franczyzobiorcą; po jakim czasie inwestycja we franchising się zwraca; jaka jest opłacalność franchisingu; jakie wymogi musi spełnić kandydat na franczyzobiorcę; jak długo trwa procedura wyłaniania franczyzobiorcy; jakie kwestie reguluje umowa franchisingu; konsekwencje konfliktu franczyzodawcy z franczyzobiorcą; konsekwencje upadłości franczyzodawcy
Wsparcie w ramach franczyzy
na jaką pomoc ze strony franczyzodawcy może liczyć franczyzobiorca; czy franczyzodawca może pomóc w uzyskaniu kredytu przez franczyzobiorcę

CO TO JEST FRANCZYZA
Andrzejewski: Czy mogłaby Pani tak przystępnie wyjaśnić, dlaczego warto wejść w tą franczyzę? To znaczy co to jest, dlaczego lepiej to robić niż zakładać tylko własną firmę?
Monika Dąbrowska: Franczyza pozwala ominąć etapy wymyślania własnej koncepcji biznesu. Można skorzystać ze sprawdzonego konceptu biznesowego. Płaci się za to pewną część dochodu ale w zamian otrzymuje się niezbędne szkolenia i cały know how o firmie.

 

Z inicjatywy ambasady RP przy Stolicy Apostolskiej w polskim kościele św. Stanisława w Rzymie odprawiona została dzisiaj rano msza św. w intencji ofiar katastrofy w Smoleńsku. Modlono się o zgodę wśród Polaków i pojednanie między narodami – podaje PAP.

- Dziś kończąc okres żałoby modlimy się za nich prosząc miłosiernego Boga, aby przyjął ich do siebie, ale modlimy się także za nasz naród, w kraju i poza jego granicami, abyśmy umieli odczytywać sens tej tragedii w duchu Ewangelii, a nie polityki, a posiew krwi tych wybitnych i tych zwyczajnych naszych rodaków, by owocował zgodą, a nie kłótnią, jednością, a nie podziałami, miłością, a nie zawiścią - mówił ks. Ptasznik z watykańskiego Sekretariatu Stanu.

- I prosimy też, aby to bolesne doświadczenie umacniało pokój i wzajemne zrozumienie między narodami - dodał ksiądz Ptasznik.

31 marca w auli Radia Watykańskiego z inicjatywy Osservatorio Romano sulle Migrazionie  Caritas - Camera di Commercio Prowincji Rzymskiej przy współpracy z Radiem Watykańskim  odbyła się konferencja z udziałem przedstawicieli Polonii włoskiej poświęcona charakterystyce emigracji polskiej we Włoszech.

Inicjatorami spotkania byli Franco Pittau i Renato Marinaro – redaktorzy ”Dossier Statistico Immigrazione” Caritas/Migrantes, a gospodarzem wieczoru ks. Federico Lombardi z Radia Watykańskiego.

W konferencji wzięły udział ważne postacie ze środowiska Polonii włoskiej, a także reprezentanci struktur włoskich.

Podejmowano tematy, dotyczące kształtowania się Polonii włoskiej na przestrzeni lat, jej związków i kontaktów z postaciami historycznymi Włoch, oraz przedstawicielami rządu włoskiego. Omawiano również kwestię statystyk, odzwierciedlających zmiany zachodzące wewnątrz społeczności polskiej we Włoszech.


Ponadto, mówiono o tym jak przedstawia się obecna sytuacja Polonii włoskiej, jakie są formy pomocy dla polskich imigrantów oraz co ma do zaoferowania Polakom, którzy osiedlili się we Włoszech, rząd włoski.

Na uwagę zasługuje wypowiedź Ewy Błasik – sekretarza Cisl Rzymui Lacjum,  która mówiła o kilku falach napływu Polaków do Włoch, nawiązując do różnych wydarzeń historycznych stymulujących zjawisko migracji ludności polskiej na Półwysep Apeniński.

Pani Błasik podkreśliła, iż obecnie Polonia włoska  jest mniej liczna aniżeli w latach osiemdziesiątych XX wieku. Jednak mimo wszystko, plasuje się ona w czołówce najliczniejszych wspólnot narodowych krajów unijnych we Włoszech, reprezentowaną przez 105.608 polskich  emigrantów (dane z Dossier „Statistico Immigrazione” Caritas/Migrantes).
Jak pokazują statystyki, większość rodaków mieszka w dużych aglomeracjach, takich jak: Mediolan, Rzym, czy Neapol.
Pani Błasik zwróciła również uwagę na „kobiece” oblicze dzisiejszej Polonii włoskiej. Prawie 70% Polaków we Włoszech stanowią kobiety, z których przeważająca większość pracuje w charakterze pomocy domowych i opiekunek.
Jak zauważono, często bywa tak, że Polacy  żyjący we Włoszech, ze względu na różne trudności  zmuszeni są wykonywać prace poniżej swych kwalifikacji i nierzadko Polki z powodu napotykanych problemów pozostają w roli opiekunek i pomocy domowych przez całe swoje życie zawodowe.

Polacy legalnie pracujący we Włoszech, jak pokazują statystyki przeprowadzone przez Dossier Statistico Immigrazione Caritas/Migrantes, przeważają głównie w takich sektorach jak: rolnictwo, przemysł i usługi (hotelarstwo, gastronomia, personel opiekuńczy). Do tego dochodzi również  fenomen migracji ruchomej, czyli zjawisko sezonowego napływu imigrantów polskich, głównie w sezonie letnim.

Z drugiej jednak strony odnotowuje się napływ młodej imigracji Polaków, którzy przybywają na studia, tudzież na wymiany studenckie do Włoch, po czym decydujących  się tu osiedlić na stałe. Zazwyczaj nie mają oni większych trudności z odnalezieniem się  na włoskim rynku pracy i  podejmują zatrudnienie zgodnie ze swym wykształceniem, głownie w takich sektorach jak: informatyka i medycyna.

Duchowni polscy również mają wpływ na kreowanie obrazu Polonii włoskiej. Wielu księży skupia się na pracy z Palkami we Włoszech, tworząc miejsca spotkań np.  przy polskim kościele św Stanisława w Rzymie. Tworzą oni  też szkoły katolickie i centra pomocy, zazwyczaj zlokalizowane przy kościołach.

Ks.  Adam Dalach – Krajowy Koordynator Polskiej Emigracji we Włoszech podkreślił w swym wystąpieniu, że Polacy we Włoszech będąc przywiązanymi do swych korzeni, kontynuują polskie tradycje katolickie i mimo wielu wyrzeczeń, poświęcenia dla rodziny, kraju, jak i Włoch, próbują realizować własne cele.

Z kolei,  ks. Paweł Ptasznik - rektor  kościoła polskiego św. Stanisława w Rzymie, podjął temat  zarówno powracającej do kraju Polonii włoskiej jak i tej osiadłej we Włoszech, starzejącej się już społeczności polskiej. Ci ostatni, związani z kościołem polskim chętnie korzystają z oferowanej im pomocy, poprzez szeroko pojmowane poradnictwo.  Chętnie integrują się oni  ze społeczeństwem włoskim, poprzez imprezy kulturalne,  kursy językowe, czy też działalność polskiej szkoły katolickiej w Rzymie i w Ostii, kultywując jednocześnie polskie tradycje i kulturę.    

Reprezentanci włoskich stowarzyszeń, a wśród nich m.in. Antonio Napolitano z Inail Lazio, podjął temat nielegalnie zatrudnianych pracowników polskiego pochodzenia i ryzyka związanego z wykonywaniem pewnych zawodów. Przy okazji zapewnił on, że Polacy i ich rodziny pracujący na czarno, mogą liczyć na pomoc ze strony INAIL (oddziału zakładu ubezpieczeń społecznych zajmujących się wypadkami przy pracy ). Pomoc ta jest oferowana dzięki temu, że instytucja INAIL dąży do wspólnej współpracy z imigrantami, co daje w efekcie pozytywne rezultaty.

Na temat  pomocy i rodzajów oferowanych form opieki nad polskimi imigrantami we Włoszech, wypowiedziały się również Maria Marta Farfan oraz Giustina Rondinelli - przedstawicielki Inas-Cisl.
Opowiadały  one o proponowanej opiece dla pracowników,  a także podejmowały kwestie  dokumentów „pobytowych” (wł. documenti di soggiorno).
Giustina Rondelli zwróciła uwagę na to, że nowa, w przeważającej części reprezentowana przez kobiety Polonia włoska, pozostaje w cieniu. A w związku z tym, że miejscem pracy większości Polek jest dom ich pracodawcy, wypadki przy pracy, które się zdarzają nie są zgłaszane i są zazwyczaj zatuszowywane. Dzięki współpracy z organizacjami polonijnymi, podejmuje się kroki by zmienić obecny stan rzeczy i zapewnić Polkom pracującym n.p w roli „badante”, większą opiekę prawną i ochronę.
Kończąc swą wypowiedź Pani Rondelli podkreśliła, że wprawdzie polska społeczność szybko się integruje z włoskim społeczeństwem i jest dobrze wykształcona, jednak  często nie zna  swoich praw i nie wie jak bronić się przed wykorzystywaniem ze strony pracodawcy.

Danuta Gąszowska z Centro Servizi  per l’Immigrazione w Rzymi kontynuowała temat integracji -interakcji Polaków z narodem włoskim, a także podkreśliła że, Polacy w kwestii wykonywanej pracy we Włoszech, nie tylko nie znają swoich praw jako pracowników, ale i również nie znają swoich obowiązków.

Na koniec, Kamila  Kowalska Angelelli z Wydziału Konsularnego przy Ambasadzie RP w Rzymie, opowiedziała o kilku inicjatywach  Konsulatu skierowanych do Polaków mieszkających we Włoszech. Wspomniała m.in. o dniach konsultacji ze specjalistami ZUS , czy też o organizowaniu dyżurów konsularnych w miastach oddalonych od siedziby Konsulatu  Ambasady RP Włoszech.
Zakończyła ona swoją wypowiedź, opisując działalność szkoły polskiej w Rzymie, gdzie w tym roku uczniowie poza poznawaniem kultury polskiej, uczestniczą w serii wycieczek śladami związków polsko-włoskich na przestrzeni dziejów.

Wśród uczestników konferencji głos zabrał również reprezentant Stowarzyszenia Kulturalnego AIPRO w Rzymie organizacji zrzeszonej w Związku Polaków we Włoszech, Wojciech Janikowski, zwrócił uwagę na to, że obecnie działająca w ZPwW Polonia starzeje się, a młodzi Polacy we Włoszech nie są zainteresowani wstępowaniem do Związku.

Podsumowując,  podczas konferencji przedstawiono obraz części starzejącej się Polonii włoskiej, w większości reprezentowanej przez Polki w wieku przedemerytalnym, które wykonują prace poniżej swych kwalifikacji.

Z drugiej jednak strony, jak podsumowała zebranie Pani Konsul – Jadwiga Pietrasik, statystyki m.in. Dossier Statistico Immigrazione Caritas/Migrantes, bezbłędnie  odzwierciedlają również format nowoformującej się społeczności. Kolejnego pokolenia migrantów polskich, coraz częściej lepiej wykształconych, niezależnych i ceniących się na rynku pracy we Włoszech.  Pokazują obraz starej i młodej Polonii włoskiej, będącej jedną z najliczniejszych mniejszości we Włoszech - ponad 105 tysięcy).  Zarysowują oblicze Polonii włoskiej, być może najbardziej wyróżniającej się wśród innych emigrantów na Półwyspie Apenińskim, ze względu na umiejętność łatwej integracji ze społeczeństwem włoskim.

Źródło: PolskaItalia.com

W odpowiedzi na artykuł o polskich sprzątaczkach we Włoszech, który ukazał się na łamach PolskaItalia i w gazecie Nasz Swiat, napisała do nas Pani Karolina, opisując swoje doświadczenia z pracy w roli sprzątaczki we Włoszech.

Szanowni Państwo,
czytając artykuł, dotyczący polskich sprzątaczek we Włoszech, zainteresowały mnie wypowiedzi Pani Doroty i Natalii o ich doświadczeniach z pracy w roli Pań do sprzątania.

Mam na imię Karolina i mam trzydzieści lat, a we Włoszech przebywam od ponad pięciu.

Moje historie z pracą w roli sprzątaczki bywały różne. Niestety muszę potwierdzić, że przebywając na Południu Włoch, a dokładnie w Neapolu, można zaobserwować większość negatywnych aniżeli pozytywnych aspektów w kwestii czystości Włochów.

Potwierdza się fakt, że w większości przypadków Włosi są niechlujni. Pomimo tego, że nasze „włoskie Signore” starają się przedstawiać dookoła „obrazek ich lśniącego czystością domu”, to w rzeczywistości jest całkiem inaczej.

Czytaj także: Polskie sprzątaczki we Włoszech

I tak, znam panie z Neapolu, które potrafią wstać z samego rana (około godziny siódmej), by wyjść na balkon i pokazać się sąsiadkom. Po czym przez bitą godzinę wycierać metalowe zasłony na balkonie, często suchą szmatką, tylko po to by pokazać, że są czyścioszkami. Jednak tak naprawdę tą ścierką nic nie wycierają, ponieważ kurz i brud pozostają, ale to nieistotne, najważniejsze że się pokazały.

Poniżej przytaczam wiele innych historii, które przydarzyły mi się podczas pracy w roli sprzątaczki we Włoszech:

• Nie wylewaj brudnej wody, po umyciu podlogi do ubikacji, tylko do zlewu w kuchni (gdzie jest bezpośredni kontakt z jedzeniem i naczyniami), bo zrobi się osad z brudu w WC.

• Odsuń ten ciężki mebel i odkurz ten kwadrat podłogi, po czym umyj, wypoleruj i na koniec na kolanach jeszcze raz umyj wszystko wilgotną ścierką.
Następnie poczekaj aż wyschnie, a w miedzyczasie rób inne rzeczy - mówiła mi moja była chlebodawczyni. Gdy powiedziałam jej, że to strata czasu i lepiej poodsuwać wcześniej meble, tak by zrobić to szybciej, (bo na dwanaście pomieszczeń i cztery balkony nie dam rady wyrobić się w ciągu trzech godzin), usłyszałam odpowiedź oburzonej Pani Domu: - Jak nie dasz rady to znajdę inną osobę!
- Proszę bardzo, jak Pani znajdzie dziewczynę, która będzie biegać z językiem na wierzchu tak jak ja, do tego wyrobi się z tym wszystkim w ciągu nie trzech a zaledwie dwóch godzin, tak jak Pani sobie tego życzy, to o niej napiszę książkę - odpowiedziałam.
Nie otrzymałam odpowiedzi, ale twarz "Pani Domu „nadęła się”, po czym po dwóch minutach usłyszałam: - No dobrze to zostaw to i zajmijmy się łazienkami.

• Pracując u pewnej pani ekonomistki w Boże Narodzenie, dostałam rozkaz pomalowania łóżka jej 25-letniego syna: - Wiesz w święta będziesz tu sama, to pomalujesz łóżko Antonia farbą olejną, bo nie było malowane od 2 lat.
Na to moja odpowiedź: - Wstydziłaby się Pani proponować mi coś takiego w Swięta!
Pani Domu na to: - No jak to? Mój syn malował...
- Ja nie jestem Pani synem, ani malarzem - stwierdziałam stanowczo.
Na takie stwierdzienie, nie otrzymałam już żadnej odpowiedzi ze strony pani ekonomistki.

• Inna moja przygoda tak jak w wielu przypadkach Polaków z Południa Włoch, jest związana z walką o umowę o pracę. Kiedy byłam już u kresu cierpliwości w oczekiwaniu na zalegalizowanie mojej pracy, pewnego dnia dostarczyłam pani domu kontrakt dla sprzątaczek we Włoszech, ściągnięty z internetu. Wtedy zaskoczona pani domu odpowiedziała ze zdumieniem: - Jak ty to zrobiłaś? Skąd się dowiedziałaś?
- Pani jest ekonomistką i mnie o toi pyta? To chyba Pani powinna lepiej znać ustawy ode mnie będąc ekonomistką - odpowiedziałam.
Na to pani profesor nic nie odpowiedziała, tylko się oburzyła. Na drugi dzień przyniosła mi dokument (dimmisioni - wł. rezygnacja), myśląc nadal, że jestem na tyle niezorientowana, że podpisze nie wiedząc co to jest. Kiedy odpowiedziałam, że tego już za wiele, by próbować tak manipulować człowiekiem, zaczął mi grozić syn mojej pracdawczyni.
Na trzeci dzień, poinformowałam moją pracodawczynię, że jej syn mi groził, podczas jej nieobecności. Poza tym ostrzegłam ją, że jeśli taka sytuacja się powtórzy i jeśli nie zostanie zalegalizowana moja praca, co mi się należy, wówczas zgłoszę to do odpowiedniej instytucji. Na to dostałam odpowiedź w stylu: - Nic się nie martw.
Na czwarty dzień „Pani Domu” załatwiła wszystko w mgnieniu oka.

• Kolejny przypadek to Pani adwokat, na którą nie mogłam narzekać pomimo tego, że za każdym razem, tak jak prawie wszytkie tzw. "wyższe sfery włoskie”, uwielbiała mnie kontrolować i sprawdzać. Moją reakcją na to był śmiech. Kiedy zostałam zapytana dlaczego się śmieje, gdy wchodzi do pokoju, odpowiedałam: - Pracuje tu od roku, a Pani dalej sprawdza czy dobrze sprzątam, tak jakbym co tydzień sprzątała inaczej.

• Następna moja „przygoda” z włoską pracodawczynią, to rzucanie papierków i różnych innych, często mokrych rzeczy na podłogę, już po umyciu i wypolerowaniu marmurów.
Kiedy zwróciłam na to uwagę, bo w końcu to tak jakby robić na złość i nie doceniać mojej pracy, uzyskiwałam odpowiedź, że to moja wina. Wówczas przysłowiowo "oczy wyszly mi na wierzch" ze zdziwienia.
Koniec końców przyłapałam panią na gorącym uczynku, filmując ją kamerą z telefonu komórkowego. Od tamtej pory nie było ani śladu po papierkach.

• Inna historia: "Pani Domu" pyta się mnie co tydzień: - Co wlałaś do wiaderka by umyć podłogę?
Moja odpowiedź: - Droga Pani, zawsze to samo od dwóch lat!

• Kolejnym problemem, który zdarza się we włoskich mieszkaniach, to niespłukiwanie po sobie wody w ubikacji. To chyba zbyt ciężka praca dla Włochów, bo przecież oni nawet jak nie pracują, to są wiecznie zmęczeni...

• Pewnego razu jedna Włoszka nie mając ochoty wyprowadzić swojego psa na świeże powietrze, zrobiła dla swojego pupilka ubikację z gazet na balkonie. W rezultacie, pies tam załatwiał swoje potrzeby. Nie było to sprzątane przez tydzień. Tylko ja mogłam sprzątać odchody psa, no bo by się droga pani pobrudziła po swoim piesku...
Kiedy po miesiącu czasu wyczerpała się moja cierpliwość, nie czekając już tak jak mi kazano, codziennie sprzątałam balkon. Za każdym razem myłam podłogę i sprzątałam odchody psa.
Wówczas "Pani Domu" z oburzeniem zaprotestowała, twierdząc że tak często sprzątając, marnuje gazety i zapytała mnie: - Czemu sprzątasz w rękawiczkach?
Na to ja odpowiedziałam jej grzecznie: - Czy będzie Pani miło, jak nagle w trakcie sprzątania psich odchodów zawoła mnie pani do swojego 10-letniego syna, a ja go obejmę tymi „pachnącymi i czystymi” rękoma?
Odpowiedzią ze strony pani domu było: - Nie ależ absolutnie!
Ja na to: - No widzi Pani jak to dobrze czasami myśleć z wyprzedzeniem!

Najbardziej jednak śmieszy mnie we włoskiej kulturze to, że Włosi często tylko udają „czyścioszków”. W rzeczywistości zamiast brać prysznic, używają dezodorantów i na brudne ciało ubierają czyściutkie koszulę. Potem taka Signora czy Signore prawią nam morały i wznoszą głowy ponad chmury. A tak naprawdę, to częściej od wielu z nas „sprzątaczek” powinni się jeszcze wiele nauczyć...

Na szczęście po latach wyrzeczeń, ciężkiej pracy i poświęceń, mam godną i legalną pracę, lecz nie jako sprzątaczka, choć żadna praca nie hańbi.

Prawda jest niestety taka, że im bardziej na Południe Włoch, tym gorzej i trudniej o pracę i korzystne warunki. Trzeba ciągle walczyć o swoje, by nie być oszukiwanym, poniewieranym i wystawianym do wiatru.

Włosi dość często mają tendencję wykorzystywać drugą osobę, szczególnie gdy tylko usłyszą obcy akcent. Nawet jak im się nie uda, to i tak będą próbować cię oszukać.

Z drugiej jednak strony, znam wiele rodzin i osób, które teraz są moimi przyjaciółmi, właśnie tutaj na Południu Włoch. Są to porządni, kulturalni ludzie i nie traktują mnie z góry tylko dlatego, że jestem „straniera”. Jeśli chodzi o Południe, Włosi są bezpośredni i życzliwi, (no może czasem zbyt bezpośredni).

Do tego ich kuchnia jest wyśmienita, a krajobrazy w Neapolu, mimo wszystko, są wyjątkowe i zapierające dech w piersiach. Jeśli ktoś wybiera się w podróż do Neapolu, z pewnością nie pożałuje.
Tylko w kwestii robienia porządków, troche się jeszcze muszą poduczyć.

Tymi słowami żegnam Was i życzę Redakcji nadal tak wspaniałych artykułów, a Naszym paniom do sprzątania wytrwałości i walki o swoje.

Karolina

4 kwietnia br. w Instytucie Cassiano na Via Ariosto 1 w Imoli została zainaugurowana wystawa poświęcona historii maskotki 2. Korpusu Polskiego, szeregowego Wojtka - misia.

Historia ta została opowiedziana w formie komiksu zrealizowanego przez młodzież z Zespołu Szkół Tekstylno-Handlowych w Żaganiu przy współpracy z uczniami Zespołu Szkół Średnich Paolini-Cassiano w Imoli.

O polskich dziadkach, wspomnieniach o życiu w PRL, ulubionej komedii i planach badawczych na przyszłość z Vittorio Marone rozmawia Danuta Wojtaszczyk.

Do kanonu lektur, które obowiązkowo należałoby polecić włoskim przyjaciołom Polski i Polaków warto włączyć publikację Vittorio Marone „La quotidianità dell’assurdo. La Repubblica Popolare Polacca (1945-1989) nella commedia cinematografica del tempo: propaganda, opposizione e tecniche di sopravvivenza. (Wyd. Archetipolibri, Bolonia 2010).

Publikacja jest rezultatem wieloletnich badań autora, pracownika naukowego Università Ca’ Foscari w Wenecji, w założeniu poświęcona kinu polskiemu,  a w rzeczywistości stanowiącą panoramę życia w PRL w jego wymiarach, socjologicznych, historycznych, politycznych, językowych, edukacyjnych,  interpersonalnych i wielu, wielu innych.  Książkę czyta się jednym tchem i z powodzeniem można proponować ją jako oryginalny przewodnik po Polsce i Polakach, pozwalający poznać nie tylko historię naszego kraju, ale przede wszystkim charakter narodowy, błyskotliwość Polaków i ich hart ducha.

Zadedykowałeś swoją książkę Twoim Polskim dziadkom: Kazi i Waldkowi, „którzy swoim uczuciem uczynili lata PRL najpiękniejszymi w twoim życiu”. Pamiętasz jakieś konkretne pomysły Twoich polskich krewnych na radzenie sobie z „absurdem codzienności”?
Moi polscy dziadkowie byli i wciąż są dla mnie jak latarnia morska – światłem wskazującym jak radzić sobie z absurdem życia. Myślę, że kiedy byłem małym chłopcem starali się przede wszystkim mnie chronić, przekształcając „w doświadczenia” trudy codzienności.
Hojni, skromni i wielkoduszni. Nie dałoby się ich włączyć do kategorii „spryciarzy” i w tym sensie reprezentują chyba większość Polaków tamtych czasów.
Pamiętam, że mój dziadek wychodził z domu o świcie, aby ustawić się w kolejce po cokolwiek. Pamiętam też jak wielką wartość miały drobne rzeczy,  jak pomarańcza, czy jakże trudny do upolowania kawałek chałwy, a także Vibovit, Visolvit, guma do żucia „Donald” czy zwykły serek homogenizowany. Wszystko to było cenną zdobyczą dnia codziennego.
Cytując serial „40-latek” w tamtych czasach nie chodziło się robić zakupy, ale polować na nie.

Prezentacji Twojej książki w Wenecji towarzyszyła projekcja “Sami swoi”.  To Twoja ulubiona komedia?
Niewątpliwie to jedna z moich ulubionych komedii! Wspaniali aktorzy i niezapomniane role, które odzwierciedlają wiele typowych cech polskości. Film jest przezabawny, akcja usytuowana w konkretnym okresie historycznym, chociaż  jego wymowa ma charakter uniwersalny, jako, że porusza tematy, które wciąż są aktualne: granica, życie na marginesie, odmienność, spotkanie i ścieranie się kultur. Na koniec utwierdza nas jednak w przekonaniu, że istnieje zdecydowanie więcej rzeczy i spraw, które nas łączą niż dzielą.

Czytaj także: Kargul i Pawlak urzekli włoskich widzów

Wiem, że włoscy widzowie z entuzjazmem dali się wprowadzić w zwariowany świat rodzin Kargula i Pawlaka i komedia bardzo im się podobała. Jakie konkretnie były ich komentarze po projekcji?

W ramach przeglądu “Rassegna del Cinema dell’Europa Centrale e Orientale” pokazaliśmy film w wersji oryginalnej, z napisami w języku angielskim. Na projekcje przyszło wielu studentów, miłośników kina i kultury słowiańskiej. Przyznam, że obawiałem się, że „Sami swoi” okażą się dla zagranicznego odbiorcy trudni w odbiorze. Tymczasem już podczas projekcji widzowie zaśmiewali się do rozpuku, a po filmie z podziwem wypowiadali się o reżyserze, któremu, jak mówili, udało się zrealizować niezwykle żywy obraz, przywodzący na myśl konwencję kina już „eksportowanego” na Zachód i cenionego, w postaci filmów Kusturicy.

Po przeczytaniu Twojej pracy stwierdzam, że bardziej niż opracowaniem historyczno-teoretycznym na temat kina polskiego jest przewodnikiem po Polsce i Polakach ukazując oprócz krajobrazu rodem z PRL, nasz charakter narodowy, polską „przemyślność” w obchodzeniu się z absurdami narzuconymi przez system totalitarny, ale też zwykłe, polskie zwyczaje i codzienne rytuały. Przewodnikowy jest format i układ publikacji: podręczne wydanie, dużo ilustracji i możliwość czytania jej nie chronologicznie.  Osobiście poleciłabym Twoją książkę wszystkim włoskim przyjaciołom Polski. Zdradź nad czym obecnie prowadzisz badania i czy mają cos wspólnego z Polską? Możemy spodziewać się kolejnego „przewodnika” po dziełach polskich twórców i ich bohaterach?

Dziękuję Ci. Podoba mi się Twoje określenie "przewodnik po PRL-u”. Myślę, że faktycznie tak jest – towarzyszę czytelnikowi w podróży w czasie po Polsce. Jednak jeśli podczas tej wędrówki gubi się on pośród absurdów - to już nie jest moja wina (śmiech). Będę szczęśliwy, jeśli Polacy, którzy musieli opuścić swój kraj w poszukiwaniu pracy, podążając za miłością czy z jakiegokolwiek innego powodu odnajdą w tej książce kawałek Polski i przy tym uśmiechną się do swoich wspomnień, zachęcając przy okazji do lektury również włoskich przyjaciół.
Obecnie moje badania skoncentrowane są na tematach związanych z edukacją. Muszę jednak przyznać, że nie wszystkie obserwacje udało mi się zawrzeć w „La quotidianità dell’assurdo” i mam nadzieję, że i te zapiski uda mi się w przyszłości opublikować.

 

Fot. 1 - „Obywatel Piszczyk” (1989/1989)

Fot. 2 – Okładka książki Vittorio Marone

Fot.3 - Korki? Wystarczy zerknąć na napis… "Miś" (1980/1981); Vittorio Marone „La quotidianità dell’assurdo", s. 104

Fot. 4 - „Italian style”, w serialu "Zmiennicy" (1986/1987), idem, s. 210

Gdzie kupić książkę?

Publikację Vittorio Marone, La quotidianità dell'assurdo. La commedia cinematografica nella Repubblica Popolare Polacca (1945-1989) można zamówić w większych księgarniach (np. La Feltrinelli). ISBN 9788889891537

Można ją także nabyć w wielu włoskich księgarniach internetowych.

Wydawca publikacji, Archetipolibri sugeruje zakup w uniwersyteckiej księgarni internetowej LibreriaUniversitaria.it.

22 lutego br. w katedrze studiów historycznych  uniwersytetu  Ca' Foscari w Wenecji podczas 11. edycji Rassegna Del Cinema dell’Europa Centrale e Orientalne zorganizowanej przez prof.  Francesco Leoncini (zajmującego się historią krajów słowiańskich) włoscy widzowie mieli okazję obejrzeć kultową polską komedię w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi” (1967 r.).

Czytaj także: O Polsce z uśmiechem – wywiad z Vittorio Marone

Projekcja towarzyszyła prezentacji książki Vittorio Marone „La quotidianità dell’assurdo”. La Repubblica Popolare Polacca (1945-1989) nella commedia cinematografica del tempo: propaganda, opposizione e tecniche di sopravvivenza.
(Codzienność absurdu. Polska Rzeczpospolita Ludowa 1945-1989 w komedii filmowej tamtych czasów: propaganda, opozycja i techniki przetrwania) wydanej w ubiegłym roku przez Archetipolibri.

W przeglądzie uczestniczyła również znakomita lektor języka polskiego z wydziału Lingue e Letterature Straniere mgr Dorota Pawlak, która przyprowadziła na projekcję liczną grupę studentów.
Włoscy widzowie z entuzjazmem przyjęli obraz Chęcińskiego.

Podczas dyskusji, która odbyła się po filmie, zwrócono uwagę przede wszystkim na temat granicy - granicy, która zawsze jest umowna, zarówno w odniesieniu do wielkich mocarstw jak i sąsiadów przysłowiowego „podwórka”.

D.W. na podst. materiałów nadesłanych przez V.M.


Fot. Klatka z filmu „Sami swoi”, reż. Sylwester Chęciński (1967

Czy „Sami swoi” spodobają się rzymianom?

Dyrektor Instytutu Polskiego w Rzymie Jarosław Mikołajewski zapowiedział, że prezentacja książki Vittorio Marone „La quotidianità dell’assurdo” w Wiecznym Mieście odbędzie się jesienią bieżącego roku.

Prawdopodobnie, podobnie jak to miało miejsce w Wenecji, będzie jej towarzyszyła projekcja filmu „Sami swoi” i być może również innych, kultowych komedii polskich.