Wszyscy włożyli wiele serca i dobrej woli w interpretację swoich ról, choć na porządną próbę nie było wiele czasu (wszyscy mamy zajęcia i zebranie się o jednej porze było niewykonalne). Ćwiczyliśmy poszczególne fragmenty tam, gdzie to było możliwe - w domu, w gościnnej „pioggi" (kościół, gdzie pracują nasze siostry zakonne), konsultowaliśmy się telefonicznie bo czas naglił. „Aktorzy" zadbali o rekwizyty i odpowiednie stroje - coś tam udało się wyszukać w kufrach, coś uszyłam, pokleiłam, poupinałam i sprawdziło się – aniołowie mieli skrzydła, królowie korony. Jeszcze scenografia: szopka - pomysł S. Marzeny okazał się rewelacyjny - oryginalny i możliwy do wykonania; żłóbek to dzieło p. Julka - nawet siano było prawdziwe - zdobył ksiądz. W sobotni wieczór, w towarzystwie wielu osób pracujących przy ustawianiu stołów i dekorowaniu sali, montowaliśmy nad szopką złotą gwiazdę betlejemską, zaskakiwani przez nie zawsze życzliwą rzeczywistość. Wystroju dopełniła tradycyjna choinka - jak co roku podarowana przez p.Wojciecha. Pracowaliśmy do północy, ale efekt nas zadowolił. W niedzielny ranek, przy zapachach dochodzących z kuchni, gdzie odbywało się doprawianie potraw, krojenie ciast i tym podobne zabiegi - dopracowywaliśmy szczegóły interpretacyjne. Atmosfera pełna niepokoju, ale też nieustający entuzjazm i nadzieja. I oto kończy się coniedzielna Msza święta, za pięknie nakrytymi i przystrojonymi stołami zasiada około 150 osób, chwila modlitwy i... „Marana tha!". Siostra Marzena - narrator - wprowadza uroczyście w „tamten czas". „Aktorzy" spisują się świetnie, zespół muzyczny ubogaca spektakl: Leszek i Mirek - gitary, Agnieszka - organy, flet, Daniela śpiewa, Krystyna recytuje księdza Twardowskiego, kiedy Magda – Maryja śpiewa dzieciątku „Noc cicha w śnie..." jest tak cichutko, a w oczach kręcą sie łzy. „Wśród nocnej ciszy", w to specyficzne kolędowanie włączają się wszyscy zebrani - jest pięknie! Błyskają flesze, pracują video – kamery, będą pamiątki. To nic, że zdarzają się „wpadki", że sufler ma co robić, że każdy śpiewa we własnej tonacji - emocje pozostają niepowtarzalne. Brawa i ciepłe słowa wyrażają wszystko - WARTO BYŁO! Potem tradycyjnie dzielimy się opłatkiem, jemy pyszności przygotowane przez „sekcję gastronomiczną" - barszczyk z uszkami, kapustę z grzybami i olejem, rybę z ziemniakami i surówką, ciasta, ciasteczka, owoce. Nikt nie chce odchodzić. Chwała, że znaleźli sie pasjonaci, mający wolę ofiarować swój czas, pracę, wysiłek i wiele serca by „Polska Wigilia w Bolonii" pozostała w sercach i pamięci. Dziękuję wszystkim. Anna Czyż (CZANNA)
Pojawił sie pomysł, znaleźli sie ludzie i udało sie! Spotkania wigilijne wspólnoty katolickiej w Bolonii odbywają sie co roku - zawsze uroczyste i piękne, z odczytaniem Ewangelii, opłatkiem i kolędami, z potrawami tradycyjnego, wigilijnego stołu, z choinką i atmosferą wprowadzającą w ten szczególny czas. W tym roku pojawił sie pomysł, by ubogacić te uroczystość jasełkami. Czasu było niewiele - trwał już Adwent , ale wola zrealizowania projektu była bardzo silna. Ksiądz - nieco ostrożnie, ale sie zgodził. W wyszukiwaniu właściwych tekstów stanęła na wysokości zadania S. Marzena, a po niewielkiej adaptacji do naszych warunków powstał scenariusz. Przyszedł czas na obsadzanie ról i tu entuzjazm „aktorów" był niezwykły, a przyjęcie roli Józefa przez Ks. Włodzimierza dodało nam skrzydeł. Udało się więc skompletować: Świętą Rodzinę - Magda i Ks. Włodzimierz; w rolach Aniołów świetnie odnalazły się Paula, Kasia i Zosia; pod wodzą Bacy - Gienia - pasterzy zagrały Marysia, Tereska i Agnieszka; gospodarzami niegościnnej gospody byli państwo Małgosia i Julian; nie zabrakło też Trzech Króli - Wanda, Dawid i Krystyna sprawili sie przednio, a swoje serduszka dziecięce podarowali Jezusowi Zuzia, Karolinka i Kacper.








