Najlepsze we Włoszech desery przygotowuje Polka - Nasz Swiat
05
N, lipiec

Polacy we Włoszech

Dorota Zięba przyjechała do Włoch w 1993 roku, by podreperować budżet rodzinny. Miał to być krótki wyjazd, zaledwie na trzy, najwyżej cztery miesiące, który przedłużył się do 20 lat. Początki życia na emigracji były ciężkie, ale dzięki uporowi i wierze we własne siły udało się jej otworzyć własną firmę zajmującą się wyrobem deserów, których głównymi składnikami są  galaretki i świeże owoce.

Dorota Zięba Przyjeżdżając do Włoch była Pani młodą mężatką z dwójką malutkich dzieci. Domyślam się, że powodem wyjazdu była trudna sytuacja finansowa rodziny. Jakie były Pani początki życia na emigracji?
Przyjeżdżając tutaj, zostawiłam w domu męża i dwóch synków: Daniel miał dwa latka, a Kamil nie skończył nawet roczku. Brak pracy, mieszkanie u teściów i wiele innych problemów, w tym finansowych spowodowały, że gdy tylko nadarzyła się okazja wyjazdu do pracy na „Zachód” nie namyślałam się zbyt długo, chociaż moje serce bardzo cierpiało.
Początki były trudne, chyba jak każdej osoby, która zmuszona jest zostawić rodzinę w kraju i zacząć pracę od klasycznego zatrudnienia dla cudzoziemców, czyli sprzątaczki i opiekunki osób starszych. Miał to być to krótki wyjazd na trzy, najwyżej cztery miesiące, który przedłużył się do roku. W międzyczasie w moim małżeństwie zaczęło się psuć, więc pojechałam do Polski, zabrałam dzieci, no i tak dzień po dniu, tydzień po tygodniu minęło prawie 20 lat.

Nie znała Pani języka włoskiego?
Nie znałam w ogóle włoskiego, dlatego moim pierwszym postanowieniem była nauka języka. Nie spałam po nocach, wkuwałam słowniczek polsko-włoski na pamięć. Po kilku miesiącach zdecydowałam się na zmianę pracy, zaczęłam sprzątać „na godziny”.

Jako samotna matka w obcym kraju nie mogła Pani liczyć na żadną pomoc. Czy nie miała Pani chwil zwątpienia?
Miałam ich mnóstwo. W ich przezwyciężaniu pomógł mi zapewne mój buntowniczy charakter i wiara w to, że wszystko się ułoży. Przywożąc do Włoch małe dzieci było mi naprawdę ciężko pogodzić pracę, szkołę maluchów, bycie mamą. Brakowało mi pieniędzy i czasu. Nie jest łatwo pracując samej opłacić mieszkanie, rachunki za światło, gaz i utrzymać dwójkę dorastających chłopców. Znalazłam jednak wyjście, podejmując pracę na nocnej zmianie w barze-cukierni otwartej 24 godziny na dobę. W ten sposób mogłam pogodzić pracę z obowiązkami mamy. Gdy znajdowała się jakaś dobra dusza, która opiekowała się chłopcami, pracowałam po 12-16 godz. Jedynie w ten sposób mogłam zapewnić moi synom godne życie. Po kilku latach pracy w cukierni, z barmanki zostałam kasjerką, a następnie dyrektorem zmiany. Praca ta nie dawała mi jednak pełnej satysfakcji.

I wtedy nadszedł moment wprowadzenia życiowych zmian?
Pracując dla kogoś niestety musisz robić to co ci każą, dlatego w pewnym momencie postanowiłam rzucić pracę, a nabytą wiedzę i doświadczenie oraz pasję do kreowania i tworzenia czegoś innego, nowego wykorzystać do założenia własnej firmy.

 

I tak powstało Dolce Kupido?
Dolce Kupido jest laboratorium cukierniczym, w którym tworzę moje słodkości zawierające jako główne składniki przede wszystkim galaretkę i świeże owoce. Biorąc pod uwagę, że coraz większy procent ludności cierpi z powodu nietolerancji na gluten i dba o linię, a włoskie słodycze są ciężkie i bardzo słodkie, każdy kto próbuje z ciekawości tych kolorowych, przezroczystych i delikatnych deserów, wpada dosłownie w zachwyt. To właśnie ta innowacyjność i świeżość moich wyrobów przyciąga wzrok i podniebienia nie tylko Włochów.

Zaczęłam moją działalność od tzw. badania gruntu, otrzymałam już wiele interesujących propozycji i kontaktów. Jak już wspomniałam, moje wyroby spotkały się z ogromną przychylnością ze strony konsumentów, dlatego  mam powody do optymizmu i do ciągłego rozszerzania działalności.

Czy zamierza Pani otworzyć też punkt sprzedaży detalicznej?
W chwili obecnej skupiam się na „szerokim polu działania”, czyli produkcji i dystrybucji do barów, ciastkarni, restauracji. W laboratorium można zamówić także desery na wszelkiego rodzaju imprezy, np. śluby, komunie, bankiety. W moich planach jest otwarcie punktu sprzedaży detalicznej, może nawet nie jednego lecz całej sieci. Wszakże do odważnych świat należy. W takim punkcie miałabym okazję do wcielenia w życie wszelkich kulinarnych fantazji, a jest ich wiele. Jestem otwarta na wszelkie pomysły współpracy i rozwoju.

Czy desery dostarczane są tylko w okolice Neapolu, czy zapewnia Pani dostawy także do innych miast włoskich?
Moje wyroby dostarczam na obszarze całych Włoch.

Czy otwierając Dolce Kupido spełniło się Pani marzenie?
Zawsze powtarzałam sobie, że kiedy dzieci będą już pełnoletnie, zacznę drugą młodość, drugie życie. Moi chłopcy mają już ponad 20 lat, a ja mając ponad 40-ci zaczynam wcielać w życie moje marzenia. Wychowałam dwójkę wspaniałych mężczyzn, którzy są moim oczkiem w głowie. W tej chwili mam „słodką” firmę i zaczęłam pisać książkę. Należy pamiętać, że życie, pomimo wszelkich problemów, trosk i przeciwności losu jest piękne, i, że każdy poranek, czy deszczowy, czy też słoneczny, niesie nam nadzieję na cudowne, nowe przeżycia i spełnienie naszych marzeń. Wystarczy tylko chcieć i głęboko w nie wierzyć. A ja bardzo chcę i bardzo wierzę.

Dziękuję bardzo za rozmowę i mam nadzieję, że już niedługo będziemy mogli skosztować Pani deserów w wielu zakątkach Włoch.

Dziękuję.

rozmawiała Anna Malczewska