Joanna Zawadzka: „Jestem kurą domową z pasją” - Nasz Swiat
05
N, lipiec

Polacy we Włoszech

Przyjechała do Włoch, by nauczyć się języka. Ten kraj tak bardzo się jej spodobał, że postanowiła osiąść tu na stałe. W chwili obecnej mieszka nieopodal Magenty z narzeczonym i jego niepełnosprawnym synem, któremu poświęca większą część czasu, jednak w wolnych chwilach oddaje się swoim dwóm największym pasjom: robótkom ręcznym i zwierzętom.

Joanna z Vito w Mediolanie / foto: arch. prywatneKiedy przyjechałaś do Włoch i z jakiego powodu?
Przyjechałam tutaj 10 lat temu. Jak wiele innych, polskich, młodych dziewczyn, zajmowałam się wtedy dziećmi jako au pair. W chwili obecnej mieszkam w Marcallo con Casone, małym miasteczku w okolicach Magenty.

Au pair jest chyba najczęściej wybieraną formą wyjazdu wakacyjnego, pozwalającego na naukę języka obcego i zarobek.
Au pair nie jest pracą na etacie. Osoba, która się na nią decyduje, dostanie drobne kieszonkowe oraz zakwaterowanie i wyżywienie w zamian za opiekę nad dziećmi. I tu wiele zależy od rodziny na jaką się trafi. Są ci, którzy wykorzystują tego rodzaju pracowników do ciężkich prac domowych, są też na szczęście i tacy, którzy traktują dziewczyny jako dodatkowe dziecko, starszą siostrę swoich pociech. Opłacają im np. naukę języka lub inną szkołę, w zależności od wyboru „aupairki”. Praca na tych warunkach jest swego rodzaju loterią, podobnie zresztą jak zajęcie badante, które zajmują się starszymi osobami. Nigdy do końca nie wiesz na kogo trafisz.

Jak wspominasz to doświadczenie?
Trafiłam akurat na dobrych ludzi. Zajmowałam się wtedy dwójką chłopców w wieku 8 i 10 lat. Do moich obowiązków należało zorganizowanie im wolnego czasu, wspólne odrabianie lekcji, pomoc przy przygotowywaniu posiłków, sprzątanie ich pokoju oraz odprowadzanie i przyprowadzanie ich ze szkoły i treningów piłki nożnej. Nie byłam ani poniżana, ani wyzywana.
Dodam jeszcze, że każda au pair w razie problemów z rodziną, u której jest zakwaterowana, może zgłosić się do agencji, która zorganizowała jej wyjazd. Istnieje wtedy możliwość zmiany rodziny.

Minęło już kilka lat odkąd tu przyjechałaś, czym się tej chwili zajmujesz?
Jestem  tzw. „kurą domową” - zajmuję się domem, oprócz tego wiele czasu poświęcam niepełnosprawnemu synowi mojego narzeczonego, który mieszka razem z nami. Co prawda nie jest on już dzieckiem, bo skończy w przyszłym roku 30 lat, ale wymaga stałej opieki.

Powiedz mi proszę, czy życie osoby niepełnosprawnej we Włoszech jest trudne?
Nie mają oni łatwego życia, choć muszę przyznać, że jest im na pewno łatwiej niż w Polsce. We Włoszech nie płacimy za żadne badania, ani leki dla Matteo, gdyż jest on 100% inwalidą. Wózek inwalidzki, skonstruowany specjalnie dla jego potrzeb otrzymaliśmy za darmo. Korzystamy też często z dofinansowań, jakie oferuje państwo włoskie na zakup sprzętu rehabilitacyjnego. Oprócz tego nie płacimy za bilety wstępu na różnego rodzaju spektakle, zaczynając od kina po wszelkiego rodzaju parki rozrywki, a kończąc na meczach piłki nożnej jego ukochanej drużyny na stadionie San Siro w Mediolanie. Największym utrudnieniem są bariery architektoniczne i dość niska, jak na włoskie warunki, renta i zasiłek pielęgnacyjny. Bez nas, Matteo nie byłby w stanie sam się utrzymać.

Wiem, że oprócz opieki nad Matteo masz wiele pasji.
Tak, to prawda. Już w szkole podstawowej moim ulubionym przedmiotem były  zajęcia praktyczno-techniczne. Uwielbiam robótki ręczne, nie tylko druty, czy szydełko, tworzę również biżuterię z koralików, jak kolczyki, pierścionki, naszyjniki, bransoletki. Jestem samoukiem, pomysły czerpię z internetu, włoskich czasopism hobbystycznych, aczkolwiek nie lubię kopiować czyjejś pracy. Lubię wymyślać coś mojego, na własny sposób, przerabiać "po swojemu".

Jednak nie jest to twoja jedyna pasja…
(śmiech) Masz rację, uwielbiam zwierzęta. Mój dom był zawsze ich pełen. Były kanarki, rybki, papugi, psy i koty. W tej chwili mam dwa Maltańczyki, w zasadzie aż 6, bo kilka dni temu przyszły na świat szczeniaki moich pupilków oraz Owczarka Niemieckiego. Oprócz tego w naszym domu jest akwarium pełne rybek i drugie, dość nietypowe z rakami, ale to już zajęcie mojego narzeczonego - Vito.

Kilka miesięcy temu założyłaś blog Il mondo a quattro zampe (ilmondoaquattrozampe.blogspot.it), na którym nie piszesz jedynie o czworonogach.
Blog istnieje, z przerwą na przeprowadzkę,  od kilku miesięcy. Jak już wspomniałaś piszę na nim nie tylko o zwierzętach, ale przedstawiam tam również moje prace, które wykonuję w wolnym czasie, jak i różnych o czy bardziej ciekawych wydarzeniach z naszego życia.

Dziękuję ci bardzo za rozmowę.
Dziękuję.

rozmawiała Anna Malczewska