Diana Łapin: Z fotograficznego punktu widzenia - Nasz Swiat
13
Cz, sierpień

Polacy we Włoszech

Diana Łapin jest młodą i bardzo utalentowaną fotografką, która swoją karierę zawodową rozpoczęła po przyjeździe w 2006 roku do Genui. Na co dzień pracuje w reklamie i komunikacji wizualnej jako freelance: Ma różnych klientów: od producenta win, poprzez wydawnictwa, aż do agencji mody. Jest osobą spontaniczną, ale także surową, dobrą i mającą oprócz fotografii wiele innych pasji.

Urodziłaś się w Bielsko Białej, od 2006 roku mieszkasz w Genui. Dowiedziałam się, że przyjechałaś do Włoch, aby zrealizować swoje marzenie o fotografowaniu dla wielkich magazynów mody.

Do Włoch przyjechałam w ramach projektu Erasmus. Na kierunku, który studiowałam z pasji (Filologia Klasyczna i Kultura Śródziemnomorska) nie było możliwości bezpośredniego wyjazdu do Mediolanu. Wybrałam Genuę, tymbardziej, że oba miasta dzieli niespełna 150 km. Jest to pobyt tymczasowy, choć trwa już tak długo (śmiech). Pragnę rozwinąć sieć kontaktów w kilku krajach - na tę chwilę biorę pod uwagę i zaczełam już działać pomiędzy Polską, Włochami, Niemcami i Anglią.

Od 8 zajmujesz się fotografią zawodowo, czy łatwo jest połączyć fotografię komercyjną z artystyczną?

Od lat staram się łączyć te rodzaje fotografii. Możemy nazwać to identyfikacją fotograficzną - każda sytuacja, zlecenie, firma, osoba prywatna, mają swoją "duszę", którą trzeba zinterpretować i przedstawić. Jest to bardzo ważne, szczególnie w komunikacji wizualnej w dzisiejszych czasach.

Współpracujesz z włoskim agencjami mody, przez dłuższy czas robiłaś zdjęcia dla dziennika Secolo XIX. Mając zaledwie 27 lat odnosisz niesamowite sukcesy...
Na pewno na wszystko miała wpływ “obecność” w domu aparatu fotografcznego, który używali moi rodzice. Zaczęłam robić zdjęcia jako 13-latka. Pamietam Lubitela i potem Zenita, którego używałam przez pierwsze lata. Później w gimnazjum artystycznym w Bielsku-Białej kilka lekcji fotografii poruszyło pasję w sposób intensywny. Aparat stał się moim towarzyszem, a temat fotografowania co dzień na ustach. Wiele godzin zdjęć z moimi przyjaciółmi: Łukaszem, Igorem, Michałem... Przy okazji, chciałam podziękować państwu Baturo za “zauważenie” mojej fotografii i za spotkania z fotografią, Zbigniewowi Podsiadło i Arturowi Bieńkowi za pomoc w “tworzeniu mojego profilu fotograficznego” oraz za dostanie się do ZPAF (Związek Polskich Artystów Fotografików) w 2008 r.

W Genui moje zdjęcia dostrzegł Cosimo De Mercurio - agent prasowy. W Secolo XIX pracowałam przez jakiś czas, robiąc zdjęcia reportażowe, które ukazały się na kilku wystawach. Jednak preferuję zlecenia bardziej kreatywne: publikacje, czy sesje zdjęciowe. Fotografię, na którą mam większy wpływ w momencie pstryknięcia. Myślę, ze prawdziwa pasja prowadzi do sukcesów - przez ogromne poświęcenie wolnego czasu, pieniedzy, często także kontaktów międzyludzkich, ale gwarantuje też satysfakcję, spełnienie i dobre samopoczucie, ktorych żadna inna rzecz nie jest w stanie zastąpić.

Uważasz, że w Polsce nie zrobiłabyś kariery fotografa?

Jeśli chodzi o fotografię w Polsce, to w tym momencie tak naprawdę na wysokim poziomie “działa” głównie Warszawa i trochę Wrocław (mam na myśli fotografię komercyjną i modową). Od zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli się uczyć - to od najlepszych - a myślę, że nie ma nic lepszego, jak stolice mody i fotografii z nią związanej, jak Mediolan czy Londyn, nie wspomnę o Nowym Jorku. Poza tym, moje założenia fotograficzne i kreatywne idą w kilku kierunkach, nie tylko fashion. Oprócz tego trzeba niestety przyznać, że póki co, warunki życia na Zachodzie i podejście tam do życia codziennego są jeszcze ciągle lepsze. Myślę, że dopóki chce się samemu rozwijać - lepiej być po środku ogromnej ilości kreatywnych i współpracować, tworzyć, niż robić za jednego z najlepszych w środowisku, które dopiero rośnie. Na wszystko jest czas.

Kilka tygodni temu w Centrum ceramiki tradycyjnej i współczesnej Volubilis w Mediolanie, w ramach projektu “S-oggetto”, odbyło się niecodzienne wydarzenie, gdzie przybyli goście mieli okazję stać się protagonistami Twojego projektu fotograficznego. Opowiedz naszym czytelnikom coś więcej na ten temat.

Na myśl o stworzeniu projektu "S-oggetto" wpadła po spotkaniu ze mną Francesca Tenchini - manager Volubilis. Po bardzo pozytywnym przyjęciu idei przez właścicieli showroomu, zabraliśmy się za realizację projektu, chcąc przedstawić jego rezultat w postaci małej wystawy w Volubis podczas tegorocznych targów Salone del Mobile w Mediolanie. Wystawę można oglądać jeszcze przez kilka tygodni. Projekt ma aspekt nie tylko artystyczny, ale i psychologiczny. 23 marca każda osoba wybierała przedmiot ceramiczny, który ją najbardziej inspirował. Podczas wykonywania portretu (zdjęcia, przyp. red.) wraz z protagonistą wybieraliśmy najlepszą pozycję, bądź osoba interpretowała sama daną sytuację. Oprócz czystej rozrywki był to też aspekt introspekcji. Już niebawem z pewnością odbędzie się kolejna edycja projektu, a na pewno powtórzymy to wydarzenie po targach. Od maja br. mamy zamiar rozwinąć go i może trochę zmienić. Każdy, kto przyjdzie się sfotografować dostanie również zdjecie w prezencie. Wydarzenie jest otwarte dla publiczności. Mam nadzieję, że nastepnym razem pojawi się również więcej naszych rodaków!

Kiedy ponownie będziemy mogli spotkać się z Dianą Łapin w najbliższym czasie. Jakie są twoje plany zawodowe na najbliższe miesiące?

Generalnie proponuję i organizuję dużo sesji i projektów fotograficznych i nie tylko. Zachęcam do śledzenia mnie na Facebooku: Diana Lapin, albo na profilu oficjalnym: Diana Lapin photo graphic design. Zapraszam również do współpracy komercyjnej i artystycznej bez limitów geograficznych! Z pewnością w najbliższych miesiącach będę obecna w Mediolanie i Genui. W maju robimy sesję zdjeciową Fashion w Londynie z Bielskim projektantem i art director - Darien Mynarskim, którego poznałam dzięki Lucynie Grabowskiej – właścicielką agencji modelek Grabowska Models, z którą, jak tylko mogę współpracuję. Czekam także na kolejną publikację w CHAOS Magazine z New York, Sessions Magazine z Kanady (z Bielska projektantka Anna Drabczyńska) oraz w nowym magazynie z Costa Rica - Frenezi Magazine (sesja z Bielska-Białej ze stylistką Agatą Zolich). Poza tym, moje najbliższe plany oscyluja przede wszystkim wokół Mediolanu i Londynu.

I jeszcze jedno pytanie. Kim jest Diana Łapin prywatnie?

(śmiech) Kim jestem prywatnie? Tak naprawdę, to chyba nie ma limitu pomiędzy mną prywatnie i publicznie, czy zawodowo. Kocham to, co robię. Potrafię siedzieć do 6.00 rano, żeby skończyć zdjęcia lub video, które mnie inspirują.

Jestem osobą spontaniczną. O każdej porze dnia i nocy decyduję się na rzeczy nawet najbardziej szalone. Jestem dobra, ale surowa, zorganizowana, ale wolna. Od 3 lat tańczę hip hop i house: to nowy fragment mojego życia, który otworzył ogromny rozdział (dziekuję Brendzie De Palo i Luce Marinaro).

W życiu musi być miejsce na wszystko - na zabawę i płacz. Daję przestrzeń, ale jej też wymagam. Niektóre z moich głównych założeń to: życ i wciąż ulepszać samego siebie oraz własne życie, stawiać wszystko na coś, w co się wierzy, ryzykować, otworzyć totalnie umysł i serce - nic nie sprawi, że bedziemy tak dojrzali, spokojni i świadomi ścieżki życia jak doświadczenia, logiczne myślenie i przekonanie, że każdy pogląd jest dobry, o ile nie dochodzi do przemocy.

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę wielu sukcesów zarówno zawodowych jak i w życiu prywatnym.

rozmawiała Anna Malczewska