Żyć we Włoszech - Nasz Swiat
22
Pt, czerwiec

Rzepczak: "Marzyłam, że będę sobie siedziała na tarasie, obok drzewka cytrynowego i oliwnego, które od razu zakupię i będę spisywać swoje wspomnienia z podróży. Życie mocno zweryfikowało tę wizję - skończyło się na zakupie oliwki i cytryny".

Urszula Rzepczak od zawsze fascynowała się Kulturą Wschodu, dlatego też jako kierunek studiów wybrała Iranistykę. Przemiany w Polsce w 1990 roku sprawiły, że wybrała inną drogę i została dziennikarką. Swoją karierę zawodową rozpoczęła w „Rzeczypospolitej”, potem przeszła do „Tygodnika Solidarność”, by wreszcie odnaleźć się jako dziennikarka telewizyjna w nowopowstałych stacjach tv. Praca w Polscacie dała jej możliwość spełnienia jej marzenia – podróżowania, które stało się częścią jej życia. 10 lat temu została korespondentką TVP z Rzymu.

Swoją karierę dziennikarską rozpoczynałaś od pracy w „Rzeczpospolitej” i „Tygodniku Solidarność”. Następnie w Nowej Telewizji Warszawa, a od 1995 roku pracowałaś w Polsacie, gdzie prowadziłaś m.in. program podróżniczy „Obieżyświat”, który umożliwił ci poznanie wielu zakątków świata. Jak to się stało, że zostałaś dziennikarką, a podróże  pasją?

Miałam szczęście żyć w czasie wielkiego przełomu politycznego, z którego chyba wówczas  nie zdawałam  sobie do końca  sprawy -  gdybym bowiem była  do  końca świadoma znaczenia czasów w których żyję, być może dokonałabym lepszych wyborów, zwłaszcza w moim dojrzałym już życiu -  nie  rezygnując z łączenia pasji z zarabianiem na życie.

Mieszkałam w Warszawie, miałam dostęp do wszystkiego: szalałam jako nastolatka, kochałam się  w muzykach, a jednocześnie byłam dobrą uczennicą z ambicjami. Po liceum, w którym miałam  zajęcia  w języku  angielskim (a na początku  lat 80-tych to była wielka rzadkość) wymyśliłam sobie, że posiądę wiedzę o innej kulturze niż europejska. Nie byłam kujonem, chwytałam dzień: zatem, kiedy wymyśliłam sobie Orientalistykę, jako kierunek studiów, nie będąc jeszcze pewną, co dokładnie chciałabym na nim studiować, poszłam za impulsem. Najpiękniej bowiem o swoim kierunku studiów mówił szef Iranistyki. To była moja pierwsza podróż życia. Podróż trochę na niby, bo nauczyłam się perfekcyjnie perskiego, podstaw arabskiego (miałam za sobą maturę z angielskiego, łaciny i rosyjskiego i epizody nauki francuskiego i hiszpańskiego), poznałam kulturę i niezwykle ciekawą historię Środkowego Wschodu, a nawet ludzi (wykładowcami byli Irańczycy), ale nigdy w czasie studiów do Iranu ani Afganistanu (tam mówi się w języku paszto, który jest do perskiego bardzo podobny) - do  Iranu ani Afganistanu jednak nie trafiłam, ze względu na nieodpowiedni politycznie czas. Tak  zaczęła się moja przygoda z podróżami. Najpierw były poparte wiedzą marzenia.

Koniec moich studiów przypadł na bardzo ciekawy czas w Polsce: wybory prezydenckie 1990  roku. To dzięki temu zostałam dziennikarką. Mimo propozycji pozostania na uczelni i robienia doktoratu, porwał mnie nowy zawód.

Przemiany w Polsce sprawiły, że i ty postanowiłaś wybrać inną drogę. Jakie były Twoje początki jako dziennikarka. Czy dziennikarstwo wczoraj i dziś jest takie samo?

Początki w „Rzeczpospolitej”, tak jak ciekawe, były też trudne. Zarabiałam nieco więcej niż na bilet autobusowy. Ale miałam to szczęście, że w przeciwieństwie do dzisiejszych, świeżo upieczonych magistrów, dzięki będącemu dziś w zaniku mądremu systemowi: uczeń - mistrz, miałam możliwość rozwoju osobistego, z czego skrupulatnie korzystałam.  Czytaj dalej >>

rozmawiała Anna Malczewska