Śluby za granicą receptą na kryzys? - Nasz Swiat
01
Pn, marzec

Nasze sprawy

Biała suknia, ogromny tort, 200 gości i zabawa przy polskim disco – polo do białego rana. Tak zazwyczaj kojarzy nam się ślub. Ale czy w czasie kryzysu stać nas na taką imprezę? I czy w ogóle w wirze pracy, w ciągłym biegu, po prostu w życiu, mamy na to czas i ochotę?
Na kilku portalach internetowych spotkałyśmy się z oryginalnymi i zaskakującymi postami, które zainspirowały nas do napisania tego artykułu.

Malina i Karol
Malina Wieczorek jest malarką, zajmuję się także kampaniami społecznymi. Karol wspiera III sektor w obszarze niepełnosprawności, w pozyskiwaniu środków na działalność statutową. Oboje mieszkają w Warszawie. W październiku 2009 roku zalegalizowali swój związek w Konsulacie w Rzymie.
Kiedy Karol napisał do nas wiadomość na jednym z bardzo popularnych portali społecznościowych, byłyśmy wręcz zdumione. Prosił on nas o pomoc w znalezieniu świadków na jego ślub cywilny, który chce wziąć w Rzymie. Miał zamiar przyjechać z narzeczoną, tylko z nią, specjalnie na tą okazję. W dodatku proponował gratyfikację pieniężną. Wydało nam się to bardzo dziwne. Dlaczego nie zabierze kogoś z Polski, kto mógłby im świadkować, dlaczego właśnie Rzym? Te i inne pytania przewijały nam się przez głowę. Mimo to postanowiłyśmy pomóc. Znaleźli się świadkowie, umówiliśmy się z  parą w dniu ślubu, pół godziny przed ceremonią. Pełne obaw, ale też podekscytowane, dnia 28 października stawiłyśmy się w Konsulacie. Malina i Karol od początku wywarli na nas pozytywne wrażenie. Mili, pogodni, rozmowni. W dodatku Malina była w szóstym miesiącu ciąży. Od razu przez głowę przeszła nam myśl, że właśnie to było powodem tego ślubu… I pewnie w jakimś stopniu tak było. Po rozmowie z nimi dowiedzieliśmy się także, że Włochy ich zauroczyły podczas poprzednich wakacji, poza tym w Rzymie o tej porze roku jest o wiele ładniej niż w Polsce. Narzeczeni ze względu na pracę nie chcieli tracić czasu i pieniędzy na przygotowanie tradycyjnej ceremonii zaślubin. Chcieli zrobić coś oryginalnego i udało im się. Ślub przebiegł w przyjemnej atmosferze, bez problemów. Po wszystkim wybraliśmy się z nowożeńcami na kawę. Malina dostała piękny bukiet róż od rodziców Karola. Oboje szczęśliwi i spełnieni wyruszyli w swoją „podróż poślubną” po Wiecznym Mieście.

Ślub w Katanii
Po tym wydarzeniu zaczęłyśmy się interesować tym zjawiskiem. Czy to wyjątek? Czy naprawdę pomysł Maliny i Karola był odosobniony? Okazało się, że nie. Na bardzo popularnym forum włosko – polskim znalazłyśmy post: „Poszukuję Polaków mieszkających w Katanii. Wybieramy się na początku lipca. Chcielibyśmy wziąć ślub w konsulacie, ale mamy problem, nie mamy świadków. Czy ktoś z was chciałby nam pomóc. Ślub planujemy na 10 lipca o 12 godzinie. Proszę o kontakt.” Wśród użytkowników forum wywołał on spore zamieszanie. Internauci trochę prześmiewczo, trochę złośliwie krytykowali pomysł pary. Autorka powyższego postu tłumaczyła: „Może i to niecodzienny pomysł, ale z narzeczonym mamy specyficzne podejście do ślubów. Termin jest zarezerwowany i dokumenty dawno złożone. Nie podchodzimy do ślubu lekkomyślnie, mieszkamy razem i mamy 2,5 letniego synka. Natomiast na myśl o tzw. imprezie weselnej, kotletach i ciotkach robi się nam niedobrze. Ja dodatkowo mam problem z wiecznie niezadowolona niedoszłą teściową, która ma 5 sióstr i niezliczoną ilość siostrzeńców i oczywiście własne zobowiązania, które chciałaby zrealizować na naszym weselu, za które my mamy zapłacić i chyba wziąć kolejny kredyt. Nigdy nie miałam syndromu księżniczki jednej nocy, biały welon i te klimaty. Dlatego tez napisałam ten post, aby ktoś, kto mieszka w Katanii zechciał nam pomóc. Oczywiście moglibyśmy zabrać świadków z Polski, ale wiąże się to z dodatkowymi kosztami oraz aferą, kogo wybrać na pewno ktoś się śmiertelnie obrazi. Dlatego też postanowiliśmy postawić wszystkich przed faktem dokonanym”. Zatem można stwierdzić, że w tym przypadku dużą rolę miały aspekty finansowe i rodzinne. Jak się dowiedzieliśmy ten ślub także się odbył a nowożeńcy są bardzo szczęśliwi.

Śluby w liczbach
Niestety dalej nie uzyskałyśmy odpowiedzi na nasze pytanie, czy takie śluby często się odbywają, czy to tylko wyjątki? Postanowiłyśmy dowiedzieć się tego u źródła, czyli w  Wydziałach Konsularnych innych krajów europejskich.
W Konsulacie w Rzymie odbyło się w 2008 roku 71 ceremonii, w tym 31 par przyjechało specjalnie z tej okazji z Polski. Do listopada ubiegłego roku konsul RP połączył węzłem małżeńskim 80 par, z czego 44 przyjechało z ojczyzny.
Także gorąca Grecja nie jest wybierana na organizację ślubu. W Wydziale Konsularnym w Atenach udziela się około 80 ślubów rocznie, z czego 90% to związki zawarte przez Polaków, którzy osiedlili się tam na stałe. Pozostali przyjeżdżają z Polski, Anglii i Irlandii.
Sztokholm nie jest atrakcyjną metą dla tego typu uroczystości. W 2008 roku przed Konsulem RP zawartych zostało jedynie 9 związków małżeńskich, w zasadzie przez pary, które przyjechały w tym celu z kraju.
Do Francji w 2008 roku udało się 40 par, pochodzących z Polski, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. W Wydziale Konsularnym w Paryżu pobrało się ogółem 70 par.
W Londynie, w roku 2008 zawartych zostało 75 związków małżeńskich, a w ubiegłym 90. Jedynie 5% stanowiły związki zawierane przez osoby nie przebywające na stałe w Wielkiej Brytanii.
Również Norwegia, zapewne ze względu na klimat, nie przyciąga naszych rodaków, którzy decydują się na ślub zagranicą. W 2008 oraz 2009 roku konsul RP w Oslo udzielił 60 ślubów, parom przebywającym na stałe w kraju fiordów.
Podobna sytuacja jest w Królestwie Niderlandów, gdzie w 2 lata temu pobrało się 25 par narodowości polskiej, mieszkające na stałe w Holandii. W roku ubiegłym (do listopada) zawarto tam ponad 31 związków małżeńskich.

* dane nadesłane do redakcji „Naszego Świata” w listopadzie 2009 roku przez ww. Wydziały Konsularne.

Anna Malczewska
Justyna Rosłon