Polacy we Włoszech spełnili marzenie Miłosza - Nasz Swiat
17
Cz, styczeń

Nasze sprawy

„Żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć, trzeba marzyć...” (Jonasz Kofta)

Historia Miłosza z Polski, 9 latka u którego wykryto białaczkę zaawansowaną i dokonano przeszczepu szpiku kostnego, przypomina nie jedną historię małego dziecka, które ryzykuje życie... Wszyscy dobrze o tym wiedzą, rodzice, bliscy, lekarze i wolontariusze Fundacji Trzeba Marzyć. To właśnie oni codziennie odwiedzają w szpitalach dzieci, które ryzykują. Ich niedawno rozpoczęta droga życia, jak cieniutka niteczka, może w każdej chwili się urwać... i to właśnie wolontariusze dają tym dzieciom, to co zwykło być nierealne, odkrywają w nich marzenia, uczą ich marzyć i wreszcie SPEŁNIAJĄ te MARZENIA! Bo jak twierdzą, „Żeby coś mogło się zdarzyć, trzeba marzyć! Ta myśl przewodnia, która towarzyszy na co dzień wolontariuszom, lekarzom i pracownikom i twórcom Polskiej Fundacji „Trzeba marzyć”.

Robert Małecki z MiłoszemA o tym, że faktycznie tak jest może dziś zaświadczyć nasz mały bohater. Jego wielkim marzeniem było zobaczyć Toskanię i upiec włoską pizzę z prawdziwym włoskim mistrzem pizzy.
I tak maszyna szlachetnych serc poszła w ruch. Wolontariuszka fundacji - Bożena Dyki skontaktowała się z Agnieszką Turek Pierwszym Radcą Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady Polskiej w Rzymie, która później dotarła do prezesa Unii Stowarzyszeń Polsko-Włoskich - Roberta Jana Małeckiego, mieszkającego od lat wraz z rodziną w Toskanii. Małecki bez chwili wahania podjął się realizacji tej inicjatywy.

To nie pierwszy raz, kiedy Prezes Unii wraz z żoną Renatą podejmują się realizacji projektów, w których głównymi bohaterami są właśnie dzieci. Teraz też nie mogło być inaczej.
Miłosz przyleciał do Włoch 10 października, wraz z rodzicami: tatą Przemkiem i mamą Kasią oraz wolontariuszką Bożeną, która wierzyła do końca, że marzenia się spełniają.

„Na początku miałem mieszane uczucia, i choć uruchomiłem tą maszynę, to nie byłem do końca pewien, że się uda” powiedział Robert Małecki i dodał „bałem się, że nikt nie będzie mnie słuchał, nikt się nie zatrzyma, żyjemy przecież w tak trudnych czasach, w których nikt nie chce się zatrzymać na chwilę, w czasach, w których tak trudno dostrzec dobro i walory”.

Jednak Małecki nie poddał się. „W głębi duszy jednak wierzyłem i na szczęście szybko się przekonałem, że tak nie jest, że Toskańczycy, a bliżej Maremmani to fantastyczni ludzie o wielkich sercach. Razem nam się udało” mówił.

I tak, 11 października w Grosseto w Pizzeria Macrilera, Miłosz wraz z mistrzem pizzy Lello zrealizował swoje marzenie, wykonał swoją pierwszą prawdziwą pizzę. Salamino pikantne, Mały marzyciel z pizzą Miłoszpomidory, mozzarella i bazylia, to nowa pizza, którą nazwano imieniem chłopca - Miłosz.

Grosseto jest miastem bardzo solidarnym i otwartym i zawsze jednoczy się z tego typu inicjatywami, dlatego też Miłosz otrzymał prezent, albumy i książki o Maremmie od burmistrza miasta - Emilio Bonifazi.

Krótka, bo trzydniowa wizyta naszego małego bohatera, była bardzo bogata w wycieczki krajoznawcze. Marzeniem Miłosza było również poznać zakątki przepięknej Toskanii. Nasi goście zobaczyli Zatokę Słońca Morza Tyrreńskiego w Follonica, Castiglione della Pescaia i okolice, średniowieczne miasteczko Massa Marittima z kopalnią minerałów i wieżą świecznika (la Torre del Candeliere) oraz krzywą wieżę w Pizie. Ponadto mieli możliwość zobaczyć przepiękne gaje oliwne, winorośle i pinety wzdłuż morza.

Rodzina Małeckich postarała się także o to, by specjalni goście z Polski każdego dnia mogli delektować się potrawami wspaniałej kuchni toskańskiej.
Naturalnie pobyt w Toskanii Miłosza i rodziny musiał być uwieńczony kąpielą w ciepłym morzu Tyrreńskim i choć trudno w to uwierzyć, bo była już połowa października, słoneczne dni sprawiły wszystkim jeszcze więcej radości.

Prezesa Unii Stowarzyszeń Polsko-Włoskich - Robert Jan Małecki dziękuje wszystkim ludziom o wielkich sercach, którzy pomogli w realizacji spełnienia marzeń Miłoszka.
Dzięki „łańcuszkowi solidarności” ludzi, żyjących na Maremmie, 9-letni Miłosz mógł zrealizować swoje marzenie: zobaczyć Toskanię i upiec prawdziwą włoską pizzę z pradziwym włoskim pizzaiolo.

Dziękujemy Paolo i Elenie, właścicieli Villa la Boccia (Massa Marittima) za gościnność, udostępnienie apartamentów w geście solidarności; restauracji Il Gabbiano z Casiglione della Pescaia za obiad w dniu przyjazdu; Il Grasini z Massa Marittima i właścicielom Mariliana i Alberto za oferowanie kolejnego posiłku; akwarium w Valpiana za dyspozycyjność; dyrektorowi TV Teletirreno Maremma Channel, Comune di Grosseto i Comune di Massa Marittima za współpracę. Dziękujemy również Agnieszce Turek i jej współpracownikom za wsparcie finansowe i wiarę do końca w to, że się uda.

Grazie a una catena di solidarietà maremmana per il piccolo Miłosz, che sognava di fare una vera pizza italiana con un vero pizzaiolo. Un bambino polacco di 9 anni  malato di leucemia avanzata, ha potuto realizzare il proprio sogno, visitare la Toscana e preparare una pizza con un vero pizzaiolo. E cosi Miłosz e la sua famiglia sono stati ospitati e soggiornati da Paolo e Elena di Villa la Boccia sotto Massa Marittima. Ringraziamo il ristorante Il Gabbiano di Castiglione della Pescaia, il Grassini di Massa con Mariliana e Alberto per i pranzi. Inoltre Miłosz ha visitato Acquario di Valpiana, grazie per la loro solidarietà. Grazie a direttore Teletirreno Maremma Channel Giancarlo Capecchi per le sue iniziative e collaborazione. Grazie Comune di Grosseto e  di Massa Marittima. Grazie a questa catena di solidarietà  a tutti voi , il sogno di piccolo Miłosz è diventato la realtà!
Renata Małecka


„Moje wspomnienia z Toskanii”
Opowiem historię o moim marzeniu, które się spełniło. Chciałem zobaczyć Toskanię i być smakoszem w restauracjach włoskich, bo bardzo lubię takie jedzenie.
Pojechałem tam z Bożeną i rodzicami. Tam był Robert i pokazał nam piękne pejzaże i zabrał nas do super restauracji. W tej restauracji posmakowałem pysznych potraw.
Na drugi dzień pojechaliśmy do miasta o nazwie Massa Marittima, pojechaliśmy do pani burmistrz. Potem zwiedzaliśmy miasto i fajną kopalnię minerałów było extra! Po kopalni widzieliśmy rybki, które mieszkają w Morzu Tyrreńskim i widziałem rekina. A wieczorem zrobiłem z szefem kuchni prawdziwą włoską pizzę! Była bardzo dobra i będzie się nazywać tak jak ja.
Trzeciego dnia pojechaliśmy do Pizy i oglądaliśmy krzywą wieżę. Kupiłem pamiątki do domu i fajną koszulkę. I miałem okazję posmakować włoskiego cappuccino. Później wykąpałem się w Morzu Tyrreńskim, była super ciepła woda: Wieczorem wszyscy zjedliśmy kolację w restauracji z Robertem i jego rodziną i dostałem extra prezenty od nich. Bardzo chciałbym jeszcze kiedyś pojechać do słonecznej Toskanii.”
Miłosz