Ola w krainie czarów - Rozmowa z Aleksandrą Seghi - Nasz Swiat
22
Pn, maj

Nasze sprawy

Aleksandra Seghi należy do osób, które w moim leksykonie ludzkich osobowości określam jako Dostawcy Nadziei i Apetytu na Życie. O tym, jak znalazła się we Włoszech, jak łączy pracę na kilku etatach z obowiązkami macierzyńskimi, jakie jest jej motto życiowe, opowiedziała mi w miłej rozmowie, pozwalając wszystko dla was zapisać.

Z informacji dostępnych w internecie, tych na twoich blogach i tych o tobie przez innych napisanych wynika, że albo jesteś nadczłowiekiem, albo że Aleksandra Seghi to nazwa korporacji zatrudniającej kto wielu ilu ludzi, którzy: codziennie blogują, prowadzą audycję w Radio Diffusione Pistoia, testują nowe przepisy kulinarne, piszą artykuły kulinarne dla różnych gazet i portali, tworzą biżuterię drewnianą, obskakują targi i sagry w różnych częściach Toskanii, nie zaniedbując przy tym ani na chwilę 3-letniej Julii…
(Dźwięczny śmiech) Wszystkie rzeczy, które wymieniłaś i które opisuję na moich blogach, robię sama. Nie mam sekretarza, ani sekretarki. Nikt nie pisze za mnie postów, ani wiadomości do audycji, ani nie gotuje…

Czy ty w ogóle kiedyś śpisz?

Rzeczywiście od kilku dobrych lat sypiam mało. Czego czasem żałuję, bo spanie to czynność, która dostarcza mi niezwykle dużo przyjemności. W ciągu dnia nie mam czasu na pisanie albo mam go zbyt mało, żeby opisać to wszystko, co bym chciała. Piszę zatem w nocy. Mój mąż nieraz mówi: „Nie dajesz odpocząć twojemu komputerowi”. Faktycznie nie daję. Bywa, że kładę się do łóżka z zamiarem pospania i nagle przychodzi mi myśl, którą muszą natychmiast zapisać, żeby nie umknęła i wtedy siadam przed komputerem i piszę. Nocne godziny sprzyjają pisaniu. Na zewnątrz i w domu jest cicho. Przychodzi też wewnętrzne wyciszenie, które sprzyja refleksji i marzeniom…

Pomożesz mi ogarnąć twoje pisarstwo internetowe? Prowadzisz sześć blogów. Szósty powstał zaledwie kilkanaście dni temu. Są ze sobą tematycznie powiązane, choć tylko na niektóre z nich „wpuszczasz” posty pisane przez innych. Dlaczego nie publikujesz wszystkiego na twojej pierwszej i najsłynniejszej stronie „Moja Toskania” (http://aleksandraseghi.blogspot.com)?

„Moja Toskania” to rodzaj osobistego dziennika. Posty umieszczane każdego dnia to tak naprawdę opis tego, co robię na co dzień. Zdarza się, że czasem gotuję z kimś wspólną potrawę. Jest to oczywiście przygotowywanie potraw na odległość, każdy we własnej kuchni, a potem następuje opisywanie kulinarnych doświadczeń na własnym blogu. „Eko Toskania” (http://ekotoskania.blogspot.com) to blog, na którym daję upust mojej drugiej po gotowaniu pasji, na którym piszę o wszystkim, co związane jest z ekologią, zdrową żywnością i życiem zgodnym z naturą. „Eko toskańskie wakacje” (http://toskanskiewakacje.blogspot.com) – tu zajmuję się tylko i wyłącznie eko wakacjami. Prezentuję na nim znajome ekologiczne farmy, gospodarstwa agroturystyczne, które zajmują się nie tylko wynajmem pokoi, ale również (czasem przede wszystkim) produkcją ekologicznych produktów. „Smaki Toskanii & Co” (http://smakitoskanii.blogspot.com) to blog o moich książkach i wydarzeniach związanych z ich promocją. Znajdziecie na nim Fan Klub Bułeczek Rozmarynowych, do którego serdecznie zapraszam. „Polacy we Włoszech” (http://polacywewloszech.blogspot.com) to strona, którą prowadzę wspólnie z Agnieszką Gorzkowską, znaną dobrze wszystkim czytelnikom waszego pisma, entuzjastką języka włoskiego i Włoch, na którym przypatrujemy się z bliska życiu Polaków we Włoszech. Co robią na co dzień, jakie są ich radości i smutki.

Najnowszy blog o nazwie „Turysta w Toskanii” (http://turystawtoskanii.blogspot.com) stworzyłam z myślą o wszystkich miłośnikach tego regionu. Na nim każdy może podzielić się swoimi przeżyciami, spostrzeżeniami z pobytu w Toskanii.

 

Najkrócej rzecz ujmując, tych blogów jest tyle, gdyż nie chciałam wrzucać wszystkiego do jednego worka. Przede wszystkim zależało mi, aby „Moja Toskania” pozostała moim osobistym pamiętnikiem, zawierającym tylko moje zapiski, a jego tematem pozostało życie w Toskanii, takim jak ja je widzę i doświadczam na własnej skórze. Pozostałe blogi mają mniej intymny charakter i chętnie publikuję na nich też posty innych – czy to miłośników toskańskiego życia, czy też samych Włoch.

Ukończyłaś italianistykę, jednak piszesz tylko po polsku. Przyznam, że trochę to dla mnie zaskakujące, bo przecież twój mąż jest Włochem, mieszkasz wśród Włochów, którzy zapewne są bardzo ciekawi twojej twórczości.
Rzeczywiście wielu moich włoskich znajomych narzeka na ten fakt. Mąż mniej, gdyż  rozumie język polski i potrafi się w nim porozumieć. Zwyczajnie nie starcza mi czasu na tłumaczenie postów na włoski. Piszę po polsku, bo wydaje mi się to absolutnie najbardziej naturalne. Moje zapiski są bardzo subiektywne, pełne wolnych skojarzeń i myśli, a te przychodzą mi do głowy w ojczystym języku. Poza tym Toskania, którą opisuję, jest Toskanią opisywaną oczyma Polki, a więc kogoś, kto cały czas ją odkrywa ze zdumieniem i zaciekawieniem typowym dla cudzoziemca.

Podczas wakacyjnego pobytu w mojej rodzinnej Gdyni bezskutecznie próbowałam upolować twoje książki w księgarni. Sprzedawcy rozkładali bezradnie ręce, tłumacząc, że mimo dodruków liczba egzemplarzy na rynku jest nieproporcjonalna do zainteresowania nimi czytelników. Te twoje „Smaki Toskanii” i „Kasztany” zaostrzyły wszystkim apetyt nie tylko na włoskie jedzenie, ale Włochy w ogóle. Będzie następna książka?

Będzie. Właśnie nad nią pracuję. Już nie o 3-5 rano, tak jak to było w przypadku „Kasztanów”, ale przed południem, gdyż od kilku tygodni Julcia chodzi do przedszkola.

Możesz już zdradzić o czym będzie?
Nie mogę... To znaczy tematu zdradzić nie mogę, ale mogę zapewnić, że tak jak w dwóch poprzednich książkach wszystko będzie się działo we Włoszech.

Wiem, że już w czasach studenckich przyjeżdżałaś do Włoch turystycznie i na różne kursy. Kiedy przyjechałaś tu na stałe? I jak ci się to życie we Włoszech ułożyło, pod względem pracy chociażby?

Tak na poważnie jestem związana z Włochami od 14 lat. Od 11 lat współpracuję jako dziennikarka z Radio Diffusione Pistoia. W ramach audycji Up Magazine przygotowuję serwis informacyjny w języku polskim. Bo wiadomości w tej rozgłośni tak właśnie są pomyślane, że najpierw lecą te lokalne, później regionalne, a po nich „etniczne”, przygotowane w różnych językach przez cudzoziemców. W latach 2005-2009 prowadziłam firmę o sympatycznej nazwie Ambracadabra. Sprzedawałam nasz polski bursztyn, do którego mam wielki sentyment. Kiedy na świat przyszła Julcia, musiałam trochę przeorganizować moje zajęcia i zrezygnowałam z tej działalności. Moją wielką pasją było i jest gotowanie. Mniej więcej od 15 roku życia jestem wegetarianką i interesuję się szeroko pojętym ekologicznym stylem życia. Nie tylko piszę o gotowaniu, ekologii i Toskanii, ale też chętnie prowadzę prelekcję na temat kuchni toskańskiej dla turystów. Oprócz tego robię drewnianą biżuterię, którą sprzedaję na targach (rekodzielniczych). Pisuję też do różnych gazet. Od września mam stałą rubrykę w polskim magazynie „La Rivista”.

Twoje zapiski na „Mojej Toskanii” tak mnie wciągnęły, że nie mogłam oderwać się od komputera. Byłam kilkanaście razy w Toskanii. Parę razy nawet na dłuższych wakacjach. Podobnie jak ty od ponad 10 lat mieszkam we Włoszech, jednak włoski świat, który opisujesz, jest dużo bardziej bajeczny, idylliczny od tego, który mi się jawi. Twoja Toskania przypomina mi bajkowe krainy z książek dla dzieci, a ty Alicję z krainy czarów. Imponujesz mi jako kobieta, jako człowiek, jako ktoś, kto ma nieposkromiony apetyt na życie i komu chyba nigdy czas nie przecieka przez palce. Powiesz, jakie jest twoje motto życiowe?
Hmmm… Nie potrafię w tej chwili tak z doskoku ubrać zgrabnie tej mojej życiowej myśli przewodniej w słowa, ale jest ona bliska cytatowi, który znajdziesz na stronie głównej bloga „Smaki Toskanii & Co”.

Po podziękowaniu Aleksandrze Seghi za rozmowę natychmiast rzuciłam się do komputera, ciekawa tego bliskiego jej duszy motta. Dużym, pogrubionym drukiem wpisane są te słowa:
„MARZENIA NAPRAWDĘ SIĘ SPEŁNIAJĄ, WIĘC: NIGDY NIE REZYGNUJ Z CELU TYLKO DLATEGO, ŻE OSIĄGNIĘCIE GO WYMAGA CZASU. CZAS I TAK UPŁYNIE!” H. Jackson. Brown Jr.

rozmawiała
Danuta Wojtaszczyk

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Aleksandry Seghi. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich jest zabronione.