Oliviero Milanesi: Incanto, czyli czar - Nasz Swiat
05
N, lipiec

Włochy

Oliviero Milanesi urodził się 40 lat temu w Vicchio (Florencja). Jego debiutancka powieść „L’Incanto” [Czar] to największa historia miłosna Polki Asi i Włocha Lorenza, jaką kiedykolwiek ktoś opisał; to pasja i pożądanie w stanie pierwotnym.

Oliviero Milanesi, pojawił się we włoskich księgarniach oraz w wersji e-book na OmniaBook miesiąc temu z debiutancką powieścią o magicznym tytule „L’Incanto” [Czar]. Pisarz, urodzony 40 lat temu w miejscowości malarzy Giotta i Beato Angelico, w Vicchio (Florencja) oddał w utworze hołd własnym korzeniom i pasjom. To właśnie jego miejsce rodzinne jest tłem niesamowitej, pełnej pożądania i przejmującej miłości Polki Asi i Włocha Lorenza. Chociaż w rzeczywistości romansy polsko-włoskie są dość powszechne, przykładόw w literaturze jest jak dotąd niewiele. Milanesi w rozmowie z dziennikarką Joanną Longawa zaskoczył „Nasz Świat” swoją platoniczną aczkolwiek prawdziwą miłością do narodu polskiego, wyznając jak bardzo chciałby zwiedzić Krakόw. Tymczasem 13 grudnia w Vicchio, niedaleko toru wyścigowego Mugello, w Circolo Arci a Cristo autor po raz pierwszy zaprezentuje publicznie swoją powieść i na to spotkanie zaprasza gorąco także polskich czytelnikόw.

Oliviero Milanesi

Kiedy zaczęła się pana miłość do literatury i w konsekwencji do pisania? Co pan napisał do tej pory?
Pisanie od zawsze było moją wielką pasją. Już jako dziecko wyrażałem się lepiej pisząc, niż mόwiąc. Przed wydaniem mojej pierwszej powieści, pisałem poezje i krόtkie opowiadania.

Dlaczego czekał pan tyle lat z wydaniem swojej pierwszej powieści i jaka jest jej geneza?
Dlaczego tak pόźno wydałem moją książkę? Być może to była tylko kwestia lenistwa, a może byłem tylko skoncentrowany na mojej rodzinie i dwόch wspaniałych synach? Nie ma żadnej genezy, ja piszę na każdy temat, ale pod warunkiem, iż wychodzi to ze mnie, w przeciwnym razie nie jestem w stanie pisać dla samego pisania. Tak na poważnie, czekałem tak długo z napisaniem tej powieści, gdyż dopiero teraz poczułem taką potrzebę i inspirację w sercu, jakby ktoś rzucił na mnie tytułowy czar.

To kolejna historia miłosna. Nie wydaje się panu, że będzie nudzić czytelnikόw?
To nie jest tylko historia miłosna, choć na początku na nią wygląda. To jest największa historia miłosna, jaką kiedykolwiek ktoś opisał; to pasja i pożądanie w stanie pierwotnym.

“L’incanto” będzie prezentowana po raz pierwszy 13 grudnia w Circolo Arci a Cristo w Vicchio przy Mugello w Toskanii. Jest pan zdenerwowany?
Nie, nie czuję nerwόw tylko wielką radość. Będę otoczony tam przez przyjaciół z dzieciństwa, zatem będzie to dla mnie rodzaj święta, nic innego. 

Co tak specjalnego ma Pana miejscowość Vicchio, że zasłużyło sobie na rolę bohatera nieożywionego, tła historii Asi i Lorenza?
Przede wszystkim ja kocham moją miejscowość, jak i cały region toskański. Uważam, że to jeden z najpiękniejszych regionόw Włoch, a może i całego świata. Vicchio ma famę miasta malarzy, stąd moja inspiracja, by uczynić głόwnego bohatera Lorenza jednym z nich.



“Brak, tak jak odległość, nie jest wcale formą przynależenia do siebie. Przynależeć do siebie oznacza posiadać”, cytuję pana. Jako mąż i ojciec, jak może pan opisać rolę miłości w swoim życiu?
Powiedziałbym, iż nie istnieje życie bez miłości. Miłość daje siły, pozwala budzić się i walczyć każdego dnia. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia bez miłości.

To, co ciekawi naszych czytelnikόw to polski aspekt powieści. Głόwna bohaterka ma na imię Asia i pochodzi z Krakowa. Skąd to zainteresowanie naszym krajem?
Zawsze kochałem podróżować. Zanim urodziły się moje dzieci, ja i moja żona zwiedziliśmy większą część Europy, pόłnocna Afrykę i Stany Zjednoczone. Potem dzieci nas trochę zahamowały. Co do Polski, od dawna noszę w sobie chęć odwiedzenia waszego kraju, szczególnie zafascynowany jestem Krakowem. Ciężko to wytłumaczyć, ale odkąd pamiętam, narόd polski był bliski memu sercu.

Proszę być szczerym, naprawdę nigdy nie poznał pan żadnej pięknej Polki, która złamała panu serce?
Dobrze, przyznaję, poznałem pewną Polkę, lecz wydarzyło się to bardzo dawno temu. Byłem bardzo młody, aczkolwiek wspominam ją nadal z przyjemnością.

Poza historią Asi, co jeszcze kojarzy się panu z Polską? Jest coś, co pan w naszym kraju ceni?
Jak piszę rόwnież w książce, urodziłem się w miejscu, gdzie antyfaszystowski ruch oporu jest pewnego rodzaju credo. Myślę, że stąd bierze się moja wielka sympatia do narodu polskiego, który jak wiadomo był głόwną ofiarą nazistowskiego reżimu.

“L’incanto”, jak powiedział mi pan prywatnie, będzie trylogią. O czym będą następne dwa tomy?
Ach, nie mogę tego wyjawić, bo nie będzie niespodzianki. Mogę tylko powiedzieć, iż następne rozdziały trylogii przekształcą się w literaturę noir z wieloma efektami specjalnymi. Wyznam, że jak i w życiu tak i w mojej prozie prawdziwa miłość przezwycięży wszystko, aczkolwiek w sposób bardzo nieoczekiwany.

Okładką książki jest obraz pana znajomej malarki Elviry Di Paolo. Skąd ten wybόr?
Wybrałem ten obraz, gdyż wyraża w pełni to, co chciałem przekazać. Mężczyzna siedzący u stόp ukochanej kobiety, tkwiący w uczuciu podważanym przez wszystkich. Natomiast oko z obrazu reprezentuje grę spojrzeń między Lorenzem a Asią… bo tym chyba tak naprawdę jest miłość, przede wszystkim grą spojrzeń i dopełnianiem się.

rozmawiała Joanna Longawa