29 czerwca minął rok od wykolejenia się pociągu transportującego gaz w Viareggio. Na skutek wypadku gaz w cysternach wybuchł, prowokując 32 ofiary śmiertelne i kilkaset rannych.
Jedną z ofiar był dzisiaj 33-letni Polak, Marcin Małek, kierowca tira, który zaparkował ciężarówkę przy stacji kolejowej w Viareggio. Mężczyzna chciał tylko chwilę odpocząć przed dalszą jazdą.
Przez kilka godzin ofiara wdychała trujące gazy, a 50% powierzchni jej ciała została poważnie poparzona.
Lekarze ze szpitala w Turynie, zaraz po przywiezieniu ofiary, zadecydowali o wprowadzeniu poparzonego w śpiączkę farmakologiczną. Marcin przeszedł kilka zabiegów przeszczepu skóry.
Od momentu przybycia Polaka do centrum leczenia oparzeń, ofiarą zaczęli zajmować się członkowie Ogniska Polskiego w Turynie.
Dzisiaj, rok po wypadku, Marcin Mołek z rodziną ponownie przyjechał do szpitala we Włoszech na kontrolę lekarską.
Wanda Barazza, członek Ogniska Polskiego w Turynie, kilka dni po spotkaniu z kierowcą napisała do redakcji: „ Marcin oraz jego żona Agnieszka prosili, aby za moim pośrednictwem jeszcze raz wszystkim podziękować (za pomoc - przyp.red.), przeprasza, że nie zrobił tego wcześniej, ale choroba i szok jaki przeżył nie zawsze pozwoliły mu na trzeźwe i szybkie reakcje”.
Kilka miesięcy temu, po powrocie do kraju, kierowca powrócił do pracy i jest szczęśliwy, że pomału wszystko wraca do normy.
Anna Malczewska
Polski kierowca rok po wybuchu wagonu-cysterny w Viareggio wrócił do Włoch
- piątek, 16 lipca 2010 12:34
- Sekcja: Żyć we Włoszech -
- Nasze sprawy










