Prasówka sprzed lat... Wokół walczącej Warszawy 10 sierpnia 1944 r. - Nasz Swiat
19
Pn, październik

Prasówka sprzed lat

1 sierpnia br. przypada 70. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.  70 lat temu, przez ponad dwa miesiące, informacje o walczącej Warszawie zajmowały główne miejsce na pierwszej stronie „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” – organu rządu polskiego w Londynie.  Wydarzenia z powstańczej Stolicy były również tematem wielu artykułów opublikowanych  w „Orle Białym” – jednym z najbardziej wpływowych czasopism polskich ukazujących się w czasie II wojny światowej. W kolejnych odcinkach „Prasówki”  poświęconej  walczącej Warszawie 1944 roku  przypomniane zostaną  przede wszystkim  opinie, komentarze, reakcje środowisk polskich i zagranicznych  oraz ogólna sytuacja polityczna, w której wybuchło i przebiegało Powstanie. Czytelnikom zainteresowanym walkami  powstańczymi dzień po dniu  polecamy lekturę  KARTKI Z KALENDARZA,  znajdującej się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego http://www.1944.pl/historia/kartki_z_kalendarza/ .

Agata Rola - Bruni

10-y dzień boju o stolicę

Coraz cięższe walki na ulicach

Warszawa, 9 sierpnia (Służba radiowa)

(...)

Środowa prasa londyńska poświęciła wiele miejsca walkom w Warszawie. Obszerne sprawozdania umieścił m.in. „Daily Herald”, podkreslając podobnie jak „The Times” brak amunicji.

Krytyk wojskowy w „Evening Standard”, przedstawiwszy dokładnie przebieg walk oraz nieudanie się podstępu niemieckiego z rzucaniem ulotek nawołujących do zaprzestania walk, gdyż „Premier Mikołajczyk będąc w Moskwie stracił swobodę działania „ – wyraża zdziwienie, dlaczego ani sowieckie ani brytyjskie lotnictwo nie przyszło z pomocą obrońcom Warszawy. Artykuł swój kończy: „Żadna armia podziemna nie może walczyć przez dłuższy czas , bez dopływu uzupełnień w materiale i w ludziach. Z wiadomości otrzymanych wynika, że Warszawie nie dostarczono potrzebnej pomocy.”

„Garnizon warszawski oświadczył jasno, że wcale nie prosi o o to, aby z powodu jego działań armia sowiecka miała przeprowadzić zmiany w swoim mistrzowskim planie. Polacy zdają sobie bowiem sprawę, że Sowietom może zależeć wpierw na otoczeniu Warszawy, przed przypuszczeniem ataku.

„Apelują jednak do Brytyjczyków, przypominając nam, że nie jesteśmy w r. 1939. W. Brytania posiada tysiące dziennych i nocnych bombowców, które za jednym zawrotem mogłyby zmienić sytuację, zrzucając potrzebne materiały. Przypominają nam również, że w W. Brytanii znajdują się w pogotowiu bojowym polskie wojska spadochronowe. Powołują się na brytyjską gwarancję z r. 1943.

„Warszawa walczyła w r. 1939, kiedy walka była bezndziejna. Obecnie nadchodzące wieści świadczą o tragizmie sytuacji garnizonu warszawskiego. Pozostawiony bez pomocy zostanie zgnieciony przez wroga. Wszystko to wygląda tym bardziej tragicznie, że świta już jutrzenka wolności, niestety bez żadnych namacalnych skutków dla garnizonu warszawskiego.”

W „News Chronicle” dr. Stefan Litauer – obecnie redaktor od spraw środkowo-wschodniej Europy w tym piśmie – przedstawiając tragizm obrońców wyraża pogląd: „Nie można oprzeć się wrażeniu, że Warszawa kierowała sie w swych decyzjach raczej animuszem kawaleryjskim, aniżeli rozsądkiem. Czy mamy znowu być świadkami scen z września 1939 r., gdy ułani polscy nacierali na czołgi niemieckie, w porywach desperackiego bohaterstwa? Kimkolwiek był ten, kto zezwolił gen. Borowi na rozpoczęcie bohaterskiego, lecz beznadziejnego powstania, nie rozważywszy wpierw wszystkich pozytywnych i negatywnych czynników, zarówno pod względem startegicznym, jak i zaopatrzenia wykazał niewątpliwie mało zmysłu odpowiedzialności.

„Własciwa chwila dla podjęcia akcji na większą skalę powinna była być zsynchronizowana z operacjami rosyjskimi. To jest i musi być jedyny postulat, którym kierować się winna strategia sprzymierzonych.

Szkoda, że dla uzupełnienia obrazu dr. Litauer nie wspomniał – co uczynił krytyk wojskowy „Evening standard” – że w dniu wybuchu powstania artyleria rosyjska rozpoczęła huraganowy ogień na Pragę i na inne wschodnie części miasta. Na całe miesiące przedtem radio moskiewskie wzywało całą Polskę do powstania. Zwłaszcza ostatnio rzuciło ono pod adresem Warszawy hasło i wyzwanie: „Warszawo do broni! Milion mieszkańców to milion żołnierzy!”

Jak te fakty pogodzić z tym wszystkim, co od 9 dni dzieje sie na froncie warszawskim? Dlaczego „News Chronicle” tak jednostronnie przedstawia nie tylko politykę polską, ale nawet dyspozycje operacyjne gen. Bora?

Łatwo jest niewidzieć kłody we własnym oku, a źdźbło w oku bliźniego. A ten bliźni jest aliantem, płacącym w proporcji niepomiernie większy rachunek, aniżeli inni.

Co zaś tyczy się „..zmysłu odpowiedzialności”, to p. Litauer jest ostatni, od którego Polacy mogliby przyjmować pouczenia w tym względzie.

Dla „Daily Worker’a” – w Warszawie panuje spokój i porządek...

***

Komentator wojskowy niemiecki pułk. Von Hammer obwieścił, że „wszelka akcja partyzantów, usiłujących zdobyć Warszawę, została udaremniona.”

Gen. Suchomlin, moskiewski komentator radiowy, ubiegłej nocy oświadczył, że „wojska rosyjskie walczą na przedmieściach Warszawy”.

Pierwszy raz radio moskiewskie wspomniało o walkach pod samą Warszawą.

 

Amicus Plato, sed magis  amica – veritas

Polityka i krew

Od Redakcji: Poniżej przedrukowujemy z “Polski Walczącej” artykuł Andrzeja Pomiana, porucznika Armii Krajowej, w wersji nieco zmienionej przez autora.

Nad Warszawą goreje łuna. W Warszawie huczą strzały, które rozległym echem pójdą po całej naszej historii. W oczach naszych legenda staje się rzeczywistością: przyszłym pokoleniom służyć ona będzie jako wspaniały przykład bezgranicznej ofiarności najszerszych mas naszego społeczeństwa dla sprawy Niepodległości.

Naród, który po pięciu latach najkrwawszej w dziejach okupacji, dorzucić potrafi do bohaterskiego września warszawskiego z roku 1939 nową epopeję warszawskiego sierpnia 1944 roku, nie zostanie nigdy przez nikogo ujarzmiony. Można przemilczeć naszą walkę, można przeinaczać fakty, zmieniać ich sens, pomniejszać ich znaczenie. Każdy jednak, nawet cynik polityczny, jeśli ma poczucie rzeczywistości musi wyciągnąć niewątpliwy wniosek, że sprawy polskiej nie da się trwale załatwić siłą. Wola walki o niepodległość, którą przeniknięte są wszystkie bez wyjątku warstwy naszego społeczeństwa sprawia, że hasło „bez wolnej Polski nie ma pokoju w Europie” należy do konkretnych realiów polityki.

W Warszawie płynie krew, krew naszych braci, sióstr, matek, żon i dzieci. Krew ta każe przerwać niedomówienia, które w ostatnich czasach nagromadziły się dość licznie wokół pewnych drażliwych spraw.

Stwierdźmy proste, zasadnicze fakty:

1.     Polska jest pierwszym kombatantem tej wojny przeciwko Niemcom i zarazem sprzymierzeńcem Wielkiej Brytanii, która zobowiązała się przyjść nam z pomocą wszystkimi rozporządzalnymi siłami.

2.     Polska jest sprzymierzeńcem o nieposzlakowanej lojalności: oddawaliśmy i oddajemy usługi nie tylko W. Brytanii, ale i w imię jedności Sprzymierzonych oddajemy je Armii Czerwonej, mimo wielu faktów – starszych, świeższych i całkiem świeżych, uzasadniających jak najpoważniejsze obawy o przyszłość Polski.

3.     Rosja w propagandzie swej wzywała i wzywa Naród Polski do powstania.

4.     Warszawa powstała przeciwko Niemcom. Fakt ten stanowi casus foederis w stosunku do W. Brytanii. Fakt ten nadto odpowiada życzeniom rosyjskim.

5.     Mimo to Warszawa od 10 dni walczy przeciwko Niemcom sama bez niczyjej pomocy. Co więcej, nawet działania na przedmościu Warszawy na froncie rosyjsko-niemieckim ustały.

 

Czy w tych warunkach dziwić się można powszechnym nastrojom goryczy i zawodu?

Nie są to bynajmniej tylko nasze nastroje. Tak myśli cały Kraj. Oddajemy tu głos Dowódcy Armii Krajowej, który w depeszy z dnia 6 sierpnia m.in. pisze:

„Stwierdzam, że Warszawa w swej walce obecnej nie dostaje pomocy od Sprzymierzonych tak, jak nie dostała jej Polska w 1939 roku.”

Twarde to są słowa i powtarzamy je nie bez przykrości. Zatajać ich jednak nie mamy prawa. Jak dotychczas bowiem jedyną odpowiedzią na naszą krew jest tylko ... polityka. Taka jest prawda.

Mimo gorzkich doświadczeń dorównać musimy w opanowaniu nerwów walczącej Warszawie. Nie wolno nam jednak milczeć, ani śledzić obojętnie dramatycznej walki Warszawy na śmierć i życie: trwamy nadal na stanowisku, że obowiązuje nas lojalność względem naszych Sprzymierzeńców, lecz nie zapominamy o tym, że ponad wszystko obowiązuje nas wierność względem naszej własnej Ojczyzny.

I dlatego za lojalność mamy prawo domagać się takiej samej lojalności.

 

Archwialne numery „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” oraz „Orła Białego” pochodzą z Biblioteki Papieskiego Instytutu Studiów Kościelnych w Rzymie.