Bo wolność krzyżami się mierzy - Nasz Swiat
23
N, lipiec

Monte Cassino

Hołd poległemu plut. W. Gorgolewskiemu w bitwie o Monte Cassino


„…Przekaż potomnym, że wolność Narodu nie jest tylko prawem i chwałą żywych! Wolność nade wszystko jest tryumfem poległych!”

Wierni tej zasadzie od wielu lat oddajemy hołd polskim żołnierzom, którzy polegli i spoczywają z dala od ojczystej ziemi. Zapłacili najwyższą cenę za wolną Polskę, czujemy się zobowiązani pamiętać o nich. Dlatego właśnie, każdego roku, gdy zbliża się maj, a wraz z nim kolejna rocznica zdobycia Klasztoru na Monte Cassino, przez żołnierzy II Korpusu Polskiego pod dowództwem Generała Władysława Andersa, pakujemy plecaki i wyruszamy właśnie tam, w okolice Cassino. By pochylić się nad ich grobami, w zamyśleniu, w modlitwie. Można tam spotkać również tych, którym dane było przeżyć piekło wojny, wysłuchać ich opowieści, pogłębić wiedzę. Aby lepiej poznać i zrozumieć to, co wydarzyło się tam przed blisko siedemdziesięciu laty wchodzimy na okoliczne wzgórza, przemierzamy okoliczne jary i doliny. Każdy metr tej ziemi przesiąknięty jest krwią walczących tam Polaków. Każda kropla potu, którą zostawiamy na szlaku jest dla nas symbolicznym gestem pamięci o ofiarach bitwy.

Podczas tych wypraw na Monte Cassino, na przestrzeni kilku minionych lat dane nam było spotkać, poznać wielu zacnych, wspaniałych ludzi. Z wieloma spośród nich udało nam się porozmawiać. Wspomnę tu chociażby kpt. Irenę Anders, żonę generała Władysława Andersa, z którą rozmawialiśmy w 2009 roku.

Przekazaliśmy jej wówczas informację, że w Ostrzeszowie (nasze rodzinne miasteczko w Wielkopolsce) działa 3 Drużyna Harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, która za patrona obrała gen. Władysława Andersa. Wiadomość ta bardzo wzruszyła Panią generał, gdyż jak nam powiedziała, nie słyszała wcześniej o Drużynach Harcerskich noszących jego imię, działających w Polsce bądź poza jej granicami. Dwa lata później w roku 2011 mieliśmy zaszczyt towarzyszyć Pani Generałowej w jej ostatniej drodze, biorąc udział w uroczystościach pogrzebowych na Monte Cassino, wówczas to poznaliśmy córkę Państwa Andersów – Annę Marię, z którą również udało nam się zamienić kilka słów.

Rok za rokiem wędrując po cassińskich bezdrożach zastanawialiśmy się w jaki szczególny sposób uczcić mieszkańca naszego miasta, który poległ u stóp Monte Cassino i spoczywa tam na Polskim Cmentarzu Wojennym. Plutonowy Walery Gorgolewski (pośmiertnie awansowany do stopnia sierżanta) – bo o nim mowa, ostrzeszowski harcerz, żołnierz 18 Lwowskiego Batalionu Strzelców 5 Kresowej Dywizji Piechoty, która wchodziła w skład II Korpusu, poległ wskazując swym kolegom bunkier nieprzyjaciela. Umarł ze słowami „Niech żyje Polska” na ustach. Te słowa przypieczętowane ofiarą życia na zawsze pozostaną naszym życiowym drogowskazem. Zdarzenie to opisane zostało przez Melchiora Wańkowicza w książce „Bitwa o Monte Cassino”. Wańkowicz wykorzystał pisemną relację kpt. Pawulskiego (dowódca 3 Kompanii, w której służył Gorgolewski), przy boku którego skonał Walery Gorgolewski. W relacji tej znajdujemy w miarę dokładny opis miejsca w którym poległ.


Pomimo, że przewędrowaliśmy już wiele kilometrów po wzgórzach, na których toczyły się walki, to jednak nigdy nie było nam dane zmierzyć się z Widmem. Czuliśmy wyraźny respekt przed tym wzgórzem. Stąd właśnie zrodził się pomysł by przełamać się, odnaleźć to miejsce i oznaczyć je pamiątkową tablicą. Sam opis miejsca nie dawał nam jednak zbyt wielkich szans na odszukanie go w terenie. Potrzebne były jeszcze mapy i dobra znajomość topografii okolicznych wzgórz i dolin. Jednym słowem potrzebowaliśmy pomocy.

Kilka lat temu, w 2009 roku na obchody 65-tej rocznicy bitwy o Monte Cassino zabraliśmy ze sobą grupkę ostrzeszowskich harcerzy z 3 Drużyny Harcerzy im. Władysława Andersa działającej w Ostrzeszowskim Hufcu Harcerzy Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. W drużynie tej aktywnie działali nasi synowie. Dziś mimo, że już nieco starsi (obaj aktualnie studiują) nadal prowadzą Drużyny Harcerskie w Ostrzeszowie – w tym wspomnianą 3 DH). Chcieliśmy w ten sposób zaszczepić im naszą miłość do tego miejsca, przybliżyć zasługi patrona drużyny, a jednocześnie rozbudzić w nich zainteresowanie postacią Walerego Gorgolewskiego. Jak to zwykle bywa uwagę nastoletnich wówczas druhów przykuła grupa rekonstrukcyjna poruszająca się po Cassino w zabytkowych jeepach z polskimi flagami i z pieśnią żołnierską na ustach. W takich to okolicznościach poznaliśmy Pana Krzysztofa Piotrowskiego, który od lat prowadzi prace badawcze związane z opisem pól bitewnych Polskiego Korpusu w pobliżu Monte Cassino. Z upływem czasu, kiedy nabraliśmy nieco śmiałości zdecydowaliśmy się zwrócić do niego z naszym problemem. Pan Krzysztof chętnie zaoferował pomoc. Przesłaliśmy mu więc wybrane opisy, przytoczyliśmy znane nam fakty i cierpliwie czekaliśmy. Rozpoczął się maj tego roku, przygotowaliśmy już tablicę pamiątkową i czekaliśmy z coraz większym niepokojem…Aż wreszcie jest! Otrzymaliśmy pełen opis trasy i szkic wykonany na mapie. Szanse na powodzenie wyprawy wzrosły.

Piątek, 24 maja 2013 roku godzina 11,30 opuszczamy cmentarz na Monte Cassino i podążamy Doliną Śmierci. Naszym celem jest Widmo – wzgórze o które, walcząc poległ Walery Gorgolewski. Początek drogi jest dobrze nam znany, pniemy się w górę poruszając się przetartym szlakiem. Po blisko godzinnym marszu stajemy na północnym krańcu Widma. Teraz musimy zejść ze szlaku i grzbietem wzgórza przemierzyć 300-350 kroków. To najtrudniejszy odcinek do pokonania. Stosując się ściśle do zaleceń Pana Krzysztofa musimy trzymać się cały czas środka grzbietu, by nie przegapić ruin Domku na Widmie. Przed nami ściana drzew posplatanych gęstymi ciernistymi krzewami. Pojawiają się pierwsze wątpliwości. Czy damy radę przebić się przez tę gęstwę, czy jesteśmy w stanie odnaleźć wśród naturalnych skał ruiny Domku na Widmie zbudowanego przecież z tego samego białego kamienia.

Błądzimy w gąszczu, kolce boleśnie ranią dłonie. Straciliśmy kontakt wzrokowy ze sobą, lokalizujemy więc swoje pozycje okrzykami, ale brniemy wytrwale dalej. Bo czymże jest nasz wysiłek w porównaniu z tym, co przeżyli tutaj nasi chłopcy przedzierając się tą drogą pod nieprzyjacielskim ogniem kładącym się na nich ze wszystkich stron. Nagle z zamyślenia wyrywa mnie okrzyk kolegi, głos ma dziwnie zmieniony więc coś musiało się wydarzyć. Docieram do niego w kilka minut i znajduję stojącego na wyłaniającym się dosłownie spod ziemi sklepieniu okna. Nie mamy żadnych wątpliwości to poszukiwane przez nas ruiny.

Gdzieniegdzie widać jeszcze ślady dawnych walk, pociski moździerzy, łuski i pociski karabinowe, sprzączki od pasków i plecaków. Serca biją nam bardzo mocno, bo przecież jesteśmy już bardzo blisko celu. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów w dół stoku i znajdziemy się we właściwym miejscu. Przedzieramy się dalej i docieramy do maleńkiej polany. Naszym oczom ukazuje się widok identyczny z opisanym przez Wańkowicza: San Angelo z jednej, Balkon z drugiej strony. W środku wzgórze 575, dalej z prawej ponad grzbietem Widma góruje wzgórze 706, po lewej nieco z tyłu widzimy pomnik 3 DSK na wzgórzu 593 z którego nieprzyjaciel raził szpandałami patrol Gorgolewskiego. Nie mamy wątpliwości to musiało być tutaj. Od wielu lat czekaliśmy na tę chwilę, trudno powiedzieć cokolwiek, najbardziej wymowna jest cisza. Łzy wzruszenia napływają nam do oczu…Kiedy emocje nieco opadły zdaliśmy sobie sprawę jak wielką przysługę w realizacji naszych planów wyświadczył nam Pan Krzysztof Piotrowski. Dlatego też był pierwszą osobą, którą telefonicznie powiadomiliśmy o sukcesie naszej wyprawy.

Krótki rekonesans i stwierdzamy, że warunki techniczne nakazują, by tablicę umieścić na fragmencie ocalałej ściany Domku na Widmie. Po zamontowaniu jeszcze pamiątkowe zdjęcie i wracamy. Zrealizowaliśmy nasze marzenia. Nie byłoby to możliwe gdyby nie bezinteresowna pomoc Pana Krzysztofa, za którą serdecznie dziękujemy.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której chcielibyśmy wspomnieć goszcząc na łamach „Naszego Świata”. Otóż w roku 2009 poznaliśmy weterana walk o Monte Cassino pana Stefana Podsiadłę, mieszkającego obecnie w Kanadzie.

Zaprzyjaźniliśmy się z nim, korespondujemy, rozmawiamy. Ostatnio poinformował nas, że jego organizacja wpłaciła dość znaczna kwotę na budowę Centrum Informacyjnego przy cmentarzu na Monte Cassino.Zaniepokoił nas bardzo fakt, że nie otrzymał słów podziękowania, czy chociażby potwierdzenia wpłaty (Pan Stefan Podsiadło ma ponad 90 lat). I tutaj znów bezcenna okazała się pomoc Pana Krzysztofa, bo do kogóż mieliśmy się zwrócić, jeśli nie do niego. Jego interwencja przyniosła natychmiastowy skutek. Pan Podsiadło otrzymał pełną informację i podziękowanie i odtąd jak nam powiedział może spać spokojnie.

Panie Krzysztofie, tą drogą jeszcze raz chcieliśmy za wszystko serdecznie podziękować.

Dziękujemy również redakcji „Naszego Świata” za możliwość opublikowania naszej krótkiej relacji. Bardzo nas również cieszy Wasza wspólna inicjatywa jaką jest „Przewodnik po terenach walk o Monte Cassino (Nasz Świat/Niezbędnik Emigranta 1-6/2012). To wspaniały dar nie tylko dla emigrantów, czego jesteśmy żywym dowodem. Żyjemy nadzieją, że kiedy powstanie już Centrum Informacyjne przy Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino, to dzięki takim właśnie działaniom jak Wasze, więcej turystów, pielgrzymów z Polski podejmie trud wędrówki i spojrzy na klasztor ze wzgórza 593 czy 575. Zaduma się przez chwilę u stóp wzniesionych tam pomników, oddając hołd poległym tam żołnierzom, przywołując pamięć, bo jak powiedział Błogosławiony Jan Paweł II: „Naród, który nie zna swojej przeszłości, umiera i nie buduje przyszłości.”

Robert Bacik i Sławomir Dembny

Przywołany we wstępie cytat pochodzi z inskrypcji na pomniku w miejscowości Piedimonte San Germano, wzniesionego ku pamięci żołnierzy 6 Pułku Pancernego Dzieci Lwowskich, którzy 25 maja 1944 zdobyli tę miejscowość.

Niniejszy artykuł ukazał się w numerze 13/2013 (1-15 lipca) “Naszego Świata”. Pobierz PDF