Monday, Feb 06th

10:00:00 PM GMT

Moje trzy grosze

Język polski w oczach Włochów (2)

Coraz częściej spotykamy samokształcenie, jako formę uczenia się języków obcych. Sprawdza się ona w praktyce wówczas, gdy uczący się posiada duże motywacje.

Drugim moim rozmówcą, osobą zafascynowaną językiem polskim i naszą kulturą był doktor, Fabio Conti, specjalista języków i kultur słowiańskich, który przed studiami doktoranckimi uzyskał na Uniwersytecie w Katanii dyplom magisterski z zakresu języka rosyjskiego i literatury rosyjskiej. W swojej rozmowie podkreślił, że dla niego „jest bardzo ważne, wręcz niezbędne, posługiwanie się przynajmniej dwoma językami słowiańskimi.” W tym celu, jako drugi wybrał sobie język polski. Ponadto kultura polska okazała się dla jego kariery naukowej najważniejszą kulturą słowiańską, po kulturze rosyjskiej.

Czytaj: Cz. 1  Język polski w oczach Włochów

Naukę języka polskiego rozpoczął od przysłuchiwania się rozmowom osób mówiących po polsku we Włoszech, następnie skorzystał z 3 prywatnych lekcji u nauczycielki Polki, a potem kontynuował sam. W związku z tym jest on przykładem samouka, jednym słowem – autodydakty. Podczas studiów doktoranckich przebywał w Polsce (we Wrocławiu), co było dla ówczesnego magistra esencjalne w kontynuowaniu nauki języka polskiego. Przebywając w Polsce miał jeszcze większą możliwość osłuchiwania się mowy polskiej. Jego zdaniem w nauce języka obcego osłuchiwanie się jest podstawowym i bardzo ważnym elementem metodycznym. Po osłuchiwaniu się wymienił rozpoznawanie liter na podstawie zidentyfikowanych głosek, a na koniec pozostawił skupienie się nad znaczeniem słów oraz ciągłym powtarzaniu wcześniej przyswojonego materiału.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

Bliskim lepiej nie mówić

Do Włoch przyjeżdżają, aby opiekować się starszymi osobami. Bez znajomości języka, z małą ilością pieniędzy, długami w kraju i nadzieją na uczciwa pracę. Rodzinom mówią, że czują się jak w raju. Słońce, morze, malownicze krajobrazy i jeszcze dostają za to pieniądze – czego chcieć więcej? Praca jak każda inna. Jednak prawda ukryta jest w ich łzach. Tylko one wiedzą jak jest naprawdę. Poniżane, oszukiwane, często pracujące ponad siły, swoją pracę traktując jak więzienie.

Piazza Umberto w Bari nie różni się niczym specjalnym od tysięcy parków w innych miastach włoskich. Palmy, fontanna, plac zabaw dla dzieci. Jednak to tutaj w środowe i niedzielne popołudnia w różnych częściach parku słychać wschodnio brzmiące języki. Rumunki, Rosjanki, Ukrainki i Polki spędzają tu czas wolny i odpoczywają od tego, co czeka je w pracy. Rosjanki i Rumunki, w przeciwieństwie do Polek, tworzą jedną wielką grupę. Polki siedzą na uboczu w małych grupach po trzy, cztery osoby, popijając popularne wśród Polaków piwo Peroni. „To jedyna przyjemność, jaką mamy, a i tak jest nam odbierana przez natarczywych Włochów, którzy nas zaczepiają i poniżają myśląc, że jesteśmy paniami do towarzystwa” - mówi pani Bożena.

Średnia wieku tych kobiet to 35-55 lat. W Polsce czeka na nie dom, dzieci i wolność. Pani Bożena jest we Włoszech od 4 lat, w kraju zostawiła męża i dwójkę dzieci. Aby wyjechać, zapożyczyła się w banku. Pracę znalazła przez pośredniczkę, której musiała zapłacić 100 euro, kolejne tyle kosztowała podróż. Bez znajomości języka, z podstawowymi rzeczami, trafiła na Sycylię. „Trzeba mieć szczęście. Ja go nie miałam – nie dość, że trafiłam na południe Włoch, gdzie zarobki są najmniejsze, to przyszło mi pracować w skandalicznych warunkach, ale i tak cieszyłam się, że była praca. Tutaj bywa też tak, że po przyjeździe okazuje się, że pracy nie ma, a kobieta zostaje bez pieniędzy i z długami. W nocy budziłam się po 5-6 razy gdyż osoba, którą się opiekowałam, miewała częste bóle. Miejsce, w którym spałam przypominało bardziej kurnik niż pokój, a podopieczna dzieliła się ze mną jedzeniem w zależności od jej humorów. Czasami bywało, że dostawałam pół brzoskwini na dzień, bywało też, że na tydzień” – mówi. Teraz pani Bożena opiekuje się starszą kobietą i jej niewidomym synem. „Pracy jest dużo, ale staram się nie narzekać”- dodaje.

Bobek musi żyć
Dzień każdej opiekunki wygląda mniej więcej podobnie. Jeśli przespały spokojnie noc, wstają z samego rana, by umyć podopieczną. „Nazwaliśmy ich bobki, gdyż strasznie boją się wody i czystości. Są jak małe dzieci: moczą się, wydzielają nieprzyjemny zapach. Myjemy ich od stóp do głów. Musimy ich czasami zmuszać do kąpieli” - wyjaśnia pani Bożena. Potem robią zakupy, przygotowują śniadanie i sprzątają mieszkanie. Jeśli jest ono w kamienicy lub w bloku, zajmie im to najwyżej parę godzin. Gorzej, gdy do posprzątania mają posiadłość z kilkoma pokojami, sypialniami i łazienkami. Muszą zdążyć ze wszystkim do południa, potem czeka ich przygotowywanie obiadu. Po południu, gdy większość sklepów jest zamknięta, muszą czuwać przy osobie podopiecznej. Mogą wtedy włączyć telewizor lub wyjść na balkon, pod warunkiem, że nie będzie to przeszkadzało starszej osobie. „Czujemy się jak w więzieniu” - dodaje pani Bożena. Potem przygotowanie kolacji - i tak przez większość dni w tygodniu. 
Ich dramat polega na tym, że przeklinają swoich podopiecznych, ale wiedzą, że póki oni żyją, one mają pracę. Wolne mają środy i niedziele, od godziny 15.00 do 20.00. Spotykają się wtedy w parku, dzwonią do rodzin, wysyłają zarobione pieniądze, próbują zapomnieć gdzie są i co robią. Bliskim nie mówią, jak bardzo jest im źle i ile muszą znosić. „Tak jest lepiej” - mówi pani Halina. – „Nie chcemy przysparzać im dodatkowych zmartwień. Mówimy, że wszystko jest dobrze i że za tydzień znowu zadzwonimy i wyślemy pieniądze”.

Trafić źle, trafić dobrze
Najgorsza jest niepewność, niewiadomo, gdzie się trafi i kim trzeba będzie się opiekować. Zdarza się, że Włosi poszukują kochanek, a nie opiekunek. „O tym, czy będzie się pracowało czy nie, można się dowiedzieć zaraz po wyjściu z autokaru, jeśli nie spodobamy się rodzinie osoby, która mamy się opiekować, od razu możemy wracać do domu. Tylko gdzie tu wracać skoro w domu bieda i długi?” - wyznaje pani Bożena. Opiekują się osobami starszymi, czasami chorymi psychicznie z różnymi dolegliwościami. Za swoja pracę otrzymują od 500 do 800 euro na miesiąc, w zależności od obowiązków lub szczodrości pracodawcy. Z żywnością też jest różnie. Pani Halina dostaje 40 euro na tydzień, z czego ma utrzymać siebie i osobę, którą się opiekuje. Dla porównania, litr mleka lub bochenek chleba kosztuje ok. 1.20 euro. „Zdarzają się też przypadki, że rodzina chorej lub starszej osoby wydziela jedzenie: butelka wody na dzień, pomidor, bułka, ser mozzarella” - wylicza inna z pań. Pracę we Włoszech dla opiekunek można załatwić przez pośredników w Polsce lub znaleźć w ogłoszeniach w gazetach. W samym Piazza Umberto jest kilka Polek, które pośredniczą w szukaniu zajęcia. Spotykamy też takie, które za sam telefon do pracodawcy żądają 100 euro. „One nie muszą przeżywać tego, co my” - wyznaje pani Bożena. Wynajmują mieszkania, nawiązują znajomości z Włochami, żyją z pośrednictwa i prezentów od adoratorów.  Oczywiście, są też kobiety, które miały szczęście. Pracują legalnie przy osobie w pełni sprawnej, a ich obowiązki ograniczają się do sprzątania i gotowania. Jednak takie kobiety pani Bożena wylicza na palcach jednej ręki.

Czekając na euro
Według oficjalnych szacunków we Włoszech pracuje dziś ok. 62 tys. Polaków. Badania Fundacji Prawo Europejskie przeprowadzone w 2008 r. mówią o 110 tys. środowisk rodzinnych, w których dzieci zostały opuszczone, bo rodzice wyjechali. Gdy zapytałem te kobiety, co się dla nich zmieniło po wejściu Polski do Unii i otworzeniu rynku pracy odpowiedziały, że teraz mogą walczyć o swoje prawa bez obaw, że z góry są na przegranej pozycji. „To, że jesteśmy w Unii sprawiło, że jesteśmy na takich samych prawach jak Włosi pracujący tutaj, jednak pracodawcy często o tym zapominają” – wyjaśnia jedna z kobiet. „Może, gdy wejdzie do nas euro cos się zmieni. Wzrosną płace, będzie praca, a euro będziemy zarabiali w kraju. Póki, co musimy spłacić nasze długi i zarabiać pieniądze dla rodzin tutaj” – dodaje.
Jednak coraz częściej myślą o powrocie do Polski. Niektóre nie wytrzymują psychicznie, innym już się nie opłaca, gdyż euro cały czas traci na wartości, a i rynek pracy jest już uboższy w oferty. Poza tym Włochom opłaca się bardziej zatrudniać Rosjanki i Rumunki, którym mogą zapłacić mniej bez obaw, że odejdą, gdyż dla kobiet ze wschodu, mimo ciężkiej pracy, cały czas zarobki są korzystne.
„Wytrzymam może jeszcze rok, potem wracam do kraju” - z przekonaniem mówi pani Bożena. Jednak po powrocie do Polski może się okazać, że zarobionych pieniędzy nie jest tak dużo, a i wracać nie ma już do kogo.

Maciej Zasada*

Po raz pierwszy artykuł został opublikowany w serwisie www.infotuba.it

Maciej Zasada jest laureatem Europejskiej Nagrody dla Młodych Dziennikarzy 2009 zorganizowanego przez Dyrekcję Generalną ds. Rozszerzenia Komisji Europejskiej we współpracy ze stowarzyszeniem młodych dziennikarzy European Youth Press1 oraz Café Babel. W konkursie uczestniczyli młodzi dziennikarze z UE oraz kandydujących do członkostwa w UE lub potencjalnych kandydatów na członków: Albanii, Bośni i Hercegowiny, Chorwacji, Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii, Czarnogóry, Serbii oraz Kosowa i Turcji. Felieton „Bliskim lepiej nie mówić” ze względu na niezwykłą oryginalność w ujęciu jurorzy ocenili najwyżej.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Język polski w oczach Włochów

Tekst będzie składał się z 3 części na podstawie rozmów z trzema osobami, Włochami w różnym wieku, których łączą podobne doświadczenia życiowe. Wszyscy troje studiowali w Katanii i wszyscy podjęli próbę uczenia się języka polskiego. Interesującym faktem jest to, że w ich rodzinach nie doszukamy się polskich korzeni.

Część I

Wpływ globalizacji na wymianę handlową pomiędzy różnymi krajami świata widoczny jest także w zainteresowaniu się ludzi językami i kulturą narodów, o których wcześniej niewiele mówiono. Jednym z nich jest język polski. Studiując na Uniwersytecie w Katanii słyszałam od studentów wiele razy, że chcieliby uczyć się języka polskiego. W 2006 roku byłam świadkiem takiej ich woli. Prowadząc seminaria na ww. uniwersytecie w ramach projektu Lingue in Piazza zetknęłam się z osobami zafascynowanymi językiem polskim i naszą kulturą.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

Moje wspomnienie wigilijne…

„Nastrajam się” już od listopada, mimo woli nucę pod nosem kolędy i szukam prezentów. Nie chcę poddawać się smutnym myślom i wspomnieniom, chociaż zbliżające się święta wywołują we mnie taki nastrój. Wigilia to jedyny taki dzień w roku, pachnący choinką, wanilią i grzybami. Chociaż wigilia tak naprawdę to nie ten karp, barszcz, czy śledzik, ponieważ ważniejsza jest atmosfera i nastrój.

W domu rodzinnym ten szczególny dzień zawsze organizowała moja mama – ona stwarzała klimat i według tradycji wyniesionych z własnego domu komponowała wigilijny stół. To był cały rytuał, już od rana pod hasłem: jaka wigilia taki cały rok.

Dlatego też staraliśmy się być wszyscy dla siebie szczególnie serdeczni, nadzwyczaj uczynni i mili. Ja z bratem, jak nikt nie widział, zadawaliśmy sobie ból do łez z uśmiechem na twarzy. Ojciec od rana oprawiał olbrzymią, prawdziwą choinkę, mierzył miejsce pod naczynie z wodą, powtarzając nam przy tym, że choinkę należy ubierać jak pannę młodą. Mama krzątała się po kuchni broniąc do niej wstępu.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com

Więcej…

Jak studenci z Kliniki Prawa spędzają święta Bożego Narodzenia?

„Święta Bożego Narodzenia dla nas Polaków mieszkających w Rzymie, są najważniejszym wydarzeniem roku, czyli okresem radości, przebaczenia, zadumy nad tym co przeszło i nad tym co przyjdzie; czasem obdarowywanie się wzajemnie prezentami i życzeniem sobie ‘tego co najlepsze’. My, jako Polacy uchodzimy za naród lubiący świętować, przywiązany do tradycji, podtrzymujący dawne obyczaje. Związek z tradycją odczuwamy najmocniej w czasie Bożego Narodzenia – uchodzącego w naszej tradycji za szczególnie ‘rodzinne święto’, łączące rodziny, dlatego ten okres zajmuje w polskiej tradycji tak ważne miejsce” – mówi Ania Nowak.

Święta Bożego Narodzenia, cóż za wspaniały okres!!!
Spędzając święta w Rzymie zawsze, zwłaszcza my dorośli czujemy nostalgię i tęsknotę za naszymi świętami z dzieciństwa. Ja pochodzę z Żywiecczyzny i dla mnie święta to zapach świeżej choinki przyniesionej przez tatę w dniu Wigilii z własnego lasu, karp pływający w wannie, zapach kapusty z grochem i pierogów z grzybami, które  mama gotowała w kuchni.

Bardzo często słyszę opinię Polaków, że to nie to samo, atmosfera nie polska, brak śniegu ale święta, nie ważne czy w Rzymie, czy w Polsce jeśli są spędzane z rodziną zawsze są piękne i niepowtarzalne.

Łączenie tradycji polskiej i włoskiej nadaje tym świętom wyjątkowy charakter, zwłaszcza, że tradycje związane z obrzędami kościoła katolickiego są bardzo podobne.
Ja mieszkam w Rzymie od 20 lat, tutaj urodziły się moje dzieci, tutaj pracuję i obecnie również studiuję oraz bardzo prężnie działam w Klinice Prawa, pomagając potrzebującym, udzielając porady prawnej.

Magia świąt zaczyna się już od Mikołajek, a kończy na „Befanie”. My, będąc Polakami podtrzymujemy tradycje mikołajkowe, a ponieważ mieszkamy we Włoszech to świętujemy również „Befanę”.

Odkąd pamiętam Mikołaj przychodził do moich dzieci 6 grudnia. Poza tym, moje dzieci oprócz obowiązkowej nauki w szkole włoskiej uczęszczają do szkoły polskiej w Rzymie.

W polskiej szkole, co roku w klasach organizowany jest dla dzieci Mikołaj. Od kilku lat, dzięki inicjatywie dyrektor Danuty Stryjak, 8 grudnia organizowane jest malowanie bombek połączone z wizytą świętego Mikołaja. Pomalowane bombki są wystawiane na aukcję, a dochód z ich sprzedaży przeznaczany jest na pomoc dzieciom chorym na raka w Polsce. Przepiękna impreza w której mogą brać udział wszyscy.

Ubieranie choinki i przystrajanie domu na Boże Narodzenie zaczyna się w naszych rodzinach według tradycji włoskiej, czyli już na początku grudnia. Niepowtarzalny nastrój światełek i polskich kolęd rozbrzmiewających w moim domu od początku grudnia, pozwala nam na przeżywanie tego okresu w sposób podniosły i uroczysty.

Również Ania Nowak twierdzi, iż dużą rolę w tworzeniu świątecznej atmosfery odgrywa wystrój mieszkania. „We wszystkich domach, w naszych polskich rodzinach, króluje pięknie przystrojona choinka oraz zgodnie z włoskim zwyczajem tradycyjna szopka bożonarodzeniowa.”

Po szale zakupów świątecznych przychodzi czas na kulminacyjny punkt świąt, Wigilię. Wigilia jest bardzo głęboko zakorzeniona w naszej tradycji. Mieszkając w Rzymie i spędzając Boże Narodzenie tutaj, w czasie Wigilii staramy się łączyć tradycje polskie i włoskie. Wigilia zazwyczaj odbywa się w moim domu i jest bardzo liczna, liczba gości wacha się od 12 do 20, (jest to możliwe w dwupokojowym mieszkaniu).

„My Polacy - twierdzi Ania Nowak - rozpoczynamy Wigilię wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki (zgodnie ze staropolskim obyczajem), dopiero wtedy cała rodzina oraz zaproszeni goście mogą usiąść do uroczyście nakrytego stołu, zastawionego tradycyjnymi polskimi potrawami”.

Potrawy wigilijne, co najmniej 12,  na moim stole są mieszane, polsko i włoskie. Z potraw polskich obowiązkowo są pierogi z kapustą i grzybami, barszczyk z uszkami, kapusta kiszona z grzybami, śledzie i sałatka jarzynowa oraz obowiązkowy  kompot z suszonych owoców.

Włoską kuchnię reprezentują: bruschetta z masłem czosnkowym i łososiem, fettuccine z łososiem i śmietaną oraz ryby pod każdą postacią. Musze przyznać, że karp nigdy nie gościł na naszym stole.

Tradycją mojej Wigilii jest również to, że każdy z gości, pochodzący z różnych regionów w Polsce, przygotowuje swoje wigilijne potrawy regionalne. W ten sposób mogą spotkać się zwyczaje i tradycje pochodzące z różnych zakątków Polski, gdzie góral może  spróbować kutię albo racuchy, a radomianie biały barszcz wigilijny z ziemniakami czy kapustę z grzybami.

Palce lizać!
W czasie Wigilii zachowujemy również tradycje polskie i nie może zabraknąć pustego nakrycia dla zbłąkanego wędrowcy, sianka pod obrusem, czytania Pisma Świętego i wspólnej modlitwy oraz podstawowej tradycji łączącej wszystkich Polaków, czyli łamania się opłatkiem.

„Ważnym zwyczajem Świąt Bożonarodzeniowych jest śpiewanie kolęd i pastorałek i nasz wieczór wigilijny kończy się zwykle udziałem w pasterce” – kontynuuje Ania.
W dzień Bożego Narodzenia, w mojej rodzinie, co roku spotykamy się na polskiej mszy św. o godz. 9.30 na via Merulana. W tym kościele przez wiele lat wraz z mężem prowadziliśmy grupę śpiewającą zapewniającą oprawę liturgiczną do nabożeństw.

Po dziś dzień, mój mąż gra na organach w czasie mszy bożonarodzeniowej. Natomiast po liturgii, o ile czas pozwala, śpiewamy polskie kolędy w tym kościele. Jest to stały i bardzo podniosły punkt świat Bożego Narodzenia.

Sylwester!!!
Impreza sylwestrowa najczęściej odbywa się u mnie w domu. Zwykła prywatka z pysznym jedzeniem i tańcami. Żelaznym punktem tej imprezy jest witanie Nowego Roku na tarasie mojego domu, z szampanem i życzeniami, gdzie mamy przed sobą Rzym i panoramę Castelli Romani. Niezapomnianym wrażeniem jest północ, gdy Rzym i całe Castelli płoną w blasku fajerwerków.

Zakończeniem świętowania jest święto Trzech Króli, w czasie którego w tradycji włoskiej do dzieci przychodzi Baba Jaga zwana „Befaną”. Przynosi ona dla grzecznych dzieci słodycze, a dla niegrzecznych carbone, czyli grudki bardzo pysznego, słodkiego, czarnego węgla. Tradycją jest również przemarsz i pokaz takich czarownic, wraz z Trzema Królami, w Rzymie, na placu Św. Piotra.

Gosia Wójcik spędza Święta w rodzinie włoskiej i wśród przyjaciół Włochów.  Udało jej się zaszczepić tradycje polskiego łamania się opłatkiem. „Każdego roku ktoś z Włochów pyta mnie o tradycje i zwyczaje świąteczne Polaków. Muszę przyznać, że największym zainteresowaniem cieszy się stara, polska legenda, którą opowiadał mi mój tato, że w noc wigilijną, o północy zwierzęta maja dar mówienia ludzkim głosem. I tak wszyscy czekamy do północy aby poznać opinię psa lub kota na temat jego właściciela” – mówi Małgosia - Inną piękną, polską tradycją jest niestety, odchodzący w zapomnienie zwyczaj, który ja pamiętam z dzieciństwa, gdzie mój ojciec dzielił się opłatkiem również ze zwierzętami domowymi. Na moje dziecinne pytanie - dlaczego tato dajesz krowie opłatek? – ojciec odpowiadał mi, że jest to na pamiątkę tego, że Pan Jezus urodził się w stajni i żłobie, a jedynymi świadkami byli wół i osioł.”

Pragnę w imieniu wszystkich studentów Kliniki Prawa, życzyć wszystkim niepowtarzalnych świąt Bożego Narodzenia, rodzinnej atmosfery, pełnej miłości i jedności, szczęścia i radości, gdyż „nadszedł czas i Dziecię się zrodziło a razem z Nim Maleńka przyszła Miłość” . Wszystkich, którzy potrzebują porad prawnych zapraszamy do naszej Kliniki Prawa.

Do siego roku!!!    
Alicja Kołtunowicz
Klinika Prawa Rzym

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com