Porady psychologiczne: W harmonii myśli i uczuć - Nasz Swiat
14
Śr, kwiecień

Zdrowie i uroda

Myślenie procentuje, ale nieustanna analiza szkodzi. Najwięcej dramatów rozgrywa się tylko w naszej głowie. Chcesz odzyskać równowagę? Daj jej odpocząć – poznaj swoje wewnętrzne przekonania o samym sobie.


Skąd bierze się to, co nazywamy „problemem”? Czy to życie przynosi problemy? A może sami je tworzymy - a przynajmniej wyolbrzymiamy - naszą postawą, sposobem myślenia?
Dziś nie ma wątpliwości: problem jest pojęciem względnym. Od ciebie zależy, czy jakieś okoliczności są „straszne”, czy „trochę złe”. To kwestia oceny. Jakie stosujesz kryteria? Jak wygląda twoja skala? I co gdyby okazało się, że sama zatruwasz sobie życie?


Zgadzam się z myślą, iż problemów nie ma, są tylko trudności do rozwiązania. Kiedy uda nam się zmienić sposób myślenia, będziemy zdolni cieszyć się małymi i wielkimi rzeczami, które niesie życie, będziemy potrafili mocniej kochać i pozwalać się kochać, zyskamy też więcej wewnętrznego spokoju, staniemy się spontaniczni – prawdziwi.

Dlaczego myślenie? Dlaczego ta zmiana jest tak ważna?
Bo w większości przypadków jesteśmy neurotyczni. Poddajemy samych siebie psychicznym torturom. Blokujemy naturalny przepływ życiowej energii lękami, złością, które uruchamiają w nas pewne przekonania (programy w większości nieuświadomione) typu: „Nie będę szczęśliwa, dopóki nie znajdę mężczyzny, w którym się zakocham”, albo: „Nie mogę żyć pełnią życia, bo nie mam pieniędzy”.

Dotyka nas nie to, co nam się przydarza, ale to, co mówimy sobie na ten temat. Pomiędzy zdarzeniem (na przykład utratą pracy), a emocją (wściekłość, rozpacz) jest nasze myślenie, interpretacja. Dialog wewnętrzny, który generuje takie, a nie inne samopoczucie. Przypominamy maszyny oceniające. Wciąż sprawdzamy, czy dana okoliczność jest dla nas korzystna. Jeśli uznajemy, że nie, zaczynamy opierać się rzeczywistości, a nawet dramatyzować. I to właśnie ta „choroba dramatyczna” jest przyczyną wszystkich zaburzeń emocjonalnych. 
Każdy z nas wpada czasami w negatywne ciągi myślowe (niektórzy nawet często). Stajemy się niewolnikami swoich fantazji, własnego dialogu wewnętrznego. I cierpimy- zupełnie bez potrzeby. Bo cały dramat rozgrywa się w naszej głowie. Za przesadną negatywną emocją (ktoś się wścieka, histerycznie płacze) zawsze kryje się katastroficzna myśl, która pojawia się w wyniku naszego ograniczenia spowodowanego „programem” tkwiącym głęboko w naszej podświadomości.

I tak, na przykład: wyobrazimy sobie, że jesteśmy zazdrośni, ale o tym nic nie wiemy. Jak mamy rozpoznać, że jesteśmy zazdrośni? Po sytuacji, która zobliguje nas do tego, aby przyznać się przed samym sobą, że jestem zazdrosna. Na przykład, jeśli ja jestem zazdrosna i mam męża który, jest taki grzeczny i daje mi takie poczucie bezpieczeństwa, że do głowy mi nie przyjdzie, żeby być zazdrosną, to ja tej zazdrości nigdy nie rozpoznam. Natomiast, ponieważ mam taki program, to będę sobie bojkotować swoje poczucie wartości tą zazdrością, która czy widoczna czy niewidoczna, to we mnie istnieje, ja jej tylko nie widzę na dany moment. Ale jak trafię na męża, który będzie zbyt miły dla innych kobiet, to już siłą rzeczy muszę się skonfrontować ze swoją zazdrością i mówię sobie: „Aha, jestem zazdrosna”. I wchodzimy głębiej w siebie i pytamy: „Skąd ta zazdrość? Z poczucia zagrożenia -ok-a skąd to poczucie zagrożenia? No bo czuję się mało warta. A dlaczego mało warta? Bo siebie nie kocham”. I nagle dochodzę do określonych punktów, które dają mi szansę na zmianę tej rzeczywistości i poprzez przepracowanie tych ograniczeń, w taki sposób, żebym nie musiała już więcej kreować takich sytuacji zazdrości. Jak już sobie to uświadomimy, to to, nie jest już nam do niczego potrzebne. Czyli druga taka sytuacja się już nie pojawi. Jeśli my, nie mamy programu zazdrości, to na pewno nie trafimy na męża, który będzie się za dużo oglądał za kobietami, dlaczego? Bo taki nie będzie już nam do niczego potrzebny, bo już rozpoznaliśmy to, albo nie mamy nic do rozpoznania. Jeśli rozpoznajemy nasze schematy zachowań i patrzymy na to, jak funkcjonujemy, to właśnie zaglądamy w podświadomość, która gromadzi te informacje o nas. Uświadamiając sobie własne ograniczenia, schematy działania możemy je zmieniać, aby kreować taką swoją rzeczywistość, o której marzyliśmy, a nie możliwym było jej wykreowanie ponieważ mieliśmy zbyt dużo bloków ograniczających nas.
Wiara w powyższe założenia pozwoli nam na większą akceptację tego co nas spotyka. Nie ma problemu, jeśli życie układa się wg naszego scenariusza, gorzej jak nasze „wymyślone” potrzeby nie są zaspokojone, a od których uzależniamy, czy jesteśmy szczęśliwi.
Pozwoli, każdą trudniejszą sytuację wykorzystać do rozpoznania swoich przekonań, dotarcia do źródła ich powstania w nas i przetransformowania ich na takie, które uznamy za prawdziwe.

Załóżmy, że spędziłaś kolejny samotny weekend i uznałaś, że to straszne. Jakie przekonanie za tym stoi? Może: „Kobieta bez rodziny jest bezwartościowa?”, bądź: „Samotność to życiowa porażka?”, albo: „Potrzebuję przyjaciół, żeby być w dobrym nastroju?”. Kiedy już to rozpoznasz, co cię uwiera, możesz zastosować racjonalną argumentację.

Pomocny będzie argument porównawczy: „Czy istnieją inne osoby, które w tej samej sytuacji są szczęśliwe?”. Inna argumentacja dotyczy możliwości: „Czy mimo tych okoliczności mogę realizować ważne dla mnie i innych cele?”. I wreszcie argument egzystencjalny: „Czy w nieskończonym wszechświecie ma to aż takie znaczenie? Co będzie ze mną i z tym problemem za sto lat?”. Zalecam wręcz medytację nad własną śmiercią. Kiedy przypomnimy sobie o jej nieuchronności, stajemy się bardziej zrównoważeni i dojrzali, paradoksalnie odzyskujemy spokój. Przestajemy się zamartwiać, zaczynamy cieszyć się życiem.
Po tym, jak stawiłaś czoło irracjonalnemu przekonaniu, możesz stworzyć nowe. Zdrowe, prawdziwe. Na przykład takie: „Wolałabym spędzać weekend ze swoim chłopakiem, ale jeśli akurat go nie mam, to mogę być szczęśliwa”. Nie rezygnujesz tu ze swoich pragnień, po prostu ich spełnienie nie jest już warunkiem twojego szczęścia.

Psychologia poznawcza to nie trening pozytywnego myślenia. Nie chodzi w niej o zmianę negatywnych myśli na pozytywne, o mechaniczne powtarzanie nowych poglądów... To terapia argumentów, które powstają na bazie odkrycia źródeł swoich przekonań, które jednak sprawiały często cierpienie, przetransformowania ich na prawdziwe, które powodują, że życie staje się przyjemne.

Czy nie prościej byłoby przyjąć, że wszystko jest tak, jak ma być, że przeciwności, które napotykasz, to część życia. Chyba najbardziej obrazowo ujmie to buddyjska mądrość: „Latem jest gorąco, a zimą zimno“. Jaki masz wpływ na pogodę? Na korki? Humory szefa? Na brak miejsc parkingowych?. Możesz zamknąć się w domu i uniknąć tego wszystkiego, tylko czy będziesz szczęśliwa? Dużo lepszym sposobem jest nie tracić czasu na to, co nie działa.

Dokądkolwiek idziesz, cokolwiek robisz, zaakceptuj pewne niedogodności. Zdaj sobie sprawę z tego, że nie są takie istotne. Wreszcie: skoncentruj się na tym, co jest w porządku, Na wszystkich wspaniałościach, jakie cię otaczają. Kiedy przekierujesz uwagę, przekonasz się, jest ich naprawdę sporo.
Może coś na temat relacji. Na przykład przyjaźni. Nie ma sensu oczekiwać od ludzi tego, czego nie mogą nam dać.
Ktoś będzie zawsze pamiętał o naszych urodzinach, a ktoś inny nie. Nikt nie jest doskonały… My też nie. A w partnerstwie? Czy i tu stosować zasadę bezwarunkowej akceptacji?

Godzić się na zaniedbania drugiej osoby? Proponuję wprowadzić zakaz narzekania na to, co dzieje się w związku. I zwyczaj cotygodniowego wręczania partnerowi pisanego z miłością „listu sugestii“. Na przykład: „Chciałabym, żebyś częściej mówił mi miłe rzeczy, ale jeśli nie będziesz tego robił i tak będę cię kochała”. Chodzi o to, aby zasygnalizować partnerowi nasze oczekiwania, zapewniając jednocześnie o uczuciu i akceptacji. Pozostawić mu wolną rękę, niczego nie wymuszać... Dlaczego to działa? Bo kiedy narzekamy czy wymagamy, druga osoba czuje się zastraszona, przyparta do muru. A gdy sugerujemy coś niezobowiązująco - po prostu zachęcamy.

I jeszcze sugestia dotycząca tego, jak bronić się przed kiepskimi nastrojami innych. Kiedy ktoś awanturuje się wyolbrzymia pewne sprawy, przyjmij, że chwilowo stracił kontakt z rzeczywistością. Możesz odciągnąć jego uwagę od dramatu na trzy sposoby. Pierwszy to miłość: przytulasz tę osobę, mówisz jej ciepłe słowa. Drugi to humor: zmieniasz język, akcent albo ton głosu. I wreszcie surrealizm: odpowiadasz zupełnie nie na temat, jakbyś to ty straciła rozum. W wielu sytuacjach najlepszą strategią będzie…. brak strategii i poddanie się życiu.
„Przyjaźń, samorealizacja i udane życie seksualne przyjdą w sposób naturalny, wcześniej czy później,i bo właśnie w tym kierunku zmierza życie, jeśli tylko nie będziemy za dużo przy tym manipulować“. (R. Santandreu).

psycholog
Dorota Szeptuch-Gontarz
Tel. 3270821265