Porady psychologiczne: Przyczyny współuzależnienia - Nasz Swiat
14
Śr, kwiecień

Zdrowie i uroda

Współuzależnienie „To taki stan, kiedy zbiorniki miłości są prawie puste”.

Niespełnione potrzeby emocjonalne

GŁÓD MIŁOŚCI
Narcyz, jak głosi grecka legenda, był bardzo pięknym i bardzo nieśmiałym młodym mężczyzną. Urocze nimfy rzucały się na niego, ale on je wszystkie odrzucał. Nigdy się nie zakochał, aż do dnia, kiedy zobaczył swoje odbicie w tafli wody. Niespodziewanie zapatrzył się w ten wspaniały obraz.

Całkowicie rozkochany we własnym wizerunku Narcyz usychał z tęsknej miłości do siebie samego odbitego w wodzie, ale rzecz jasna, jego miłość pozostawała nieodwzajemniona. Kiedy mówił, nie było odpowiedzi. Gdy wyciągał dłoń i dotykał cudownego odbicia, ono uchodziło rozproszone w zmąconej wodzie. Kresem jego męczarni była śmierć.

Dzisiaj u większości ludzi termin „narcyzm” wywołuje nieprzyjemne skojarzenia. Narcyzm to przesadna miłość do siebie, to sposób życia, którego centrum zajmuje „ja”. Narcyzm to również głód miłości, który dotyka wszystkich.

Głód miłości, w przeciwieństwie do narcyzmu, jest bardzo pozytywną siłą, potrzebą kochania i bycia kochanym, właściwą każdemu dziecku i osobie dorosłej. To naturalna potrzeba, która powinna być zaspokojona od kołyski po grób. Jeśli dzieci są pozbawione miłości, jeśli ta podstawowa potrzeba nie jest zaspokojona – to ten uraz pozostanie w nich przez całe życie.

Zaspokojenie potrzeby miłości jest niezwykle ważne nawet wówczas, kiedy dzieci są zbyt małe, by rozumieć abstrakcyjne pojęcia. Nie wystarczy dziecku powiedzieć „Kocham Cię”, kiedy przechodzimy obok jego kołyski. Musimy przekazać miłość na różne sposoby, których rozumienie jest wrodzone. Przytulanie, gruchanie i mówienie do dziecka jest równie istotne, jak ciepło i pokarm. Dzieci pozbawione miłości naprawdę mogą umrzeć.


ZBIORNIKI MIŁOŚCI
Aby przedstawić pacjentom głód miłości, posługuję się obrazem „zbiorników miłości” w kształcie serca. Wyobraź sobie, że dopiero co przyszedłeś na świat, a twoje serce jest zbiornikiem miłości. Na początku życia wskaźnik poziomu paliwa (miłości) będzie wskazywał zero – zbiornik jest pusty.
Ponad tym zbiornikiem narysuj dwa inne – to twoi rodzice. Z biegiem lat wypełniają oni twój zbiornik zasobami z ich rezerw. Piętnaście albo dwadzieścia lat później, kiedy odłączysz się od swojej pierwotnej rodziny i wyruszysz, by założyć własną, twój zbiornik będzie napełniony. Będziesz dorosły, w pełni gotowy, by wypełnić zbiorniki twoich dzieci, które kiedyś zrobią to samo dla swoich dzieci.

Co się dzieje, gdy z jakiegoś powodu brakuje jednego z rodziców? W najlepszym przypadku dziecko ma połowę zasobów, z których będzie mogło czerpać, a zwykle ma mniej.
Przyjrzyjmy się teraz pierwotnej rodzinie Ani. Jej ojciec był alkoholikiem. Jego zbiornik miłości niemal z całą pewnością miał niski wskaźnik już na samym początku, a obniżył się jeszcze bardziej w miarę postępu choroby alkoholowej. Miał coraz mniej do zaoferowania swojemu dziecku, gdyż był zaabsorbowany sobą. Ania mogła prosić ojca o różne rzeczy, również te niezbędne, nigdy jednak nie otrzymywała tego, o co prosiła. Składał obietnice i ciągle je łamał. Bardzo często w swoich pijackich zamroczeniach w ogóle jej nie słyszał. Był niedostępny emocjonalnie, a czasem fizycznie.

Z pewnością jednak mała Ania mogła korzystać ze zbiornika miłości mamy, czyż nie? Otóż niestety nie. Mama była zatroskana ojcem, usiłując utrzymać jego alkoholizm w tajemnicy bądź pomóc mu jakoś zebrać się w sobie. To mama trzymała rodzinę razem, pilnując płynności finansowej, przeszyta bólem tragedii, którą przeżywali wszyscy. Stawała się coraz bardziej zagniewana, rozczarowana życiem, popadała w depresję. Matka prawdziwie kochała Anię i chciała dla niej jak najlepiej, funkcjonalnie była jednak tak samo niedostępna jak jej ojciec.

Ania wyszła ze swojej rodziny z prawie pustym zbiornikiem miłości. Stała się współuzależnioną dorosłą.
Strumień miłości można zatrzymać, można też poważnie ograniczyć jego przepływ. W przypadku pana Adama oboje rodzice głęboko kochali małego Adama i szczerze pragnęli okazać mu w pełni swoje uczucia. Jednakże tata był szalonym perfekcjonistą. „Oczywiście, że on cię kocha, Adasiu, on po prostu taki jest”, mówiła mama, ale w środku i ona nienawidziła tego nieznośnego perfekcjonizmu. Adam słyszał słowo „miłość” z ust mamy, ale podświadomość rejestrowała urazę. Ze strony ojca spotykał go tylko krytycyzm. Rodzice byli uwikłani w taki wielki ból, że przepływ miłości prawie całkowicie ustał pomimo ich uczuć i najlepszych intencji. Adam wyrósł z nienaturalnym głodem miłości, który jest tak typowy dla współuzależnionego dorosłego.

Cóż z tego, mógłbyś powiedzieć, że rodzice nie żyją ze sobą najlepiej, jeśli kochają swoje dziecko? Problem w tym, że jeżeli nie starają się wzajemnie uzupełnić swoich zbiorników, to nie mogą odpowiednio przekazać swoich zasobów dziecku. Nieświadomie jedno z rodziców lub oboje, aby zaspokoić swoje wewnętrzne potrzeby, czerpią ze skromnych zbiorników dziecka, zostawiając je z jeszcze mniejszą zawartością lub z niczym.

Gdybyśmy mieli stworzyć inną definicje współuzależnienia, brzmiała by tak: „To taki stan, kiedy zbiorniki miłości są prawie puste”.
Wyobraź sobie drzewo. Na początku było to zwykłe drzewo. Jednak któregoś dnia uderzył w nie piorun, rozdarł pień i powalił je na ziemię. Drzewo jednak przetrwało. Odradzało się powoli, wypuszczało nowe korzenie i pędy. Stary pień trwał nadal, bezkształtny–rozdarty uderzeniem pioruna. W podobny sposób zniekształca współuzależnienie. Postrzeganie świata człowieka współuzależnionego jest właśnie takie – zdeformowane.

Innym obrazem, którym się często posługuję, jest schemat tortu. W pewnym sensie ty jesteś tym tortem, ponieważ tak właśnie działa współuzależnienie wewnątrz ciebie.
Górna warstwa, to łatwo dostrzegalne symptomy. Tworzą ją uzależnienia, włączając w to także te trudno uchwytne, jak pracoholizm, napady gniewu, przymusowe zachowania i wiele innych.

Druga warstwa to poziom relacji. Podobnie jak drzewo uderzone przez piorun, również nasze relacje są pęknięte i zniekształcone przez to, co wydarzyło się w przeszłości.
Warstwa trzecia, piorun, to zaistniałe formy przemocy, maltretowanie, molestowanie, cicha przemoc, mają one podstawowe znaczenie. Stanowią podłoże dla skomplikowanych stosunków międzyludzkich.
Warstwa czwarta, na samym dole, to głód miłości, która jest nam tak samo niezbędna jak samo powietrze. Tego głodu nie zaspokoją substytuty. Osoba niezaspokojona emocjonalnie funkcjonuje jak połowa osoby, ciągle poszukuje drugiego, który dostarczałby brakującej części. Ta połowiczność jest korzeniem wielu tragicznych problemów.
Żadna ze stron nie dostanie od drugiej tego, czego naprawdę pragnie. Jedno widzi w drugim odbicie własnego błagalnego zranionego spojrzenia i bierze je za wyraz pragnienia i pełni. Są jak ptaszęta ze złamanymi skrzydłami i myśleli, że wzlecą, gdy się połączą. Ludzie, którzy czują się „wybrakowani” w środku, nigdy nie zostaną uzdrowieni przez złączenie się z inną pustą wewnętrznie osobą. Dwa ptaki ze złamanymi skrzydłami nigdy nie wzlecą, choćby nie wiem jak sobie pomagały. W końcu muszą się od siebie oderwać, by oddzielnie poskładać swoje poranione skrzydła i pozwolić się im zrosnąć.

PROBLEM WYPARCIA
Współuzależnieni z głęboko niezaspokojonymi potrzebami są mistrzami wyparcia. To ich cecha konstytutywna. Żyją nieustannie w kłamstwie własnym (nieświadomie okłamując siebie, okłamują innych) – udają, pragną, tęsknią za cudownym życiem, podczas gdy w rzeczywistości było ono nieznośnie bolesne emocjonalnie, i może nawet fizycznie. Nie umieją przestać kłamać, kiedy jednak dotrze do nich prawda, stają przed bolesną przeszłością, z wszystkimi niezagojonymi , ropiejącymi i gnijącymi ranami.

Współuzależnieni spędzają całe życie na ukrywaniu problemów.

Wyparcie kryje się za wieloma różnymi maskami. Dość powszechną praktyką jest świadome pogrzebanie w sobie bólu („...a jakoś to będzie, nic mnie nie zniszczy, nie dam się”, itp.), co nie znaczy, że został on zapomniany.

Są ludzie, którzy nie tylko grzebią bolesne wspomnienia, lecz całkiem je przeganiają. Niestety, nie da się przegonić bólu. Jest wszechobecny, i nieświadomie steruje naszym życiem. Trzeba usunąć całą serię zdarzeń składających się na bolesne doświadczenie z przeszłości. Niektórzy pacjenci, co do których miałam pewność, że doświadczyli w dzieciństwie przemocy, całkowicie stracili pamięć tego okresu swojego życia i często wzbraniają się przed konfrontacją ze wspomnieniami, które jednak w nich tkwią .

W następnym artykule przybliżę kolejną przyczynę współuzależnienia, którą jest STRACONE DZIECIŃSTWO.

Dorota Szeptuch-Gontarz
psycholog
tel. 3270821265
www.dorotapsycholog.it