Czas wolny - Nasz Swiat
08
Śr, grudzień

SPA – sanus per aquam, to leczenie przez wodę. Woda ma właściwości lecznicze: od wewnątrz oczyszcza organizm, a z zewnątrz rozluźnia mięśnie, uwalnia od stresu (np. poprzez słuchanie dźwięków fal morskich, płynącego strumienia, czy plusku fontanny). Wszystkie te dźwięki powodują, że nasz zmęczony, zabiegany umysł rozluźnia się i odpoczywa. W Italii spa jest całkowicie innym typem wypoczynku, niż w Polsce.

Miałam tę ogromną przyjemność pracować we włoskich ośrodkach spa. Centra odnowy biologicznej mieściły się w północnej części Italii, na terenach cudnych Dolomitów, w hotelach, w maleńkich miejscowościach, które oprócz ciszy, spokoju i niesamowitych uroków zachwycały codziennie świecącym słońcem.

W jednym z włoskich hoteli spa mieści się na pierwszym poziomie. Prowadzone jest przez Danielę Steiner, założycielkę obecnie już 10 farm piękności na terenie Szwajcarii, Kairu, Aleksandrii, Skarm El Sheik, Monako, Francji i oczywiście Italii. Daniela Steiner szkoli swój personel, ma własną filozofię, linię kosmetyków, i to ona obmyśla zestawy zabiegów, jakie są wykonywane w jej centrach odnowy biologicznej.

Każdy z pracowników zna 3-4 języki, i właściwie tylko klasyczny masażysta nie jest w stanie zastąpić kosmetyczki, ponieważ kosmetyczka wykonuje również masaże ciała, pedicure medyczny, manicure i zajmuje się tradycyjną kosmetyką twarzy.
Hotelowe Spa w standardzie ma basen i 4 rodzaje saun. Sauny są mokre: tzw. łaźnia turecka, z temp. do 45 st., tepidarium oraz suche: infra red – gdzie można się wygrzewać i rozluźniać w temperaturze do 38 st., sauna sucha z temperaturą do 60 st. i sauna fińska – 90 st. Obok sauny i basenu jest kilka miejsc z wygodnymi leżakami, gdzie należy wypocząć po saunie, w pokojach tych sączy się lekka, nastrojowa muzyka (co dzień jest zmieniana), każdy może korzystać z dowolnej ilości ręczników i cieplutkich, miękkich pledów do okrycia. Obok jest barek z herbatami ziołowymi i górska wodą z miętą i cytryną. Z tych przyjemności, czyli sauny i basenu, oraz napojów może korzystać każdy mieszkaniec hotelu.
Chcę zaznaczyć, że basen i taki zestaw saun to we Włoszech standard hoteli 4-gwiazdkowych.
Z sauny nie mogą korzystać dzieci do 16. roku życia, natomiast w saunie przebywa się tylko owiniętym w ręczniki – są to zasady ogólnie przyjęte i każdy traktuje to jako normę.
Każdy hotel ma swój ogródek relaksacyjny. Jest to miejsce, gdzie rozłożone są leżaki, widok jest oczywiście wspaniały – na najpiękniejszą górę w okolicy, i czasem jest coś więcej, np. energetyczny labirynt, albo staw z kaczkami. Można też zobaczyć parę kociąt, która leniwie wygrzewa się w promieniach słonecznych.
Ale przejdźmy do części z zabiegami dla ciała. Oprócz klasycznych zabiegów pielęgnacyjnych na ciało, takich jak peeling na bazie miodu, czy soli morskiej, albo cukru trzcinowego, wykonuje się masaże ciepłymi olejami, masaże ayurvedy – abhayanga, shirodara, abhayanga na 4 ręce, indiański masaż głowy, masaż klasyczny, relaksacyjny z wykorzystaniem energii reiki, zabiegi na ciało, to między innymi: marokańskie hamman, razul, okłady z alg, fango, i okłady z ciepłymi olejami, które koją zmęczone stawy i kości po całodziennych wędrówkach lub zjazdach narciarskich. Są to zabiegi na bazie alpejskich ziół, które wytwarza się właściwie na miejscu.

Muszę dodać bardzo ważną rzecz, otóż jedynym urządzeniem, jakie się znajduje w takich centrach, to wanny. W hotelach to przeważnie wanny z jacuzzi, które wykorzystuje się do zabiegów kąpieli Kleopatry w mleku kozim z miodem, albo najcudowniejsza rzecz na świecie: wanna z materacem jak łóżko wodne, które powoduje niewiarygodne wrażenie, że jest się znów w łonie matki.
W każdym górskim hotelu wykorzystuje się moc, czystość i zalety wody źródlanej, dlatego podstawowym zabiegiem ogólnie dostępnym jest kąpiel stóp wg dr. Kneippa.
Najciekawsze jest to, że nie znajdziemy tam żadnych urządzeń typu kapsuły, wibrujące urządzenia, czy inne nowoczesności, które oglądam na targach kosmetycznych. Te urządzenia powodują zbyt dużo szumu, traktują klienta zbyt instrumentalnie. Tu liczy się bezpośredni kontakt, uśmiech i dotyk. Natura nie serwuje nam urządzeń, które szumią, przeszkadzają innym gościom obok w kabinie i mogą czasem zawieść. Prąd i nowoczesna technologia wykorzystana jest właściwie do zabiegów na twarz, a to głównie przy mikrodermabrazjii i ultradźwiękach. Wszystkie zabiegi są wykonywane w intymnym świetle świec.
Drugi hotel różnił się od pierwszego tym, że miał wannę parową, w której wykonuje się kąpiele z sianem, albo w okładach z oleju migdałowego i startych jabłek, lub też  kąpiele z igliwia leśnego.
W każdym hotelu dostępna jest aromaterapia w formie masażu, są wykonywane tradycyjne zabiegi pielęgnacji ciała, są również specjalne pakiety dla kobiet, mężczyzn, jak również dla obojga. Wykonuje się zabiegi antycellulitowe jako serie, zabiegi kompleksowe lub jednorazowo. Jest kilka typów zabiegów na twarz, szyję i dekolt – w zależności od stanu skóry. Wszystkim tym zabiegom poddają się panie i panowie. W basenach wykorzystuje się różne techniki zawirowania wody (natryski, bicze, wiry wodne i natryski kaskadowe, oraz prysznice z różnym natężeniem wody).
W  jednym z hoteli najciekawszym zabiegiem była kąpiel w szampanie. Otwiera się butelkę szampana i wlewa do wanny z wodą, aby kąpiel była przyjemniejsza – para klientów otrzymuje na czas kąpieli po lampce szampana.

Miałam również przyjemność konsultować zabiegi w kanadyjskim spa. Najciekawsze jest to, że tu również nie spotkałam żadnych urządzeń elektronicznych, czy elektrycznych, oprócz nawilżacza z vapozonem (kto oczyszcza twarz w gabinecie kosmetycznym wie, o czym mowa). Oczywiście były wanny typu jacuzzi, ale to nie sprzęt zastępujący zabiegi, a jedynie zabieg relaksacyjny. Widok na ocean i góry, delikatna muzyka, wystrój przypominający termy w Pompejach i szeroki dostęp do świeżych owocow – to wszystko powodowało, że miejsce było prawie magiczne.
Refleksja? Profesjonalizm, maksymalne wykorzystanie cudownych właściwości  krystalicznie czystej wody źródlanej do zabiegów i do picia. Czysty klimat, wspaniałe widoki, kontakt z naturą, promienie słońca na wysokości 2000 m. Polecam każdemu, kto ma szansę skorzystać z takiego wypoczynku. Polecam też polskim właścicielom hoteli, by dobrze przyjrzeli się sztuce pielęgnacji ciała w miejscu, gdzie kult ciała i jego pielęgnacja jest tradycją od ponad 2000 lat. Bo siła i energia tkwi w rękach wykwalifikowanego personelu, a nie w kosztownych, huczących urządzeniach i aparatach.
Dorota Bylica

W medycynie europejskiej stwierdza się obecnie coraz większe zainteresowanie medycyną dalekowschodnią i jej metodami leczenia. Naturalne metody leczenia i samoleczenia przeżywają obecnie swój renesans, korzysta się z nich niemal we wszystkich krajach świata. Znane są od wielu stuleci, oparte są na wielowiekowym doświadczeniu, a przede wszystkim są sprawdzone w praktyce.

Większość starych nauk wychodziła z założenia, że o zdrowiu i witalności człowieka decyduje swobodny przepływ energii życiowej przez jego organizm. Dzięki wprowadzeniu naturalnych metod leczenia mamy możliwość wzmocnienia przepływu Energii Życiowej przez ciało, doprowadzając je do stanu harmonii i równowagi, a więc zdrowia. Akupresura, joga klasyczna, mudry - joga małych palców, masaże punktowe, ziołolecznictwo, leczenie dotykiem, koloroterapia, muzykoterapia, kąpiele, chiropraktyka, relaksacja, medytacja - to tylko niektóre niekonwencjonalne metody leczenia. Właściwe i konsekwentne praktykowanie choćby jednej z nich pozwoli odzyskać i zachować zdrowie. Od zarania dziejów ludzie starali się zgłębić tajemnicę wiecznej młodości i nieśmiertelności. Możliwość przedłużenia życia jest odwiecznym marzeniem tak starym, jak ludzkość. Przedstawione w tym opracowaniu mudry przeznaczone są dla każdego. Polecam je jednak w szczególności tym, którzy potrafią zaakceptować myśl, iż „starzenie się i stan chorobowy są procesem, który można cofnąć. Niemożliwe leży w zasięgu twojej ręki”.

AYURVEDA
Zgodnie ze starożytną indyjską legendą, Bóg uzdrawiania i leczenia DCHANWANTARI wyszedł z morza, niosąc na rękach drogocenną czarę z eliksirem nieśmiertelności Amritą. Dchanwantari jest uważany za mistycznego autora Ayurvedy - systemu starożytnej indyjskiej medycyny. Ayurveda - w tłumaczeniu z sanskrytu oznacza „czysta wiedza” ( AYU - żyć lub życie codzienne, VEDA - wiedza). Jest praktyczną nauką o zdrowym życiu i samoleczeniu, jej celem jest doskonałe zdrowie i długowieczność. AYU zawiera wiedzę, która jest trudna do zrozumienia dla Europejczyków, gdyż nie są oni zaznajomieni z subtelnościami wschodniej ezoteryki. Guru Machariszy uprościł wiadomości z medycyny wschodniej, uogólnił je, ułożył w system MACHARISZY AYURVEDY dostępny dla nas Europejczyków. System ten rodzi się z koncepcji organizmu jako całości (holistycznej).
Przewiduje kompleksowe terapeutyczne wskazania, do których należą:
- leczenie
- odżywianie
- rozkład dnia
- ćwiczenia fizyczne
- picie wody
- leczenie ziołami, minerałami, metalami, kolorami, światłem, słowem
- masaże
- refleksoterapia
- nakłuwanie igłami i inne.
Mądrość Ayurvedy pochodzi od dawnych mędrców - Riszich, którzy osiągnęli ją drogą intuicyjną bezpośrednio ze świadomości kosmicznej. Stwierdzili oni, że świadomość jest energią, przejawiającą się w pięciu podstawowych elementach, jakimi są: ogień, powietrze, niebo (eter), ziemia, woda. Pojęcie tych elementów stanowi sedno nauki Ayurvedy, bowiem doskonałe zdrowie jest zachowaniem równowagi pomiędzy tymi elementami. Każdy palec ma swój odpowiednik w jednym z pięciu elementów makrokosmosu i odpowiednio tymi elemenami manipulując możemy doprowadzić do wyrównania energii w organizmie.
Tak, więc:
- kciuk jest odpowiednikiem ognia (słońca)
- palec wskazujący jest odpowiednikiem powietrza
- palec środkowy jest odpowiednikiem nieba (eteru)
- palec serdeczny jest odpowiednikiem ziemi
- mały palec jest odpowiednikiem wody.
Tradycyjna medycyna hinduska bazuje na obserwacji, iż większość chorób powodowana jest przez zachwianie równowagi mikrokosmosu ciała ludzkiego, wynikającej ze złego odżywiania, problemów psycho-fizyczno- duchowych. Ułożenie palców w odpowiedniej pozycji uruchamia w organizmie siły, które przywracają zachwianą równowagę i leczą.
Dorota Bylica

Obecnie dużo się mówi o mniej inwazyjnej formie poprawiania wyglądu twarzy, którą można wykonać bez stosowania kosztownych operacji plastycznych. Jak wiadomo, z operacjami różnie bywa: często oglądamy reportaże po nieudanych zabiegach estetycznych. Czasem się chirurgom nie udaje, a czasem wizja chirurga jest kompletnie inna, niż pacjenta. Mniej inwazyjne metody, to stosowanie Botoxu i wypełniaczy zmarszczek.

Wszystkie te zabiegi stosuje się poprzez wstrzyknięcie podskórne i wprowadzenie produktu.
Najważniejszą sprawą jest odpowiednie uświadomienie pacjenta do czego taki produkt służy i jakie ma zastosowanie. Proszę absolutnie nie wierzyć w takie opowieści, że ktoś od wstrzyknięcia botoxu umarł. Jest to absolutna nieprawda i niemożliwe jest, by lekarz zaaplikował komukolwiek taką dawkę, by pacjent z tego powodu miał komplikacje. Przejdźmy więc do szczegółów.
Botox wstrzykuje się w okolice czoła, lwiej zmarszczki, kącików oczu. Generalnie w górnej partii twarzy. Ostrzykuje się też w maleńkich dawkach powierzchnie na szyi. Ostrzyknięcia te powodują w pewnym stopniu sparaliżowanie mięśni, które cały czas u nas pracują wraz z mimiką twarzy i powodują pogłębianie się zmarszczek. Zabieg taki wystarcza na około 6 miesięcy, a w tym czasie produkt powoli jest wchłaniany i jest go coraz mniej. Po 6 miesiącach zabieg albo powtarzamy, albo nie. Ciekawostką jest to, że botox jest również stosowany do wstrzyknięć, aby powstrzymać proces nadmiernego pocenia się, to znaczy w pachwiny i w dłonie. Ktoś, kto nie ma problemu z nadmierną potliwością, nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić, jaka to ulga dla takiej osoby, która ma ciągle wilgotne ręce…
Kolejne produkty, to tak zwane wypełniacze zmarszczek. I te właśnie wstrzykuje się w powierzchnię ust, by je uwypuklić, oraz w zmarszczki na całej twarzy. Są to produkty, których głównym składnikiem jest kwas hialuranowy. Kwas ten jest wytwarzany przez nasz organizm, ale tak jak i kolagen - do pewnego czasu. Z wiekiem mamy go co raz mniej. Jakie on ma właściwości? Z tego wynika, że wstrzyknięty produkt będzie sprawiał wrażenie lekko  opuchniętej powierzchni. Czasem można zauważyć lekką zmianę u koleżanki, a gdy dokładnie się przyjrzeć, to można zaobserwować trochę jakby „rybi” wygląd okolic ust. Jest to częsty efekt, ale znika po pewnym czasie i przechodzi w stan bardziej normalny. Produkt ma konsystencję żelu i po wprowadzeniu w pewną warstwę skóry można go lekko modelować. Dlatego też ma zastosowanie jako wypełniacz kości policzkowych. Ostatnio nawet modną metodą naturalnego powiększania piersi jest wprowadzenie produktów z kwasem hialuranowym zamiast implantów sylikonowych.Tak więc, wypełniacze najczęściej stosuje się w okolicach ust i bruzd nosowo-wargowych, można również wypełnić głębokie załamania na czole, czy pomiędzy brwiami, a później unieruchomić to botoxem i wtedy czoło jest pięknie naprężone i wygładzone.Zaletą tych produktów jest to, że efekty są prawie natychmiastowe i nie są one szkodliwe. Pozwalają na delikatne modelowanie kształtu twarzy, w efekcie czego można osiągnąć odświeżony wygląd bez skomplikowanych operacji. Chyba również miłą informacją dla kobiet jest fakt, że metodę tę stosują wielkie gwiazdy filmowe i są one dla nas przystępne cenowo, więc możemy się poczuć trochę bliżej świata gwiazd. Najważniejszą sprawą jest trafić w ręce wprawnego lekarza, który wykona zabieg. Proszę się nie sugerować, że ktoś zaproponuje cenę o parę groszy taniej - taki ktoś walczy o klienta i za każdą cenę wykona zabieg, byle tylko mieć materiał, na którym się przeszkoli.
Każdy fachowiec ma swoją cenę i gdy porówna się te ceny z ogółem, wychodzą tak samo. Każda usługa o zbyt zaniżonej cenie brzmi podejrzanie (tak jak zawyżona cena - jest to przerost wartości własnej). To są zabiegi na twarz, więc przed podjęciem decyzji warto sprawdzić czy specjalista ma dobrą opinię i czy naprawdę chcemy wyprostować zmarszczki.
Dorota Bylica
Masz pytanie? Napisz:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Alkoholizm jest chorobą postępującą. Osoba uzależniona zatraca w sobie pozytywne uczucia, a ich miejsce zajmują te negatywne. Jest to bardzo ciężka sytuacja, nie tylko dla samego alkoholika, ale też dla jego najbliższych.

Spróbuję podać kilka przykładów z mojego życia, kiedy piłem alkohol. Pamiętam jak zostawałem w domu i miałem opiekować się moją czteroletnią córeczką, bo żona szła do swojej pracy. Pod pretekstem kupienia jej słodyczy, zostawiałem ją samą w domu i wychodziłem po alkohol. Parę razy upiłem się do nieprzytomności, nie myśląc, że dziecko może sobie zrobić krzywdę. To było nieważne, jak tylko widziałem, że w kolejnej butelce robi się pusto, szedłem po następną. Posunąłem się nawet do tego, że kradłem dziecku pieniądze ze skarbonki, do tej pory bardzo boli mnie ten fakt. Pamiętam też jak moja córka była chora, miała ponad 40 stopni gorączki, wyszedłem po leki dla niej i już nie wróciłem tego dnia do domu. Upiłem się.
Prawie zawsze przed jakąś uroczystością, musiałem coś nawywijać, upić się, nie wrócić na noc do domu. Nigdy nie miałem swojego zdania. Zawsze musiało być tak, jak ktoś powiedział. Pracując nigdy nie piąłem się do góry, bo nikt nie mógł na mnie polegać czy zaufać mi. Przez to, że piłem alkohol, straciłem zatrudnienie, rodzinę, pieniądze, znajomych. Prawie wszyscy się ode mnie odwrócili. Wtedy bardzo ich wszystkich o to obwiniałem. Dziś dziękuję im za to. Tak musiało być. Cieszę się, bo dzięki temu dużo zrozumiałem. Powoli i bardzo ciężko odzyskuję zaufanie.
To, co opisałem, to tylko malutka część przykładów. Innych, bardziej drastycznych, byłoby do opisania o wiele więcej. Pewnie zabrakłoby miejsca w całej gazecie, ponieważ każdy dzień z mojego pijanego życia był straszny.
Chciałbym dodać, z własnego doświadczenia, że osoba uzależniona od alkoholu, często nieświadoma swojej choroby, szuka pomocy u innych. Częściej jednak nie dopuszcza do siebie myśli, że ma problem z alkoholem, ponieważ nie wyobraża sobie życia bez picia. Ja, kiedy znalazłem się „pod mostem” widziałem jeszcze gorszych od siebie, a to pozwalało mi pić dalej i cieszyć się tym, że jeszcze nie jestem najgorszy. Nie martwiłem się o rodzinę, o to, że zostałem bez pracy i środków do życia. Myślałem tylko o tym, żeby nie zabrakło mi alkoholu. Do dziś nie wiem jak to przeżyłem. Kiedy byłem w ciągu alkoholowym, piłem przez 9 miesięcy, codziennie upijając się do nieprzytomności, nawet kilka razy. Proszę mi wierzyć, często miałem myśli samobójcze, często chciałem skończyć ze sobą, zapić się, zasnąć i już się nie obudzić. Ale to byłoby za proste.
Zawsze uciekałem, bo tak było łatwiej, najlepiej. Do końca życia będę dziękował pewnej osobie, która powiedziała mi, że są ludzie, którzy pili tak jak ja, a dzisiaj są trzeźwi i szczęśliwi. Podnieśli się, stanęli na nogi, ŻYJĄ!
Przełamałem się, spróbowałem. I tak już nie miałem nic do stracenia, mogłem tylko zyskać. Udało się, zyskałem trzeźwość i trwam w niej już przez 8 lat. Jednak nie zapominam mojego pijackiego życia. Każdy trzeźwy dzień jest dla mnie dniem spełnionym. Wiem, że sam nie dałbym rady, więc spotykam się z innymi trzeźwymi alkoholikami. Dzielimy się swoimi radościami, smutkami, problemami. To pomaga. Dzisiaj już nie zmieniam świata pijąc alkohol. Dzisiaj uśmiecham się do lusterka widząc swoje odbicie. Spróbujcie pokochać siebie, tak jak ja. Jest taka piękna modlitwa:
„Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić.
Odwagi abym zmieniał to, co jestem w stanie zmienić.
I mądrości, abym odróżnił jedno od drugiego.”
Ona bardzo mi pomaga, a najbardziej fakt, że zrozumiałem jedną rzecz: alkohol nie jest dla mnie, ja się poddałem i zwyciężyłem. Dla mnie jeden kieliszek wódki, to za dużo, a 1000 za mało.
Robię wszystko, żeby nie sięgnąć po ten pierwszy, a przecież też mam problemy, często jest mi ciężko wiązać koniec z końcem. Podnoszę wtedy głowę do góry i idę do przodu, staram się nie zostawiać nie załatwionych spraw. Żyję dniem teraźniejszym i jak napisał kiedyś Stephen Leacock: „Jakie dziwne jest nasze życie. Dziecko mówi – kiedy będzie duży – ale co to? Duży chłopiec powtarza wciąż – kiedy będę dorosły. Gdy wreszcie dorośnie, obiecuje, że jak się ożeni to… Czy w końcu przestaje? Nie, zaczyna myśleć dalej – kiedy przejdę już na emeryturę… A gdy osiągnie już wiek emerytalny, ogląda się już tylko za siebie, na drogę, którą przebył i wydaje mu się, że omiata ją lodowaty wiatr. Tak wiele stracił, do niczego nie da się wrócić. Zbyt późno spostrzegamy, że życie polega na życiu w każdej godzinie i w każdym dniu.”
Pijący alkoholik ma ciągle poczucie winy, poczucie niższości. Aby podnieść swoje ego – pije. To jest zamknięte koło i ciężko się z niego wydostać, ale można i warto spróbować.
To jest test: „Czy picie nie wymyka ci się spod kontroli?” Zadaj sobie pytania:
- Czy piję więcej niż kiedyś?
- Czy piję częściej niż kiedyś?
- Czy sięgam po coraz mocniejsze trunki?
- Czy sięgam po alkohol, by odreagować stres lub uciec od problemów?
- Czy przyjaciel albo ktoś z rodziny wyraził zaniepokojenie w związku z tym, że piję za dużo?
- Czy z powodu picia miałem już problemy w domu, w pracy?
- Czy trudno mi wytrzymać bez alkoholu przez tydzień?
- Czy czuję się nieswojo w towarzystwie osób niepijących?
- Czy ukrywam przed innymi ile piję?
Jeżeli odpowiedziałeś twierdząco choćby na jedno z tych pytań, być może musisz podjąć działania, by przestać pić.
Chciałbym jeszcze kilka słów powiedzieć do osób współuzależnionych, czyli osób z najbliższego otoczenia osoby chorej na alkoholizm. Żony, mężowie, dzieci, rodzice – nie zostawajcie sami, jesteście bardziej narażeni na różnego rodzaju choroby somatyczne, nerwice, poczucie winy, niż sami pijący.
Chcę z całego serca podziękować wszystkim, którzy gratulowali mi i dziękowali za poprzedni artykuł. Jest to dla mnie bardzo budujące. Proszę o kontakt.
Piotr (tel. 3492549407)
© LaPresse

fot.

 

Fantazjować to za mało. Wyciągnij piękne wizje spod poduszki i przystąp do ich realizacji. Walt Disney powiedział: „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz to zrobić”. Marzenia to mrzonki – nigdy nie zjawiają się przypadkiem, na zasadzie zachcianek, zawsze są wyrazem naszych potrzeb, możliwości i talentów.

Marzenia to kompas wytyczający życiową drogę, kapitał, którym należy odpowiednio zarządzać, a nie trzymać pod poduszką.
Bardzo lubię opowieść pisarza Russella Conwella o losach perskiego farmera Ali Hafeda, który zdecydował się sprzedać farmę i odejść od rodziny, żeby oddać się poszukiwaniu diamentów. Tropił je bez wytchnienia, tułając się po całym świecie, wreszcie bezdomny, samotny i zrozpaczony, odebrał sobie życie. Tymczasem człowiek, który kupił od Hafeda farmę, z miłością, wdzięcznością i pasją uprawiał ziemię. Pewnego dnia, w dawnym ogrodzie Ali Hafeda znalazł… kopalnię diamentów! Stał się właścicielem niewyobrażalnego majątku.
Każdy ma taką kopalnię diamentów, która czeka na to, by ją odkryć i – kopiąc coraz głębiej – korzystać z jej zapasów. Oswajanie marzeń – do tego jesteśmy stworzeni, to czyni nas niepowtarzalnymi. Kiedy zaczniemy zarządzać marzeniem, stanie się ono celem, dzień po dniu wcielonym w życie. Niby nie ma rzeczy niemożliwych, ale nieosiągalne działanie może sparaliżować, wzbudzić niepewność. Do realizacji marzeń potrzebujemy entuzjazmu, a trudno byśmy wzbudzili go w sobie na myśl o prozaicznym zrzucaniu kilogramów wagi.
Bardzo ważne jest precyzyjne nazwanie pragnień. Musimy uczciwie sobie powiedzieć, jakie intencje nami kierują, do czego dążymy i jacy będziemy, gdy marzenie nabierze realnych kształtów. Staniesz się radosny, wolny, spokojny? Wzrośnie twoje poczucie bezpieczeństwa? Już teraz zacznij robić coś, by poczuć ten stan! Dobro się mnoży – odczuwając radość, przyciągamy do naszego życia jeszcze więcej uśmiechu. Eksperymentuj z nowymi stanami ducha, oswajaj energię radości i spełnienia.
Kiedy już ten najwyższy cel – wielkie marzenie - został sprecyzowany, kluczową sprawą jest podjęcie decyzji: zrobię to. Ale nie na zasadzie: OK, spróbuję, może coś z tego będzie. Nie wystarczy chcieć, trzeba pałać chęcią. Zdaniem Paulo Coelho „kiedy się czegoś pragnie, cały świat jednoczy się, byśmy mogli spełnić nasze marzenia”. Jeśli w to wierzysz, już jesteś na dobrej drodze. Wszystkich tzw. ludzi sukcesu – łączy jedno: wiara, że przedsięwzięcie się uda. Jest taka zasada: jeśli myślimy, że coś jest niedostępne czy zbyt trudne do zdobycia, to tak jakbyśmy tego nie pragnęli. Kiedy Kolumb wybierał się w swoją słynną podróż, wszyscy go ostrzegali, że spadnie z krawędzi świata. Luise Hay sugeruje, że nawet gdybyśmy mieli usłyszeć: „nikt jeszcze nie zrobił tego w ten sposób” zawsze możemy odpowiedzieć: „no to co?”. Oglądanie się na innych to absurd. Inni są po prostu inni.
„Nauczenie się gry na fortepianie było moim marzeniem. Nie podjęłam jednak nauki, gdyż wiedziałam, że dojście do interesującego mnie poziomu zajęłoby około dziesięciu lat. Właśnie mija 10 lat od tej decyzji”.
Każda zmiana wiąże się z ryzykiem, ale też z szansą. Wszystko zależy od punktu widzenia, od twoich przekonań – mówi się, że optymizm i pesymizm to formy przepowiedni.
„Czy uważasz, że możesz, czy też myślisz, że nie możesz,  w obu wypadkach masz rację”. Jeśli czujesz lęk, pomyśl chwilę, jaka najstraszniejsza rzecz może się zdarzyć, gdyby ci się nie udało. Przeżyłeś? OK, od tej pory wyobrażaj sobie tylko spełnienie. Twórz w wyobraźni obrazy triumfu, skupiaj się cały czas na tym, czego chcesz (a nie czego nie chcesz). I przygotuj się, że może to przyjść nawet w doskonalszej formie, niż zakładałeś.
Przeszkody to część wyzwania: często zwracają uwagę na coś, czego nie uwzględniliśmy w planach, powstrzymują przed pochopnymi działaniami, albo po prostu umacniają nas w postanowieniu. Nie zniechęcajmy się, jeśli nie widać efektów naszych starań – czasem sytuacja musi dojrzeć.
Nasze marzenie jest jak zasiane przez nas nasionko, z którego ma wyrosnąć piękny kwiat – gdyby rozkwitł w nieodpowiednim momencie, na przykład w środku mroźnej zimy, zmarniałby i nikt nie miałby z niego pożytku.

Dorota Gontarz – psycholog
tel: 0039/3270821265
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Na wstępie powiem, że wszystkie słowa napisane przeze mnie są odzwierciedleniem mojego samopoczucia. Są one szczere i mają dla mnie wielkie znaczenie. Dzielę się nimi z czytelnikiem dlatego, że wiem co to radość, dobre samopoczucie, odpowiedzialność, troska o dobro własne i innej osoby, dostrzeganie piękna przyrody. Pewnie wymieniłbym jeszcze wiele pozytywnych stron trzeźwego życia. Właśnie od prawie 5 lat takie to moje życie jest. Nie piję alkoholu i jestem z tego dumny.

Mam rodzinę, mieszkanie własnościowe w Polsce, córki studiują w kraju, a ja z żoną pracuję we Włoszech. Gdybym nie uwierzył w to, że mogę „zmienić siebie", nie byłbym takim człowiekiem, jakim jestem teraz. Nie byłoby mnie tutaj, tzn. w Italii. Pracuję, zarabiam, mogę pomagać finansowo córkom studiującym w Polsce. Decyzja o tym, żeby przestać pić alkohol, dojrzewała we mnie przez lata. Ale tak pewnie miało być. Potrzebowałem solidnego upadku, aby móc zacząć się podnosić. Wcześniej miałem masę problemów. Kłopoty w pracy zawodowej, problemy rodzinne oraz w środowisku, gdzie mieszkałem, utrata prawa jazdy za prowadzenie pod wpływem alkoholu, itp. Postępowało to dość szybko, degradacja uczuć oraz problemy. Cierpieli przeze mnie moi najbliżsi, córki i żona. Był taki czas w życiu, że córka wstydziła mi się powiedzieć, że jest zebranie w szkole. Pewnie obawiała się tego, co tam mogę powiedzieć lub jak się zachowam. Zatruty alkoholem często podejmowałem dziwne decyzje. Później nie miałem sposobu, ani myśli aby coś zmienić w pozytywnym kierunku. Żona zaczęła coraz częściej „straszyć" rozwodem, dzieci chciały się wyprowadzić z mieszkania. Po co im było to piekło na Ziemi u boku człowieka, który zachowywał się fatalnie. Obwiniał wszystkich za wszystko, a siebie uważał za ideał. Tak, to byłem właśnie ja. Dzisiaj też jestem ja, ale właśnie to moje drugie oblicze, jest zupełnie inne od tego pijanego. Zewnętrznie nie zmieniłem się zbyt wiele, ale wewnętrzna zmiana nawet samego mnie napawa dumą. Podejmuję decyzje przemyślane, odpowiedzialne. Jestem radosny i pogodny, cieszę się z drobnych, przyjemnych rzeczy. Potrafię współczuć, umiem się dzielić i pomagać innym.
W Polsce odbyłem siedmiotygodniową terapię w ośrodku uzależnień od alkoholu. Zdobyta tam wiedza pozwala mi trwać w trzeźwości. Wiem co robić, gdy pojawia się chęć spożycia alkoholu. Przecież jestem człowiekiem i chodzę po Ziemi, widzę innych ludzi, odczuwam zmęczenie, mam potrzebę snu. Muszę czasem podnieść głos, ale szybko się opanowuję.
Dlaczego tyle piszę o uczuciach? Dlatego, że teraz, kiedy nie piję, dopiero zacząłem je dostrzegać. Gdy byłem znieczulony przez alkohol, może czasem czułem miłe i przyjemne stany, ale było to krótkotrwałe i mało naturalne. Pielęgnuję swoje trzeźwe życie. Chodzę na mitingi, gdzie spotykam się z ludźmi, którzy mają tą samą chorobę co ja. Tak samo są uzależnieni od alkoholu. Nie jesteśmy w stanie w pełni opisać dobroci i mocy rozmów między nami. Jest w tym wielka siła, wiara, nadzieja, aby pomagać sobie i innym w powrocie do zdrowia. Jeśli ktoś chce się o tym przekonać, musi po prostu spróbować. Ludzie ze stażem trzeźwości rok, dwa, pięć, osiem, dziesięć i więcej lat są uśmiechnięci, pogodni, mili i radośni. Napotykam w swoim życiu wiele problemów, ale radzę sobie z nimi dobrze, bo jestem trzeźwy. Nikt mi nie wmówi, że wczoraj obraziłem po kolei kilka osób, miałem pretensje do kogoś, że się na mnie patrzy, itp.
Bywam na mitingach nie tylko w swoim miasteczku w Polsce. Jeżdżę z kolegami na spotkania do sąsiednich miast, na rocznice grup, zloty radości. Nie są to tylko mitingi. Wieczorem są zabawy przy muzyce. Jak fajnie potrafię się bawić, kiedy jestem trzeźwy. Później wszystko pamiętam i nie mam wyrzutów sumienia.
Na dzień dzisiejszy jestem we Włoszech. Tutaj też dotarłem do ludzi z podobną chorobą. Spotykamy się razem co tydzień i rozmawiamy. Powtórzę to, co napisałem wcześniej: Ja po prostu pielęgnuję swoje trzeźwe życie. Ono mi się podoba, bardzo je lubię i jest mi teraz dobrze. Nawet gdy nie mam stałej pracy, nie czuję się jak rozbitek na bezludnej wyspie. Nie tragizuję, ani nie obwiniam nikogo za sytuację w jakiej jestem. Pracę znajdę, ja w to wierzę. Ludzi których spotykam - alkoholików, mogę nazwać przyjaciółmi. Pomogą mi w potrzebie, doradzą jak mam problem, pocieszą kiedy jestem smutny. Jesteśmy też gotowi na to, by pomagać innym. Ja osobiście zawsze chciałem nieść pomoc. Teraz czasem to robię dobrym, szczerym serdecznym słowem. Na to mnie stać i tym się dzielę.
Wiara, siła, nadzieja nie opuszcza mnie i chciałbym, aby tak było zawsze. Fajnie mi jest w trzeźwym życiu, ja je po prostu kocham!

Adam

 

 

 

 

 

 

 

 

Masaż sportowy
Polega na intensywnym masowaniu mięśni podczas skurczu izometrycznego (napięcie mięśni bez wykonywania ruchu w stawie, czyli bez skracania długości mięśnia). Sprzyja to przede wszystkim rozwojowi siły i masy mięśniowej. Od wielu lat stał się on niezbędnym elementem w procesie treningowym sportowców. Pozwala zwalczyć skutki zmęczenia spowodowane wysiłkiem fizycznym. Masaż zmęczonego mięśnia pomaga rozluźnić go i zapobiega późniejszym uszkodzeniom. Masaż sportowy jest najlepszą formą rozluźnienia zmęczonych mięśni. Pozwala na szybkie odprowadzenie tzw. ,,zakwasów” i regeneruje mięśnie.
Masaż segmentarny
Masaż segmentarny, jako jeden z rodzajów masażu, jest zabiegiem fizykalnym. Składa się z szeregu chwytów i opracowań. Jest masażem diagnostycznym. W odróżnieniu od masażu klasycznego, masaż segmentarny znajduje szczególne zastosowanie w leczeniu chorób narządów wewnętrznych. Metoda ta uwzględnia wszelkie możliwe zmiany odruchowe powstające w różnych tkankach i podaje sposoby ich usuwaniu poprzez zastosowanie szczegółowych, ściśle określonych rękoczynów. Ze względu na wywieranie znacznego wpływu na funkcjonowanie narządów wewnętrznych oraz możliwość leczenia i usuwania zmian odruchowych w narządach i tkankach.
Jest to częściowy masaż klasyczny, ale nazwa segmentarny wzięła się stad, że masuje się wybrane ,,segmenty” mięśni.
Masaż Ma Uri
Pochodzi z polinezyjskiego systemu uzdrawiania stosowanego w Nowej Zelandii przez Tohunów - maoryskich ekspertów od uzdrawiania, sztuki masażu, rytuału i życia w harmonii z naturą. Ma-uri w języku Maorysów oznacza „potomkowie Białego Światła” i nawiązuje do legendy o ich przybyciu na Ziemię z odległej galaktyki Plejad. Masaż jest bardzo efektywną terapią, w której elementy starożytnej wiedzy o uzdrawianiu dostosowane zostały do potrzeb współczesnego człowieka. Poprzez specyficzny masaż całego ciała, wykorzystując energię tańca i polinezyjskiej muzyki masażysta staje się „narzędziem” wprowadzającym osobę masowana na drogę osobistej transformacji- pozytywnych zmian prowadzących do poprawy zdrowia, relacji z innymi ludźmi, środowiskiem i sobą samym. W masażu wykorzystuje się specjalnie dobieraną muzykę, która wprowadza rytm, energię i niezwykły klimat w pracy z pacjentem Ciało pacjenta traktowane jest z najwyższym szacunkiem jako „świątynia ducha”.
Takie traktowanie pacjent odczuwa w trakcie terapii w każdym dotyku, ułożeniu ręki czy nogi, operowaniu ręcznikiem (odkrywane są tylko części ciała aktualnie masowane). Przyjemny, płynny, miękki i naturalny dotyk stosowany w masażu daje osobie masowanej czas i przestrzeń dla siebie, otwiera możliwości nawiązania utraconego kontaktu z własnym wnętrzem i przywrócenia właściwego przepływu energii przez ciało.

Dorota Bylica